Gry  / Recenzja

Ta gra jest... inna. My Brother Rabbit - recenzja

Polskie studio Artifex Mundi ma ugruntowaną pozycję na rynku gier z gatunku, który nazywamy hidden object puzzle adventure - czyli przygodówek, w których akcję posuwamy do przodu głównie rozwiązując zagadki i odnajdując przedmioty poukrywane w poszczególnych scenach.

Jako miłośnik takich gier, które doskonale mnie odprężają, mogę stwierdzić, że gry z Artifex Mundi są doskonale dopracowane i dopieszczone, jednak charakterystyczny styl artystyczny zawsze powodował, że można było na pierwszy rzut oka rozpoznać, że to gra tego studia. Wyglądały one zawsze dość podobnie i podobnie też się w nie grało. Nie przeszkadzało to jednak fanom gier z poukrywanymi przedmiotami.

My Brother Rabbit jest inne.

W przypadku My Brother Rabbit mamy do czynienia z grą nieco inną, choć czerpiącą z doświadczeń studia przy tworzeniu gier HOPA. Gra przeznaczona jest wyraźnie dla innego odbiorcy - również do młodszego gracza, a jej styl graficzny znacząco odbiega od poprzednich produkcji Artifex Mundi. Rozgrywka również się różni od poprzednich przygodówek autorstwa tego studia.

Mój brat królik wykorzystuje estetykę sennych marzeń i dziecięcych zabaw. Graficy pozwolili swobodnie unosić się skojarzeniom - stąd do latania potrzebujemy piór, a aby przejść dalej, musimy rozpuścić powbijane w ziemię wielkie termometry. W surrealistyczny sposób wykorzystywane są tu elementy świata realnego, wykorzystane jednak w oniryczny i  bajkowy sposób. Stylem graficznym tytuł przypomina trochę gry ze studia Amanita Design, a trochę słynnego Neverhooda.

Zasady gier hidden objects są tutaj zastosowane w bardzo uproszczony sposób - historię poznajemy odblokowując kolejne kawałki mapy. Robimy to na trzy podstawowe sposoby:

  • odnajdując kilka egzemplarzy takiego samego przedmiotu, poukrywanych w lokalizacjach
  • rozwiązując proste łamigłówki typu ułożenie puzzli czy rur, aby popłynęła przez nie woda
  • składając większe mechanizmy ze znajdywanych elementów według narysowanego na papierze schematu.

To właściwie wszystkie sposoby interakcji ze światem gry.

A jednak się nie nudzi

Nie nudzi się, bo... gra daje nam trochę do myślenia. W My Brother Rabbit nie padają żadne słowa - ani wypowiadane, ani pisane. Wszystko jest pokazane za pomocą grafik i schematów, co na pewno pozwala zagrać w grę dzieciom.

Fabuła ma dwa poziomy - jeden z nich to pokazana na pięknie narysowanych planszach opowieść o chorującej dziewczynce, którą jej brat próbuje pocieszyć, opowiadając historię przeżywaną przez jej ulubioną maskotkę - królika. Tę historię widzimy jedynie w scenkach przerywnikowych, a stylistyka grafik przypomina ilustracje do starych książek dla dzieci - jeśli pamiętacie ilustracje np. Marcina Szancera.

Drugi poziom to historia opowiadana przez braciszka chorej dziewczynki. Widać w niej ciekawe odniesienia do przeżyć dziecka - badana i leczona dziewczynka w swojej fantazji umieszcza elementy znane z otoczenia: strzykawki, termometry, maskotki przebrane za lekarzy. Mimo smutnego tematu kolorystyka jest wesoła i pogodna, i na pewno nie przestraszy nawet młodszego gracza.

Głos z Dark Souls

Muzykę do gry napisał Arkadiusz Reikowski, którego utwory mogliście podziwiać również w grach takich jak Layers of Fear, Kholat, czy Observer. Oprócz pięknych utworów ubarwiających nam rozgrywkę usłyszymy tu też piosenkę Dreams zaśpiewaną przez Emi Evans, znaną między innymi z wokalnego udzielania się w Dark Souls czy NieR: Automata. Piosenkę na tyle ciekawą, że zdarzało mi się przebywać w menu głównym gry dłużej, niż to było potrzebne.

Raczej nie dla weteranów, ale...

Grę polecam raczej początkującym fanom gier przygodowych, może to też być dobra okazja do pokazania gry młodszemu pokoleniu - nie ma w niej elementów strasznych czy brutalnych. Gra nie wymaga dużo od gracza: jedynie spostrzegawczości i cierpliwości. Opowiedziana historia jest prosta, ale i wzruszająca.

Mimo że nie jestem początkującym graczem, do grania zapędzała mnie chęć poszukiwania przedmiotów na planszach (jak wspominałem, lubię ten gatunek gier) oraz... chęć zobaczenia, jak będzie wyglądać kolejna plansza. Każda z nich to mały majstersztyk. I choćby ze względu na ten plastyczny urok warto zagrać w ten tytuł.

Gra jest dostępna na PC, Xbox One, PS4 oraz Switch.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst