Gry  / Felieton

Zrobili sobie moda do Divinity i teraz próbują go sprzedać jako Baldur’s Gate 3

304 interakcji
dołącz do dyskusji

Kiedy ekipa Larian Studios w kilku entuzjastycznych i dowcipnych filmikach zapowiedziała, że uznano ją za godną, by robić Baldur’s Gate 3, miałem nadzieję, że dobrze wiedzą, co robią. 

I może faktycznie wiedzieli, problem jednak w tym, że jest to wiedza kompletnie niekompatybilna z oczekiwaniami wielu - choć nie wszystkich - fanów klasyka.

Byłem ostatnio w kinie na Psy 3. Oceny są podzielone, ale moim zdaniem film na każdym kroku w bardzo fajny sposób korespondował z kultowymi dwiema częściami, a przy tym okazał się jednym z lepszych filmów akcji, które wyprodukowaliśmy w Polsce (co oczywiście nie znaczy jeszcze, że dobrym). Dokładnie czegoś takiego spodziewałem się po Larian w przypadku Baldur’s Gate 3 - może nie pobiją Wiedźmina 3, może nie stworzą najlepszej gry cRPG w historii, ale zrobią znakomitą produkcję, która dopieści przy tym fanów legendy.

Tymczasem Larian wymyślił to sobie inaczej. „Słuchajcie, robimy to Divinity: Original Sin. Już dwie części pękły i to nie są przecież złe gry. No mamy ludzi, mamy rosnącą markę, mamy gotowy silnik, może sobie kupimy prawa do Gry o Tron. Albo, kurczę, wiem - do Baldur’s Gate!”. Pewnie proces decyzyjny nie był aż tak cyniczny. Głęboko wierzę, że przy biurkach Lariana siedzą ludzie, którzy przy Baldurze spędzili nawet więcej czasu ode mnie. Ale tak to niestety właśnie wygląda.

Już po publikacji screenów próbowałem się wykłócać, że to nie jest Baldur

No i podzieliliśmy się jak Polska w kwestiach politycznych. Frakcja konserwatywna przytakiwała mi, że jak najbardziej racja - gra wygląda jak kolejna część Divinity: Original Sin, trójwymiarowa grafika jest zaprzeczeniem baldurowości, zaś z oryginału nie uchwycono absolutnie niczego, nawet charakterystycznych portretów, wrzucając jakiś nowoczesny i średnio przyjemny interfejs.

Postępowcy krzyczeli z kolei - nie bez słuszności - że Baldur’s Gate ma już ponad 20 lat i moglibyśmy w końcu pójść na przód, Pillars of Eternity 2 jest komercyjną porażką (z drugiej strony - Disco Elysium dla wielu było grą roku 2019), a Larian Studios to prawdziwi mistrzowie gatunku. A to, co zobaczyli, wygląda świetnie i już nie mogą się doczekać nowej gry.

Ja z kolei podświadomie zacząłem mówić o niej „ta gra”, ponieważ tytuł „Baldur’s Gate 3” w odniesieniu do tej produkcji z trudem przechodzi mi przez gardło.

Trudno powiedzieć czy ta gra będzie bardzo dobra

Z wielkimi wypiekami na twarzy oglądałem wczorajszą premierę gameplayu tej gry. Tutaj muszę też uczciwie zaznaczyć jedną kwestię - nie jestem przesadnym fanem Divinity. Do pierwszego Original Sin miałem dwa podejścia. I choć udało mi się przejść ponad połowę, to odbywało się to na tej samej zasadzie, co ogląda się „Śmierć w Wenecji”. W nadziei, że ta powszechnie chwalona gra zaraz się rozkręci. Nie robiła tego, a szkoda, bo mam w zwyczaju wykańczać nawet przeciętne, już rozpoczęte gry RPG, choćby dla trofeów.

Dlatego też kiedy Larian Games zaczęło grać w tę grę, od razu zakrzyknąłem, że wygląda bardzo znajomo. Niestety, nie przypomina jednak ani trochę Baldur’s Gate. Wygląda jak żywcem aktywowana kolejna część Divinity: Original Sin. Klimatem, stylem, sposobem rozgrywki, przebiegiem dialogów, nawet tak drobnymi niuansami jak lootowanie zmarłych przeciwników. Loot w Baldur’s Gate był unikalny, z przeciwnika najczęściej wypadały 1-2 przedmioty, a my wiedzieliśmy gdzie iść w poszukiwaniu przepotężnego artefaktu. Mnie ten model odpowiadał dużo bardziej, niż dzisiejsze pomysły z 64 wariacjami na temat tego samego topora czy miecza. U Larian z kolei po staremu, zbiera się głównie śmieci z kratkowanego okienka, który mógłby być bilansem w Excelu.

Ta gra nawet nie wydaje się specjalnie ciekawa

Mając na uwadze doświadczenie związane z Larian Studios, jestem zdania, że ta gra ma szanse być dobrą i chwaloną przez graczy grą - nawet jeśli ja jestem na jej magię odporny. To po prostu nie będzie Baldur’s Gate.

Jednakże bazując na tym co zobaczyłem w udostępnionym fragmencie gameplayu, wygląda to wszystko jeszcze nudniej, niż moja przygoda z Original Sin. Dialogi kompletnie pozbawione narracji i na dodatek nudne. Niewiele z nich wynika. Eksploracja taka sobie - to jest styl, który zaczął się kształtować w grach w okolicy 2001 roku, tak miał pierwotnie wyglądać Wiedźmin, to jest Neverwinter czy Bard’s Tale. Moim zdaniem to najgorsza konwencja dla gier tego typu, mapa jest tam zawsze mało przejrzysta i bardzo nieczytelna. Słabo też - jak dowiodła historia - znoszą próbę czasu, a i mechaniki szybko stają się archaiczne.

Największą bolączką była jednak walka. Pamiętacie jak w Candlekeep wpadamy do piwnicy, by za garść miedziaków w kilka sekund wyzbyć się szczurów? Tutaj walka z przysłowiowymi szczurami trwała 15 minut arcynudnych, turowych szachów - i to wcale nie dlatego, że było to elementem prezentacji. Walka jest po prostu nieciekawa. I pozbawiona trybu aktywnej pauzy, który był elementem rozpoznawczym Baldur’s Gate. Pomijam już fakt, że bohater prezentacji umarł i musiał zaczynać od nowa - chociaż to nie świadczy dobrze o grze, wspomniane „szczury w piwnicy” to nie są jednostki, na których gracz konstrukcyjnie powinien umierać. A co dopiero twórca.

A za PO graliście w Fallouta 3

Obrońcy Larian Studios chętnie rzucają przykładem Fallouta 3. To dobry argument i zresztą moja ulubiona część serii. Mamy tu jednak zgoła odmienną sytuację. Po pierwsze - Fallout nigdy nie był zamkniętą historią, a raczej zbiorem przypowieści. Po drugie - Bethesda stanęła na głowie, by odtworzyć w swojej konwencji ducha oryginału, tymczasem Larian Games pewnie osadziłby akcję w świecie Oblivionu, dodając bomby atomowe i mutanty. Po trzecie - przez całe dekady RPG-i na temat postapo były wyłączną domeną serii Fallout (w klamrze złożonej z Wastelandów), tymczasem gier fantasy jest na pęczki. Fallout 3 stanowił oryginalny produkt, zaś ta gra będzie jednym z wielu. Będzie niemalże kopią Divinity: Original Sin. Ktoś mógłby powiedzieć, że Larian autoplagiatuje samo siebie.

Zmiana konwencji artystycznej może być nieszkodliwa, a może zabić całą serię, jeśli przypomnimy sobie gdzie jest dzisiaj Heroes of Might nad Magic.

Jak wyglądałby idealny Baldur’s Gate 3?

Tego nie wiem. Koncepcji jest wiele. Pewnie mógłby wyglądać jak Dragon Age: Inkwizycja z mniejszą ilością grindu i Piotrem Fronczewskim w roli narratora. Mógłby bronić się na silnikach Skyrim czy Wiedźmina 3. Tymczasem teoretycznie najbardziej podobny (wśród trójwymiarowych) pomysł na grę w wykonaniu Larian Studios moim zdaniem nie sprawdza się kompletnie. Rewolucja byłaby zapewne znacznie mniej bolesna i zrozumiała, gdyby studio podjęło się projektu zatytułowanego Neverwinter Nights 3. Ale też mam taką niepokojącą obawę, że widziałbym w tym wszystkim... kolejną część Divinity. Dlaczego nie pomyślano o na przykład wykupieniu ścieżki dźwiękowej oryginału? To już załatwiałoby pewną część zarzutów o niejasne powiązania z kultowym poprzednikiem.

A może Baldur’s Gate 3 w ogóle nie powinien powstawać, bo przecież przedstawiono nam pewną bardzo spójną trylogię o dziedzictwie Bhaala? Trylogię, bo okrojenie Tronu Bhaala to kwestia „polityczna”, natomiast sama gra miała bardzo ciekawie zarysowany wątek fabularny i fajnie konsumowała dorobek serii jako takie swoiste „ostateczne starcie” z większym naciskiem na akcję. Zawsze myślałem, że jeśli Baldur’s Gate 3 powstanie, to raczej jako prequel opowiadający o czasach, gdy Bhaal płodził potomstwo.

Czy zasługujemy na Baldur’s Gate 3?

Choć czytam w sieci zachwyty, ja osobiście czuję się oszukany. Nawet nie z powodu wygórowanych oczekiwań względem kontynuacji absolutnej legendy branży oraz produktu, który wiążę z ogromnym sentymentem. Jakoś umiem te nastroje zawsze u siebie tonować.

Czuję się oszukany, ponieważ Larian Studios nie podeszło do sprawy poważnie. To jest niezbyt twórczy mod do serii gier Divinity, który przenosi je do uniwersum Forgotten Realms. Nie ma w tym nic oryginalnego, kiedyś fani próbowali przenosić Baldur’s Gate do świata Neverwintera, a potem Dragon Age.

Rzut izometryczny i grafika 2,5D nie jest świętą krową. Gdyby pojawił się przekonujący pomysł na Baldura, prawdopodobnie gra mogłaby wyglądać nawet jak coś w stylu Mirror’s Edge. Jestem jednak zdania, że przeniesienie gry do konwencji Divinity: Original Sin to krok wstecz. Pomimo błędnych w mojej ocenie pogłosek o archaiczności Baldur’s Gate, z jakiegoś powodu Beamdog i Overhaul zainwestowali w niego pieniądze i co roku wypuszczają w nowej odsłonie, na telefony, tablet, a zupełnie niedawno - PlayStation 4 czy Xboksa. Gdzie są dziś Morrowind, Gothic czy Neverwinter Nights?

A współczuliśmy fanom Diablo

Kiedy Blizzard zapowiedział Diablo 3, fani darli szaty, narzekając na zbyt kolorową grafikę (a potem - jak twierdzi Andrzej, zapalony fan, a prywatnie kolega - okazało się, że to najmniejszy z ich problemów). Jednak ta rewolucja i tak okazała się małym szczegółem na tle tego, co ma nam przynieść ta gra. Zamiast barwnego świata, gdzie każde drzewko miało swoją historię, dostajemy mało porywający jak dotąd mod do Divinity. Walkę zamieniono nam w turowe szachy, a rozbudowaną fabułę w miałkie dialogi. Trylogia o dzieciach Bhaala póki co nie jest nijak powiązana z przedstawioną historią i chyba wcale nie będzie. Zastanawiam się więc dlaczego Baldur’s Gate 3? Dlaczego nie Herosi Beregostu albo Poranki Waterdeep? Czy to jednak tylko marketingowy skok na markę?

Moim podstawowym zarzutem względem tej gry, którą materiały prasowe określają jako Baldur’s Gate 3, jest przede wszystkim brak spójności. Gdyby Peter Jackson nagle wypuścił film zatytułowany „Władca Pierścieni 4”, który opowiadałby o umierających w tajemniczych okolicznościach koniach Rohanu, mielibyśmy prawo pytać o związki z trylogią. Sam związek stricte etniczno-geograficzny to dla mnie troszkę za mało, a wiele wskazuje na to, że na tym właśnie ma ta gra polegać.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst