Bezpieczeństwo  / Felieton

Tim Cook ma rację. Jedną z największych wartości Apple'a jest szacunek do prywatności

246 interakcji
dołącz do dyskusji

Raczej nie będę klientem Apple’a. Nie miałbym jednak najmniejszego problemu z zaufaniem tej firmie. Producent iPhone’a ma sporo cech, które mi nie odpowiadają, ale Tim Cook na szczęście nadal dostrzega jego największą wartość.

Na NPR pojawił się ciekawy wywiad z Timem Cookiem, prezesem Apple’a. Jego głównym tematem są wysiłki firmy mające na celu podbicie rynku urządzeń elektronicznych dbających o nasze zdrowie. Jak nietrudno się domyślić, jednym z tematów rozmowy było bezpieczeństwo wyjątkowo wrażliwych i intymnych medycznych danych.

W dzisiejszych czasach dyskusja o ochronie danych jest niezmiernie istotna. Na serwerach przeróżnych podmiotów znajdują się gigabajty danych o każdym z nas. Gdzie jesteśmy, co kupujemy, jakie teksty czytamy, które fotki lubimy. Jaka jest nasza płeć, orientacja, historia podróży czy stan naszego portfela.

Póki co, te dane są wykorzystywane w sposób dość niewinny. Dzięki nim asystent głosowy rozumie nas prawie bez słów, a reklamy wyświetlane w przeglądarce promują produkty, które być może faktycznie będą nam potrzebne. Nietrudno sobie jednak wyobrazić wykorzystanie tych informacji w sposób znacznie bardziej szkodliwy. Zrobili to już za nas autorzy powieści cyberpunkowych.

Apple się temu sprzeciwia. Teoretycznie wręcz na tym tracąc.

Przetwarzanie informacji na zewnętrznych serwerach – w tak zwanej chmurze – ma mnóstwo użytkowych korzyści. Chmura niweluje nasz związek z jednym, konkretnym urządzeniem. Na dodatek odciąża nasze sprzęty – po co komputer ma zużywać zasoby i energię na rozpoznawanie twarzy na naszym archiwum zdjęć, skoro serwery Google’a czy Facebooka mogą go wyręczyć z tego obowiązku.

Ale nie u Apple’a.

Gdzie tylko jest to możliwe, programy, usługi i sprzęt Apple’a stawiają na lokalne przetwarzanie informacji. Jasne, możemy trzymać nasze pliki na przykład w Apple iCloud, ale nawet ich analiza wykonywana jest przez macOS lub iOS. Nie na cudzym komputerze. Na naszym. Aplikacje na macOS i iOS mają bardzo ograniczone uprawnienia do zbierania danych, nawet kosztem funkcjonalności. Nawet tak trywialna rzecz jak automatyczne wyłączanie mikrofonów w MacBookach to cecha, której próżno szukać u konkurencji.

Lokalne przetwarzanie danych, nawet z uwzględnieniem apple'owskich algorytmów nauczania maszynowego, nie ma szans działać tak dobrze, jak ogromne centrum danych wyspecjalizowane przez rozwiązania sztucznej inteligencji do przetwarzania danych. Siri z tego powodu prawdopodobnie nigdy nie nadąży z rozwojem Asystenta Google. Apple nigdy nie będzie żyć tak dobrze z cyfrowej reklamy jak liderzy rynkowi. Ale jest też druga strona medalu.

Ochrona prywatności jako towar Apple'a.

Apple jest jednym z dwóch ostatnich krzewicieli ochrony prywatności wśród gigantów IT. Drugą taką firmą jest Microsoft, ale w jego przypadku musimy to częściowo przyjmować na wiarę. Gigant z Redmond zapewnia, że jego chmura to również bezpieczny sejf, zamknięty przed niepowołanym dostępem. Nadal jednak na tę chmurę stawia, a Apple jest tu bardziej skrajny. I bardzo dobrze.

Z Apple’em mam wiele problemów. Poza dość efemeryczną kulturą firmy nie odpowiada też mi kilka bardziej namacalnych cech jej sprzętu i oprogramowania. Od wysokich i nie do przyjęcia marż na produkty aż po braki programowe, na które godzić się nie chcę. W kieszeni mam urządzenie z Androidem, a na biurku z Windowsem.

Klientem tej firmy raczej nie będę, choć to kiedyś może się zmienić – już teraz iPad i procesory Apple A zaczynają osiągać poziom wyraźnie dla konkurencji nieosiągalny. Apple nigdy jednak nie naruszył zaufania swoich klientów, tudzież szybko wycofywał się z popełnionych w tej kwestii błedów. Korzystając z jego produktów czuję się bezpieczny i im ufam. Do Google’a i do Facebooka podchodzę jak do wrogów – użytecznych i wartych uwagi, ale wobec których należy stosować daleko idącą ostrożność. Z firmą Tima Cooka nie mam nawet cienia tego problemu.

To bardzo ważne i godne cyklicznie wystawianej pochwały.

Nie podoba mi się przyszłość, jaką rysują przed nami giganci informatyki. Będziemy śledzeni na każdym kroku, przez nasze urządzenia, sieć IoT czy nawet miejskie elementy smart city. Dane będą przetwarzane i archiwizowane i licho wie, do czego użyte w przyszłości.

Apple tak nie robi i – jak wynika ze słów pana Cooka – pozostanie wierny tej filozofii. A to może okazać się dla nas dużo cenniejsze niż informacja od Asystenta Google, że z naszych maili wynika, że dużo piszemy w nich o sprzątaniu, więc może warto kupić reklamowanego przez Google Ads mopa.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst