Foto  / Artykuł

Tak słabych wyników nie było już dawno. Spadki na rynku sprzętu fotograficznego sięgają 50 procent

Widać już pierwsze efekty wpływu koronawirusa na gospodarkę, w tym na branżę nowych technologii. Segment aparatów otrzymał potężny cios. Tak słabo nie było już od dawna.

Segment fotografii z jednej strony ma się lepiej niż kiedykolwiek, a z drugiej, rynek jeszcze nigdy nie był aż tak nieprzyjazny. Powód jest jeden, a są nim smartfony. Dzięki nim dziś każdy ma aparat i każdy w jakimś stopniu fotografuje, ale jednocześnie coraz mniej osób kupuje tradycyjne aparaty.

Jasne, została cała rzesz fotografów profesjonalnych i pasjonatów, ale to nie oni byli przez lata siłą napędową rynku. Najwięcej przychodów generowały kompakty, które zostały już praktycznie w całości pochłonięte przez smartfony. Producenci foto stracili potężne źródło dochodu, ale nadal walczą, pokazując najciekawsze aparaty i obiektywy od lat.

Koronawirus okazał się kolejnym, potężnym ciosem dla rynku foto. Spadki sięgają 50 proc.

Takie wnioski nasuwają się po pierwszych raportach sprzedaży za marzec. Pełnię wyników poznamy po publikacji wyników finansowych za pierwszy kwartał, ale już teraz widzimy statyki firm analitycznych.

Nie jest dobrze. Japoński BCN Retail opublikował dane sprzedaży za marzec i zestawił je z analogicznym okresem z ubiegłego roku. Efekt? Spadek sprzedaży (w ujęciu liczbowym) średnio o 50 proc.

Sony sprzedało o 44,5 proc. mniej aparatów, Olympus o 54,9 proc. mniej, a Canon o 32,3 proc. mniej. Beneficjentem sytuacji jest Fujifilm, który jako jedyny zaliczył wzrost, prawdopodobnie na skutek bardzo mocnych premier pokazanych w ostatnim czasie. Cały rynek skurczył się o 50,5 proc.

Dla porównania, w styczniu - kiedy epidemia dotyczyła praktycznie tylko Chin - rynek skurczył się w ujęciu rok do roku o 9,9 proc. Widać więc, jak wielkie spustoszenie wywołał koronawirus.

Cały czas czekamy na raport CIPA, największej organizacji monitorującej rynek aparatów. Można spodziewać się katastrofalnych wyników.

Nasuwa się pytanie: co dalej?

Wszystkie wydarzenia fotograficzne zostały odwołane lub przełożone. Zaliczają się w to także igrzyska olimpijskie, które co cztery lata są potężnym motorem napędowym dla rozwoju rynku obrazowania.

Sami producenci przyznają, że straty będą ogromne. Premiera topowego Nikona D6 została przesunięta w czasie, przynajmniej do maja. Według przecieków, Canon boryka się z dużymi problemami w łańcuchu dostaw komponentów do EOS-a R5, który najpewniej zaliczy przesunięcie rynkowej premiery.

Pojawiały się plotki o szybkiej premierze Sony A7 IV, który początkowo miał debiutować w lutym, a później spekulowano, że premiera odbędzie się w kwietniu przy okazji gali Sony World Photography Awards. Najnowsze przecieki mówią o tym, że wszystkie nadchodzące aparaty Sony - w tym oczekiwany od dawien dawna A7S III - będą „bardzo opóźnione” i do tego należy spodziewać się „znacznie niższej wydajności produkcji fabryk”, czyli słabszej dostępności sprzętu.

To wszystko zapowiada jeszcze większe spadki w nadchodzących miesiącach. Tym bardziej, że aparaty nie są produktami pierwszej potrzeby. Profesjonalni fotografowie utracili większość - lub wręcz wszystkie - nadchodzące zlecenia, więc nie kupią nowego sprzętu. Z kolei niższe segmenty aparatów zostaną dotknięte przez kryzys gospodarczy wywołany falą zwolnień i redukcji pensji.

Jedyną pocieszającą wiadomością jest fakt, że rynek jest bardzo nasycony, a świetnych sprzętów foto i wideo nie brakuje. Wakacje 2020 - jeden z najgorętszych okresów w branży foto - jest już przegrany. Pozostaje mieć nadzieję, że drugi najważniejszy okres, czyli święta Bożego Narodzenia, będzie dla rynku łaskawszy.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst