Media  / Felieton

Hollywood i okolice manipulują dziećmi, by tworzyć kłamliwy obraz kotów

Każdy film musi mieć teraz odpowiednią proporcję Azjatów, Czarnoskórych, homoseksualistów, kobiet na kierowniczym stanowisku i oczywiście białych śmieci (white trash), a wszystko po to, by nie usłyszeć, że kogoś dyskryminuje. Że kogoś przedstawia w sposób stereotypowy.

No dobrze, a co z kotami?

W dzisiejszym odcinku „Czego jeszcze nie wiecie o Kralce? (#1765)” jasna deklaracja: cenię koty. Podoba mi się ich niezależność, imponuje mi ich pragmatyzm życiowy, ten naturalny wdzięk małego zabójcy. Koty znają swoją wartość, ale na ich lojalność trzeba zasłużyć. Tak, zdecydowanie lubię koty.

Osobie urodzonej jeszcze w latach 80. nie jest łatwo lubić te szlachetne zwierzęta. Od najmłodszych lat byłem bombardowany wszechobecną propagandą medialną, przedstawiającą koty jako istoty całkowicie zdegenerowane. Żeby nie powiedzieć: fałszywe.

Tom i Jerry. Scenarzyści wraz z rysownikami upajają się tym, jak kot o wdzięcznym imieniu Tom ponosi kolejne porażki, chroniąc zacisze domowego ogniska swojej pani przed - nazwijmy rzecz po imieniu - mysią mendą, anarchistą, bumelantem, złodziejem, czyli Jerrym. Młody widz ogląda i delektuje się scenami rodem ze slapstickowej komedii, bez zrozumienia dla wartości w rzeczywisty sposób przedstawianych na ekranie.

W Smurfach mieliśmy Klakiera. I znów, młody widz narażony jest na propagandę twórców rysujących koty w roli antagonistów, bohaterów negatywnych. Niejaki Peyo już od ekranu tytułowego chwali się scenariuszem i reżyserią, ale młody widz nie jest już przestrzegany przed tym, że za chwilę zostanie mu zaprezentowana niemożliwa do spełnienia utopijna wizja wioski komunistycznej, w której każdy ma odgórnie przypisaną rolę: fryzjera, osiłka, filozofa, prostytutki. Nieformalny przodownik partii oczywiście ukazany jest z brodą i w czerwonych barwach. Klakier i Gargamel, które ten antyludzki i uprzedmiotowiający stan rzeczy kwestionują, ukazywani są jako schwarzcharaktery.

Król Lew - nadal koty, po prostu duże. Mamy - po kolei - bratobójcę z kompleksami, niezdolnego do zarządzania sawanną łamagę, która daje się zabić spłoszonym antylopom będącym na niemal samym końcu afrykańskiego łańcucha pokarmowego, czy wreszcie pogrążonego w depresji narkomana, który znajduje schronienie w jakimś nieforemnym trójkącie z wyrzutkami społecznymi i kieruje się w życiu astrologią. Tak Disney portretuje Króla Sawanny (nie wiem czemu nazywany przez niektórych Królem Dżungli, ci ludzie pewnie wychowali się na propagandzie przemycanej w Smurfach).

Zresztą, nie mówcie mi nawet o Disneyu. Tylko oni potrafią wypuścić równocześnie Aryskotratów, czyli historię grupki kotów ociekających w luksusy, podczas gdy ludziom nie starcza do pierwszego. I jednocześnie, dla wzmocnienia przekazu, puszczają do kin Zakochanego Kundla, gdzie wspaniałe i szlachetne psy odnajdują ponadrasową miłość.

To zresztą problem nie tylko disneyowski, a przypadłość całej kinematografii. Dlaczego takie historie:

kwituje się frazesami „kot jest głupi”, „tak kazał mu działać instynkt”, „bronił miski”? A jednocześnie Hollywood co i rusz bombarduje nas ckliwymi produkcjami o pieskach ratujących ludzi, odnajdujących drogę do domu, powstrzymujących wojny i epidemie (i znowu błąd, to koty zrobiły najwięcej w historii, by powstrzymywać epidemie). O kotach Hollywood kręci Garfielda. O psach? Lessie, oczywiście!

Księga dżungli? Niedobry tygrys podjudza biedne i zmanipulowane wilki przeciwko Mowgliemu! Przypomnijcie sobie te wszystkie historie szefów mafii i przestępców z piekła rodem, którzy w kreskówkach na swoich grubych kolanach trzymali - a jakże - koty.

Tyle się mówi o dysproporcjach i nierównościach we współczesnej rozrywce, szafowaniu szkodliwymi stereotypami, ale jednak nikt jak dotąd nie odważył się pochylić nad losem najcudniejszego gatunku spacerującego po tej planecie, czyli po prostu kota. Dowodów cudowności nie trzeba daleko szukać, skoro od lat opiera się on skandalicznej nagonce ze strony Hollywood i wciąż potrafi znaleźć licznych sympatyków swojej wyjątkowości i piękna.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst