1. SPIDER'S WEB
  2. Gry
  3. Tech

Jeżeli Stadia jest pokazem siły Google Cloud, to mamy problem

Chmura Google’a nie tylko ma istotne braki w swojej ofercie, ale również działa zaskakująco słabo. Opóźnienia w sygnale uniemożliwiają zabawę, a samo centrum danych ma problem z utrzymaniem płynności animacji.

google stadia problem
413 interakcji
dołącz do dyskusji

Problemy usługi Stadia, szczególnie na samiutkim początku jej funkcjonowania, nie są dla nikogo niespodzianką. Wszak nie jest ona pierwsza na rynku, a właśnie z uwagi na ograniczenia techniczne jej poprzedniczki nigdy nie wyszły ze swoich nisz. Bylibyśmy wręcz zdziwieni, gdyby Stadia od razu działała bez zarzutu. Zwłaszcza że została wypchnięta szerokiej publiczności w pośpiechu i popłochu.

Google tak się spieszył by zdążyć przed xCloudem, że między innymi udostępnił usługę bez możliwości grania bezprzewodowym padem (za wyłączeniem użytkowników z Chromecastem Ultra) i z ograniczonym katalogiem gier, bez funkcji współdzielenia gier w gospodarstwie domowym, bez systemu tak zwanych Osiągnięć i bez jakości obrazu UHD czy dźwięku przestrzennego (za wyłączeniem użytkowników z Chromecastem Ultra).

Nic z powyższego nie byłoby jakimś większym problemem, gdyby Stadia działała w sposób znośny. Jak jest w rzeczywistości?

Jest źle. I to wręcz gorzej niż ktokolwiek się spodziewał. Powyższa recenzja redaktora Washington Post w formie pojedynczego GIF-a mniej więcej ilustruje problem. Na Stadii bardzo często tak po prostu nie da się grać, opóźnienia w sterowaniu są zbyt duże. I tak, oczywiście, powyższy GIF został wybrany w sposób złośliwy, analizując wstępne recenzje w innych mediach aż tak źle nie jest. No ale marna to pociecha, że nie jest bardzo źle, a tylko źle.

Jeszcze większym zaskoczeniem są problemy z wydajnością samej chmury. Jak donosi DigitalFoundry, Stadia dostaje czkawki przy tych bardziej wymagających grach. Red Dead Redemption 2 uruchomiony w ramach przeglądarki Chrome ma problemy z utrzymaniem stałej liczby klatek na sekundę, przy czym objawy wskazują, że nie jest to problem na łączach internetowych, a raczej że chmura Google’a zachowuje się jak przeciążony pecet czy konsola. To jest wręcz niezrozumiałe i niedopuszczalne.

To większy problem niż niektórzy uważają.

Odnoszę wrażenie – być może mylne – że społeczność entuzjastów gier wideo raczej nie jest przesadnie napalona na Stadię. Nie zmienia to jednak faktu, że jako pierwsza streamingowa usługa nowej generacji dla gier (usługi Sony i Nvidii z jakiegoś względu traktowane są jako te poprzedniej generacji – moim zdaniem niesłusznie) jest teraz na świeczniku. A przecież pierwsze wrażenia wywiera się tylko jeden raz. Zniechęceni Stadią gracze mogą dojść do wniosku, że streaming nie ma sensu i nawet nie dać szansy xCloudowi i reszcie. Mimo iż również traktowany jako nowa generacja xCloud takowych problemów nie ma.

To również duża skaza wizerunkowa dla Google’a i jego przedsięwzięć, które z grami nie są związane. Internetowy gigant ma ogromne ambicje dorównać kiedyś Amazonowi i Microsoftowi. Już teraz Google Cloud jest trzecią największą chmurą na świecie, powolutku acz konsekwentnie zmniejszając przewagę Amazon Web Services czy Microsoft Azure. Inwestorzy i menadżerowie nie będą wnikać w techniczne niusane: odnotują, że Google Cloud ma problemy, więc zainwestują w budowanie usług i aplikacji na konkurencyjnych chmurach.

Ja nadal wierzę w ogromny sukces streamingu gier. Oczywiście nie teraz, ale za te kilka czy kilkanaście lat.

Nie jestem tym przesadnie zachwycony. Należę do walniętej w głowę grupki osób, która nadal kupuje filmy i seriale na płytach Blu-ray UHD, bo marna (i wystarczająca większości konsumentom) jakość obrazu i dźwięku w usługach VOD jest dla mnie trudna do zaakceptowania. A przecież strumień obrazu i dźwięku z gier w ramach usług typu Stadia również jest poddawany kompresji. Po tym samym rynku treści wideo widzę jednak, że konsumenci są gotowi iść na daleko idące kompromisy jeżeli stawką jest wszechdostępność usług i wygoda z ich użytkowania. Jestem przekonany, że Stadia, xCloud i reszta są tym dla gier przetwarzanych lokalnie, czym Spotify dla CD-Audio czy Netflix dla wspomnianych płyt optycznych.

Na razie jednak premiera Stadii to koszmarna porażka, która szkodzi nie tylko tej usłudze, ale również wizerunkowi Google Cloud i koncepcji streamingu gier. Nie miałem przesadnej wiary w jej sukces, odnoszę wrażenie, że Google w ogóle nie czuje rynku gamingowego. Ale że będzie aż tak źle – to prawdziwa niespodzianka.