Tech / Artykuł

Komisja Europejska wydała setki tysięcy euro na raport o piractwie, którego... nie ujawniła

W jaki sposób piractwo wpływa na sprzedaż filmów, muzyki czy książek? Komisja Europejska wyłożyła sporą sumę na badanie, w którym znajdziemy ciekawe, niekoniecznie spodziewane wnioski. 

Raport, który powstał na zlecenie Komisji Europejskiej ma 304 strony. Stworzyła go holenderska firma Ecorys. Interesujący jest fakt, że dokument końcowy został przekazany KE w maju 2015 r., ale ta nie udostępniła go, mimo że kosztował 360 tys. euro. Zrobiła to niemiecka eurodeputowana do Parlamentu Europejskiego z Partii Piratów, Julia Reda.

Celem badania była odpowiedź na dwa zasadnicze pytania wymienione we wstępie raportu. Po pierwsze, jaki wpływ ma piractwo na sprzedaż treści chronionych prawem. Po drugie, jak wiele osób pobierających treści pirackie, wykazuje ich chęć zakupu z legalnych źródeł.

Dane, którymi posłużono się w raporcie pochodzą z 2014 r. i dotyczą czterech rodzajów treści: muzyki, filmów, książek i gier. Pod lupę wzięto mieszkańców sześciu krajów, które miały reprezentować spektrum całej Unii Europejskiej. Były to: Niemcy, Wielka Brytania, Hiszpania, Francja, Polska i Szwecja.

Jakie są wnioski z badania i jak wypada w nim Polska?

51 proc. dorosłych i 72 proc. małoletnich internautów pobrało lub odtwarzało w 2014 r. nielegalne treści. Polska i Hiszpania miała większy odsetek takich osób niż Niemcy, Wielka Brytania, Francja i Szwecja.

Najważniejszy wniosek dla raportu pada w kolejnym zdaniu po powyższych statystykach i może tłumaczyć, dlaczego Komisja Europejska nie zdecydowała się na jego publikację.

Zasadniczo wyniki nie pokazują mocnych statystycznych dowodów na przesunięcie sprzedaży w wyniku naruszenia praw autorskich.

Dalej autorzy raportu tłumaczą, że nie oznacza to, że piractwo nie ma wpływu na sprzedaż, ale analiza statystyczna nie dostarcza wiarygodnych dowodów na taki mechanizm. Wyjątkiem ma być rynek filmowy. W tym przypadku na dziesięć oglądanych nielegalnie topowych produkcji, przypadały cztery filmy z legalnych źródeł. Spadek sprzedaży w segmencie filmów można oszacować na 5 proc. – twierdzą twórcy raportu. Ceny dostępu do filmów i seriali były według badanych o 80 proc. wyższe niż skłonni byliby za nie zapłacić. Inaczej rzecz się miała z cenami książek, muzyki i gier. Te w zasadzie odpowiadały respondentom.

Najwięcej osób, które korzystały wcześniej z pirackich treści było skłonnych zapłacić za legalne wersje książek, a najmniej za filmy i seriale. Średnia deklarowana kwota, jaką skłonni byli zapłacić za film wynosiła 6,90 euro. W przypadku książek ta średnia wyniosła 15,80 euro, dla muzyki 0,90 euro, a dla gier 8,40 euro.

W jakich krajach badani najchętniej chcieli płacić za legalne treści? W przypadku muzyki była to Wielka Brytania i Szwecja. Najmniej chętni byli Francuzi i Polacy. Raport wskazuje niewielkie różnice między poszczególnymi krajami w przypadku filmów. Za książki również chcą płacić przede wszystkim Brytyjczycy, a nie mają na to ochoty Szwedzi, Polacy i Hiszpanie. Podobnie sytuacja wygląda na rynku gier. Tu również czarnymi owcami są Polacy.

W raporcie pada jeszcze jedno ciekawe zdanie:

Podsumowując, cena jest czynnikiem, który pomaga wyjaśnić piractwo filmów i seriali, ale nie wyjaśnia piractwa muzyki, e-booków i gier.

Europosłanka, która ujawniła raport wzywa Komisję Europejską do debaty.

Zdaniem Julii Redy raport, który przeleżał dwa lata w szufladzie jest cenny nie tylko dlatego, że wydano na niego 360 tys. euro. O jego wartości świadczyć mają wyniki badań, które nie potwierdzają znaczącego wpływu piractwa na sprzedaż legalnych treści.

Julia Reda od dawna walczy w Parlamencie Europejskim z planami rozszerzenia prawa autorskiego. Na jej blogu znajdziemy również polskojęzyczną wersję wpisu poświęconego temu zagadnieniu.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst