Sprzęt / Artykuł

Ponad 30 tys. drgań na minutę robi robotę. Sprawdziłem soniczną szczoteczkę Panasonica i irygator

O sonicznych szczoteczkach do zębów słyszałem wiele dobrego, ale irygator to było coś nowego. Postanowiłem sprawdzić oba te sprzęty.

Przez blisko trzy dekady korzystałem z klasycznej szczoteczki do zębów, ale nieco ponad rok temu stwierdziłem, że pora, aby moje mycie zębów stało się smart. Przesiadłem się na jeden z modeli marki Oral-B, który współpracował z aplikacją mobilną i za pośrednictwem aparatu w telefonie sprawdzał, czy równomiernie docieram do wszystkich partii zębów.

Okazało się to jednak na tyle… upierdliwe, że zadowoliłem się zapisywaniem sesji mycia zębów i tylko co jakiś czas się upewniałem, że średnia długość sesji nie spada mi poniżej dwóch minut. Ostatnio zwykle tak raz na tydzień odpalałem aplikację podczas porannej lub wieczornej toalety i zgrywałem dane. Zaglądałem w nie jednak coraz rzadziej.

W dodatku synchronizowanie danych z chmurą wysiadło jakieś pół roku temu, a producent nie kwapił się, by usterkę naprawić.

Z tego powodu bez większego żalu schowałem Oral-B do szuflady i odinstalowałem z iPhone’a aplikację, gdy w moje ręce wpadła szczoteczka nieco bardziej dumb niż smart.

Na szafce pod lustrem wylądował Panasonic EW-DL82-w i do z niego korzystam od miesiąca. 

Panasonic EW 1411 H szczoteczka soniczna irygator Panasonic EW-DL82-w

Pierwsze, co mnie zaskoczyło, to fakt, jak minimalistyczna jest stacja dokująca w tym modelu — mieści się na niej jedynie szczoteczka i wymienna końcówka, obie w ustawieniu wertykalnym. Ucieszy to osoby, które mają bardzo małe łazienki i walką o każdy centymetr kwadratowy przestrzeni. Szkoda, że nic nie chroni włosia przed kurzem i zarazkami.

Z tego powodu wiele osób może zdecydować się na trzymanie końcówki zamkniętej w szafce lub szufladzie.

Coś za coś — albo plastikowa osłonka na kilka poziomo leżących końcówek, albo malutka stacja dokująca. Nie jest to jednak dla mnie na szczęście przeszkoda nie do przeskoczenia, a odzyskana przestrzeń na szafce pozwoliła mi postawić obok nowej szczoteczki Panasonica tzw. irygator tej samej marki. To bardzo ciekawe urządzenie, o którym opowiem w dalszej części wpisu.

Jeśli chodzi zaś o samą szczoteczkę, model oznaczony EW-DL82-w nie ma modułu Bluetooth i tym samym nie wspiera aplikacji mobilnej, ale w samym myciu zębów to nie przeszkadza. Urządzenie składa się przy tym z zaledwie dwóch elementów — rączki i końcówki. Z niemałym rozbawieniem odkryłem też przy pierwszym użyciu, że instrukcja nie kłamała.

Panasonic EW 1411 H szczoteczka soniczna irygator Panasonic EW-DL82-w

Panasonic EW-DL82-w z początku potrafi… łaskotać.

Poważnie! Wystarczy przyłożyć końcówkę do dziąsła i wcisnąć przycisk na obudowie, co, jak wspomina instrukcja, wyzwala takie trudne do opisania mrowienie — no, a przynajmniej u mnie takowe się pojawiło. Nie jest to nieprzyjemne uczucie, a po kilku użyciach o nim się zapomina. Dzieje się tak zaś przez drgania końcówki. Ruchy określane mianem wymiatająco-pulsacyjnych wytwarzają charakterystycznie brzmiące fale dźwięków.

Zaskoczyło mnie też Panasonic EW-DL82-w ma tylko jeden przycisk, pod którym umieszczono diodę oraz dwa tryby pracy — szybki i wolny, z czego ten drugi przydaje się przede wszystkim do mycia języka za pomocą wypustek na wierzchu końcówki. To krok wstecz względem mojej poprzedniej szczoteczki, w której… i tak nie zmieniałem nigdy trybu na inny niż standardowy.

Miłym dodatkiem jest funkcja łagodnego startu.

To się przyda, bo Panasonic EW-DL82-w jest tzw. soniczną szczoteczką wibracyjną. Silniczek zamontowany w rączce sprawia, że końcówka z włosiem wykonuje szybkie poziome ruchy (31 tys. na minutę) o długości 1 mm. Dzięki temu nie trzeba zębów szorować samemu, a wystarczy miarowo przesuwać szczoteczkę wzdłuż powierzchni płytki nazębnej — najlepiej pod kątem, by dotarła do przestrzeni między zębami.

Panasonic EW 1411 H szczoteczka soniczna irygator Panasonic EW-DL82-w

W szczoteczce nie zabrakło też czasowego regulatora. Podobnie jak w innych urządzeniach tej klasy, tak i tutaj wibracje rączki sygnalizują, że minęło już 30 sekund i można przejść do mycia kolejnej ćwiartki szczęki, a silniejsza wibracja oznajmia, że dwuminutowe mycie się zakończyło i można odłożyć urządzenie na stację dokującą, by uzupełniło energię w ogniwie.

Znacznie ciekawszy od szczoteczki jest irygator do zębów Panasonic EW 1411 H.

Oba urządzenia testowałem jednocześnie i to drogie z nich okazało się znacznie ciekawsze. Irygator, bo tak się fachowo nazywa urządzenie określane przez producenta mianem Panasonic EW 1411 H, służy do czyszczenia z luźnego kamienia przestrzeni międzyzębnych i kieszonek dziąsłowych. Potrafi też masować dziąsła. Wykorzystuje do tego wodą pod ciśnieniem 590 kPa.

Urządzenie, podobnie jak szczoteczka, składa się z dwóch elementów — rączki oraz końcówki nazywanej dyszą. Aby go użyć, należy odpiąć zamknięcie pojemnika w rączce, wlać do niego wodę i szczelnie domknąć. Potem wystarczy włożyć końcówkę do ust, przyłożyć do dziąsła i wcisnąć przycisk. Nie jest to wrażenie nieprzyjemne, ale do strumienia wody trzeba się przyzwyczaić.

Panasonic EW 1411 H szczoteczka soniczna irygator Panasonic EW-DL82-w

Urządzenie ucieszy przede wszystkim osoby, które noszą aparat na zęby.

Irygator ułatwi usuwanie resztek pożywienia nie tylko z przestrzeni międzyzębnych i kieszonek dziąsłowych, gdzie nie sposób dotrzeć zwykłą szczoteczką, ale również z klamerek ortodontycznych. Sam aparatu nie noszę, ale i tak zauważyłem po kilku tygodniach używania szczoteczki Panasonic EW-DL82-w oraz irygatora Panasonic EW 1411 H pewną poprawę.

Jedyne, czego żałuję, to tego, że poszczególne działy Panasonica najwyraźniej ze sobą nie rozmawiają — a przynajmniej nie tak często, jak powinny. W instrukcji szczoteczki znalazłem bowiem informację, że po naładowaniu dioda na niej gaśnie. Założyłem, że inny sprzęt tej samej marki z podobnej kategorii będzie działał podobnie, ale okazuje się, że nic z tych rzeczy.

Dioda w irygatorze nie gaśnie bowiem nigdy, nawet po pełnym naładowaniu. Nie jest to oczywiście szczęście problem, ale liczyłem na większe przywiązanie do detali. Inżynierów muszę jednak pochwalić za konstrukcję stacji dokującej do irygatora. Udało mi się poprowadzić pod nią kabel od szczoteczki, a moja półka w łazience pod lustrem wygląda teraz nieco schludniej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst