Gry  / Recenzja

Corsair Dark Core SE to duża mysz bezprzewodowa dla dużych chłopców - recenzja

Jestem fanatykiem, wręcz ultrasem mechanicznych klawiatur Corsaira. Jednak inne peryferia dedykowane graczom wychodziły amerykańskiej firmie co najwyżej poprawnie. Dark Core to pierwszy gryzoń tego producenta, którego mogę polecić z czystym sumieniem. O ile masz wielkie dłonie albo paluszki grube jak serdelki.

Corsair Dark Core SE to w moim osobistym rankingu pierwsza naprawdę udana mysz Amerykanów. Taka, którą mogę polecić czytelnikom. Trzeba tylko spełnić dwa warunki. Po pierwsze: musisz być praworęczny. Po drugie: powinieneś mieć średnie lub duże dłonie. To zdecydowanie nie jest mysz pod drobne kosteczki i krótkie palce. Zresztą widać to od razu po spojrzeniu na wykonane przeze mnie zdjęcia.

Dark Core jest bardzo szerokim i dosyć długim gryzoniem. Dlatego siłą rzeczy dłoń w położeniu typu palm będzie dominujących uchwytem. Nie starczy wam długości palców, by prowadzić skuteczny ogień w bardziej precyzyjnym chwycie fingertip. No, przynajmniej mnie nie starczyło. Dłonie mam z kolei wielkie i grube, dlatego uwielbiam myszki o sporych rozmiarach i sporej masie.

Lubię czuć, że mam coś pod dłonią, a Dark Core idealnie odpowiada na to zapotrzebowanie.

W mojej prywatnej opinii większa masa to także większa precyzja, ale tutaj zdania są podzielone. Profil myszy dobrze pokrywa się z kształtem dłoni, a kciuk nigdy nie wystaje poza lewe skrzydełko. Żadna cześć dłoni nie szura po podkładce, co dla chwytu typu palm jest ważniejsze niż przypuszcza wielu graczy. Nawet mały palec nie musi stykać się z podłożem, ponieważ do zestawu dołączono opcjonalne prawe skrzydełko na magnesy. Jego montaż to chwila-moment.

Pod względem użytych materiałów Dark Core wyróżnia się lekko ogumionym tworzywem na grzbiecie urządzenia. Łuskowata, gadzia faktura materiału nie robi najlepszego wrażenia pod względem wizualnym. Tworzywo jest za to zaskakująco przyjemne dla skóry wnętrza dłoni. Te wystające wypustki nie tylko zwiększają przyczepność, ale również mają delikatnie rozluźniające działanie dla mięśni dłoni. Idzie to w parze w pełnym chwytem dłonią, który jest najmniej obciążający dla nadgarstka. Mysz Corsaira daje radę podczas długich maratonów.

Niestety, ułożenie bocznych przycisków mogłoby być znacznie lepsze.

Do LPM i PPM nie mam najmniejszych zastrzeżeń. Palce nie wystają ponad przyciski, klik jest szybki i z przyjemnym sprężeniem zwrotnym, a mechaniczne Omrony gwarantują 50 mln kliknięć. Gorzej wypadają przyciski boczne. Aby sięgnąć jednego z nich muszę przesuwać kciuk za bardzo do przodu, odrywając dłoń od grzbietu. Inny przycisk wymaga z kolei oderwania palca wskazującego i przejście na uchwyt typu claw. Ktoś tutaj naprawdę nie przemyślał sprawy.

Za to wykorzystanie głównego przycisku bocznego to po prostu bajka. Przyjemność sama w sobie. Trapezowy kształt błyskawicznie stał się podstawowym elementem codziennego użytkowania myszy, nie gorszym i nie mniej ważnym od LPM i PPM. Tak samo przycisk bezpośrednio obok niego. Szkoda, że to dobre wrażenie jest niszczone rozmieszczeniem dwóch innych przełączników. Na dziewięć przycisków aż dwa wymagają oderwania dłoni od grzbietu. Trzy, wliczając w to przełącznik DPI. To nie jest dobry wynik.

Dobry jest za to sensor PixArt 3367, który stanowi serce bezprzewodowej myszki.

PixArt 3367 to mniej powszechna wariacja sensora optycznego, która nieco różni się od topowego 3366. Teoretyczną przewagą 3367 jest możliwość zmiany wartości DPI co do jednego punktu. W praktyce nie mam możliwości aby zobaczyć na ile to faktyczna zmiana natywna, na ile proste skalowanie systemowe. 3367 cechuje się za to minimalnie większym smużeniem od 3366 na naprawdę wysokich rozdzielczościach. Takich, których żaden gracz - niedzielny, przeciętny czy e-sportowiec - nigdy nie będzie używał. Mówimy o wartościach powyżej 10000 DPI, przydających się wyłącznie profesjonalnym grafikom pracującym na kilku monitorach.

Chociaż PixArt 3367 uważany jest za minimalnie gorszy od sensora 3366 (ale za lepszy od 3060!), z zadowoleniem przyjąłem otrzymane wyniki testów. Corsair Dark Core SE nie interpoluje żadnych pikseli, nawet pracując w rozdzielczości 16000 DPI. Przyznam, że spodziewałem się lekkiego systemowego dopalenia powyżej 10000 DPI. Wszakże inne myszki w przedziale cenowym do 400 zł wciąż potrafią kantować użytkownika, z kolei Corsair nie jest żadnym liderem produktowym. Tym milej, że Amerykanie nie poszli na łatwiznę.

Nie odnotowałem również żadnej wyraźnej akceleracji. Testując Dark Core na trzymetrowej szynie dokładność powracającego kursora została obliczona na poziomie 97,4 proc. Nie jest to najwyższa wartość z jaką miałem styczność, ale ta garść pikseli różnicy nie będzie miała żadnego przełożenia na codzienną rozgrywkę. Nawet w sieciowych strzelaninach. Chyba że potrafisz no-scope’ować przeciwnika o wielkości kilku pikseli po 180-stopniowym obrocie na pięcie. Oczywiście bez mierzenia.

Jak pisałem wcześniej, PixArt 3367 lubi sobie poszumieć, ale powyżej 10000 DPI. Poniżej tej wartości sensor spisuje się doskonale, a krzywym brakuje ząbkowania charakterystycznego dla tańszych, mniej precyzyjnych i gorzej skalibrowanych gryzoni. Prędkość sensora wynosząca prawie 7 m/s to również więcej, niż potrzebuje jakikolwiek rewolwerowiec.

Corsair Dark Core SE pracuje w trzech trybach - przewodowym, Bluetooth oraz WiFi.

Oczywiście najciekawsza jest łączność 2,4 GHz, z częstotliwością odświeżania wynoszącą 1000 Hz i opóźnieniem zredukowanym do 1 ms. Bezprzewodowy standard wykorzystany przez Corsaira zaciera granice między kablem i brakiem okablowania, ale w 2018 r. nie jest to niczym nowym ani zaskakującym. Współczesne gryzonie po WiFi już dawno dobiły do osiągów oferowanych przez myszy na łańcuchu. No, poza jednym elementem…

Problemem pozostaje samowystarczalność energetyczna. Corsair Dark Core SE działa na jednym ładowaniu od 15 do 25 godzin, w zależności od jasności diod, trybu ich działania a także ustawień samej myszy. Ponad pół dnia jak najbardziej wystarczy na długi maraton z grami. Z drugiej strony, po tym co pokazał Logitech ze swoimi bezprzewodowymi sensorami HERO, rynek nie jest już taki sam. Kilkanaście godzin na nikim nie zrobi wrażenia. Nie kiedy od 2018 r. pojawiły się superwydajne bezprzewodowe myszki dla graczy, których czas działania liczy się w dniach i tygodniach. Corsair nieco ratuje się podkładkami ładującymi Qi dla Dark Core, ale ich zakup to kolejny spory wydatek.

Oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby w awaryjnych sytuacjach podłączyć Dark Core po USB. W zestawie znajduje się wysokiej jakości kabel z oplotem przeznaczony do tego celu. Oprogramowanie bez problemu rozpozna myszkę zarówno w trybie bezprzewodowym, jak i przewodowym. Będąc przy oprogramowaniu, aplikacja Corsaira jak zwykle jest niedościgniona pod względem nagrywania makr i sekwencji, ale wciąż kuleje w innych obszarach. Byłem wręcz zmuszony do reinstalacji programu wraz ze sterownikami, ponieważ w pewnym momencie gryzoń odmówił posłuszeństwa i przestawał pozwalać na zmianę profili czułości.

To najlepsza mysz Corsaira. Co nie oznacza, że jest bezbłędna.

Projektowi wciąż nieco brakuje do Logitecha, SteelSeries i Razera. Gdyby Dark Core wpadł w moje ręce w 2016, nawet 2017 r., byłbym zachwycony. Najprawdopodobniej korzystałbym z produktu Amerykanów jako swojej głównej, ulubionej myszki bezprzewodowej. Jest świetnie wyprofilowana, bardzo wygodna, przyjemna w dotyku oraz precyzyjna. Jednak w ostatnich miesiącach dokonały się wielkie i istotne zmiany na rynku bezprzewodowych akcesoriów. Z tej perspektywy Corsair wciąż ma jeszcze dystans do nadrobienia.

Największe zalety:

  • świetna myszka dla dużych i grubych dłoni
  • Trapezowy przycisk boczny wymiata
  • Zadziwiająco przyjemna, rozluźniająca powierzchnia łuskowa
  • Aż trzy tryby działania (kabel, WiFi, Bluetooth)
  • Bardzo precyzyjny, dobrze skalibrowany sensor (PixArt 3367)
  • Dodatkowe skrzydełko na magnes w zestawie
  • Ogólne solidne wykonanie. Czuć jakość.

Największe wady:

  • Kilkanaście godzin na pełnym ładowaniu nie robi dzisiaj na nikim wrażenia
  • Fatalne rozłożenie dwóch mniejszych przycisków bocznych
  • Nie dla małych dłoni, nie dla leworęcznych
  • Wystąpił problem z oprogramowaniem/sterownikami

Logitech, SteelSeries, Zowie i Razer mają się jednak czego obawiać. Produkty Korsarzy z premiery na premierę są coraz lepsze, podczas gdy u konkurencji niestety nie jest to regułą. Corsair ma świetnych projektantów i ciekawe pomysły. Firma już teraz zdobyła koronę producenta klawiatur, ale ewidentnie ma ochotę na więcej.

Przy takiej dynamice rozwoju nie minie wiele czasu, nim Corsair wejdzie na samo podium producentów myszy komputerowych.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst