Nauka  / Felieton

Czekacie na koniec świata? Na próżno. Planeta X nie zagraża Ziemi

W XXI wieku nadal można straszyć ludzi końcem świata. Kiedyś robili to liczni prorocy i kapłani, dziś czynią to media. Okazją jest na przykład hipotetyczna Planeta X.

Z czym wam się kojarzy koniec świata? Oczywiście z zagładą. Media odkopały właśnie tekst z początku października, opublikowany na stronie NASA Jet Propulsion Laboratory, traktujący o Planecie Dziewiątej nazywanej też Planetą X.

Czytam zatem na stronach jednego z tabloidów, że "Będzie KONIEC ŚWIATA? NASA nie pozostawia złudzeń: Planeta X zagraża Ziemi". I oczywiście biorę poprawkę na charakter serwisu. Widzę jednak, że również inne źródła, od lokalnego radia, po duży portal, budują napięcie na tym samym założeniu.

Kogo obchodziłaby hipotetyczna Planeta X, gdyby nie zagrażała Ziemi?

W tym problem. Nikogo. Media niby odwołują się do źródła, jakim jest poważna instytucja, działająca w ramach NASA, ale czynią to tylko po to, by udowodnić postawioną w tytule fałszywą tezę. Tę już poznaliśmy. Co tak naprawdę możemy przeczytać na stronach JPL?

Przywołany w tekście Konstanin Batygin, jeden z naukowców pracujących w Caltech w Pasadenie, stwierdza, że istnieje pięć dowodów obserwacyjnych na istnienie Planety Dziewiątej. Astrofizyk mówi najpierw, że usunięcie tego hipotetycznego obiektu zapewni badaczowi więcej problemów, niż jego istnienie.

Wśród argumentów padają te ogłoszone w styczniu 2016 r. na łamach Astronomical Journal, mówiące o eliptycznych orbitach sześciu znanych obiektów Pasa Kuipera. Orbity są nachylone pod kątem 30 stopni. Istnienie obiektu, który miałby wywoływać takie oddziaływanie grawitacyjne, mają też przewidywać modele komputerowe.

Argumentów jest oczywiście więcej, ale nie są one sensacyjne i w zdecydowanej większości są znane od jakiegoś czasu. W tekście wspominane są również inne hipotezy na temat oddziaływania grawitacyjnego, które co prawda nie wykluczają istnienia Planety Dziewiątej, ale łączą je ze specyficzną dystrybucją 800 niedawno odkrytych obiektów transneptunowych.

Dość powiedzieć, że w rzeczonym artykule, który został odkryty teraz również przez światowe media (a za nimi przez nasze, lokalne) padają co prawda słowa o "dniach ciemności" i "zderzeniu", ale w bardzo ironicznym kontekście.

Jeżeli planeta istnieje, znajduje się w ekstremalnej odległości i zostanie tam (bez szans - jeżeli tak to sobie wyobrażacie - na kolizję z Ziemią lub sprowadzenie "dni ciemności").

Mamy zatem do czynienia z fake newsem powielonym przez wiele mediów.

Po pierwsze bowiem, NASA nic nie potwierdza. Przytaczane są dowody, ale również inne próby wytłumaczenia oddziaływania grawitacyjnego, niż istnienie Planety Dziewiątej. Po drugie, zupełnie opacznie zrozumiano ironiczne, ale czytelne stwierdzenie o kolizji i końcu świata.

Takie podejście to cena, jaką nauka płaci za popularyzację. Poruszając tę tematykę na Spider's Web, sam staję często wobec dylematów, jak daleko posunąć się w uproszczeniach i próbach wytłumaczenia trudnych zjawisk prostym językiem. Nie zawsze jest to możliwe. Z drugiej strony dbam o to, by nie tworzyć naukowych fake newsów. Mając jednocześnie na uwadze, że popularyzacja nauki i przybliżanie jej czytelnikom to zjawisko pozytywne i warte wysiłku.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst