Gry  / Recenzja

New Nintendo 2DS XL to mistrz kompromisów zamykający minioną erę gier - recenzja Spider’s Web

Mniejsza. Szybsza. Lżejsza. Wygodniejsza. New Nintendo 2DS XL to konsola, która wieńczy sześć lat inżynierskiej pracy nad najpopularniejszą aktualnie przenośną platformą dedykowaną grom wideo. Tylko jaki jest sens jej wydawania, skoro kilka miesięcy temu miała miejsce premiera świetnie sprzedającego się Switcha?

Odpowiedź jest bardzo prosta - Nintendo nie zamierza nagle rezygnować ze swojego głównego źródła dochodu. Rodzina konsol 3DS zapewnia firmie ponad połowę wpływów do azjatyckiego skarbca. Mając to na uwadze, Japończykom nie spieszy się z odrywaniem od tej bezpiecznej pępowiny. Wręcz przeciwnie - gry ukazujące się wyłącznie na rodzinę platform 3DS będą debiutować przez cały 2017 i 2018 rok. W dodatku jakie gry! Mówimy o ciekawych tytułach, których może zazdrościć każdy posiadacz Switcha. Hey! Pikmin, Miitopia czy Metroid: Samus Returns to wszystko świetnie zapowiadające się produkcje.

Po lewej stare Nintendo 3DS XL, po prawej nowe New Nintendo 2DS XL

„Biblioteka gier” oraz „tanie granie” to dwa hasła-klucze mające przyciągnąć do nowej konsoli New Nintendo 2DS XL.

Chociaż współcześnie większość gier na smartfony i tablety wygląda bardziej okazale niż przeboje z 3DS-a, nie o grafikę tutaj chodzi. Na Androidzie czy iOS nie zagramy przecież w The Legend of Zelda: Ocarina of Time 3D, Fire Emblem: Awakening, Super Mario 3D Land, Pokemon Sun/Moon, Animal Crossing: New Leaf czy Xenoblade Chronicles 3D. To wszystko tytuły z najwyższej możliwej półki, oferujące dziesiątki godzin wspaniałej przygody na doskonałym poziomie. Czegoś takiego nie zaoferuje żaden smartfon. Jeszcze nie teraz. Nintendo doskonale wie, że ich ekskluzywna biblioteka to wciąż niezwykle silna karta przetargowa, uzasadniająca premierę konsoli New Nintendo 2DS XL.

Ta jest lżejsza, wygodniejsza, mniejsza i szybsza od swoich poprzedniczek. Nie oznacza to jednak, że w Nintendo stworzyli urządzenie idealne. Nintendo 2DS XL to sztuka kompromisu doprowadzona do perfekcji. Urządzenie jest relatywnie tanie, a Japończycy i tak zarabiają na każdym pudełku wycenionym na około 599 złotych. Chociaż platforma nie posiada części funkcji charakterystycznych dla poprzednich modeli, Nintendo dokonało bardzo trafnej selekcji.

New Nintendo 2DS XL to przede wszystkim brak trójwymiarowego obrazu w górnym ekranie konsoli.

Doskonała decyzja. Udawane 3D regulowane suwakiem z boku ekranu było ciekawym dodatkiem, ale na kilka chwil zabawy. Większość najważniejszych produkcji na 3DS-a i tak nie korzystało z dobrodziejstwa trzeciego wymiaru. Ten drenował za to baterię, oferując w zamian umiarkowane rezultaty. Jestem przekonany, że większość posiadaczy nowej konsoli nie będzie płakać za 3D. Wręcz przeciwnie. Eliminacja tej technologii rodzi wiele dodatkowych zalet.

Brak efektu 3D wpływa na ergonomię urządzenia. Górna klapka stała się lżejsza i cieńsza. Co więcej, usunięto z niej również głośniki, umieszczając je pod spodem handhelda. Przeniesiono także obiektywy, osadzając je w zawiasach. Dzięki tym zabiegom Nintendo 2DS XL nareszcie jest odpowiednio dociążone, czego nie można napisać o poprzednich wersjach konsoli. W nich cięższa klapa ekranu potrafiła sprawiać, że konsola lubiła się chybotać. Tutaj tego efektu nie ma. Nic nie ciągnie urządzenia do tyłu. Dól jest solidny i zbity, góra lekka i cienka. Świetny lifting.

Będąc przy odchudzaniu, New Nintendo 2DS XL ma długość przeciętnego phabletu z 5,5-calowym ekranem. Oznacza to, że przenośną konsolę włożymy już nie tylko do plecaka, ale również przedniej kieszeni spodni. No, obcisłe kobiece jeansy lub rurki mogą stawiać pewien opór. Do tego nie wygląda to zbyt estetycznie, biorąc pod uwagę grubość urządzenia. Jeżeli jednak chcecie wsadzić 2DS-a do kieszeni, to przestało być problemem. Sprzęt dobrze leży w dłoni, jest poręczny oraz leciutki.

Szkoda tylko, że Nintendo zdecydowało się na tak dyskusyjny wygląd zewnętrzny.

Gdy handheld ma zamkniętą klapę, wygląda jak plastikowa zabawka dla małych dzieci. W dodaniu szyku, powagi oraz elegancji nie pomagają dwa warianty kolorystyczne, w których jest sprzedawane urządzenie. Nie jestem zwolennikiem kolorowych obwódek, które mają podkreślać kształty nowych konsol. O wiele bardziej wolałbym elegancko zaokrąglone rogi, tak jak miało to miejsce dotychczas. Naprawdę nie wiem, co kierowało projektantami Nintendo. Być może to jarmarczne wykończenie służy odróżnieniu nowego produktu od starszych wersji, lecz cierpi na tym moje poczucie estetyki.

Mam również problem z nową klapką skrywającą sloty dla kart gier oraz kart pamięci. Obie kieszonki znajdują się tuż obok siebie, za zamykanym elementem obudowy. Dzięki temu konstrukcja nowego 2DS-a jest bardziej spójna i odporna na zabrudzenia. Z drugiej strony, otwieranie klapki za każdym razem, gdy zmieniamy nośnik z grą wideo, jest dosyć męczące. Pozostaję zwolennikiem poprzedniego, otwartego slotu z tyłu obudowy.

Nie przepadam również za nowym rysikiem dodawanym razem z konsolą. Tak jak jego wcześniejsze wersje, ten ma swoją kieszonkę wewnątrz obudowy. Tyle tylko, że wcześniej skrytki na rysiki znajdowały się z boku urządzenia. Teraz są na jego froncie, obok gniazda słuchawkowego. Oznacza to, że nowy stylus jest o połowę krótszy od poprzedniego. Źle się go trzyma w dłoni, źle się go wysuwa, źle się nim operuje. Akurat w tym obszarze pogoń za minimalizmem była niewskazana. Doszło do tego, że grając w Fire Emblem: Awakening korzystam ze starego stylusa pożyczonego z konsoli 3DS XL.

Świetne są za to ulepszenia wynikające z członu „New” w konsoli New Nintendo 2DS XL.

Handheld posiada dodatkową wypustkę w prawej części podstawy, która udaje analog obsługujący kamerę. Bez niego rozgrywka w takich seriach jak Monster Hunter wciąż jest możliwa, ale obsługa pola widzenia przy pomocy fizycznych przycisków to jak droga przez mękę. Wypustka świetnie sprawdza się przy szybkich tytułach akcji, jak na przykład Hyrule Warriors Legends wyświetlające masę przeciwników na jednym ekranie. Operowanie kamerą w końcu jest instynktowne i płynne.

„New” to także zwiększona moc procesora. Porównując działanie nowej konsoli do mojego zakurzonego 3DS-a XL, cyfrowy sklep otwiera się nieporównywalnie szybciej. Gry potrzebują mniej czasu na załadowanie. Do tego New Nintendo 2DS XL pozwala na uruchomienie produkcji Xenoblade Chronicles 3D, która nie zadziała na starszych modelach urządzenia. Nie działa tam również emulator konsoli SNES, obecny w potężniejszej edycji konsol Nintendo.

Kolejnym dobrodziejstwem płynącym z członu „New” są dodatkowe mini-triggery umieszczone obok przycisków L i R. Korzystanie z nich nie jest przesadnie komfortowe, za to stanowią świetne uzupełnienie podczas ogrywania tych najbardziej rozbudowanych produkcji. Nowa wersja handhelda posiada także wbudowane wsparcie dla figurek Amiibo, będących hitem sprzedażowym na zachodnich oraz azjatyckich rynkach.

Szkoda tylko, że ulepszenia nie doczekała się bateria, a także ekran. Ten wciąż jest daleko za współczesnymi standardami, z pikselami wyraźnie widocznymi gołym okiem. Zdziwiłem się również, że New Nintendo 2DS XL nie potrafi połączyć się z bezprzewodową siecią 5 Ghz. W moim gospodarstwie domowym tylko ten handheld oraz stara drukarka nie nadają już na mniej zatłoczonym standardzie. Dobrze, że Nintendo Switch nie ma tego problemu, doskonale dogadując się z nowoczesnymi punktami dostępowymi.

New Nintendo 2DS XL nie jest idealne, ale to najlepsza konsola minionej generacji, jaką możecie sobie sprawić.

Dostęp do wspaniałej biblioteki Nintendo za 599 złotych to wcale nie taki zły interes. Zwłaszcza że w cyfrowym eShopie coraz częściej pojawiają się solidne, sięgające minimum 30 proc. rabaty. W momencie pisania tej recenzji wiele hitów nabędziecie za 80 złotych, z kolei zupełnie nowe produkcje często nie przekraczają cenowego pułapu 159 złotych. To uczciwe stawki. Jeżeli zawsze ciągnęło was do produkcji Wielkiego N, do tego lubicie mobilne granie, New Nintendo 2DS XL stanowi doskonały pretekst do nadrobienia zaległości.

Co się udało:

  • Cena wynosząca około 599 złotych
  • Odciążona klapa z ekranem
  • Mniejsza, lżejsza wersja mieszcząca się w przedniej kieszeni
  • Mocniejsze CPU, szybsze działanie systemu oraz wczytywanie gier
  • Przyjemniejsze przyciski akcji oraz nawigacji
  • Sprawniejsza przeglądarka internetowa
  • Dodatkowa wypustka kierunkowa oraz mini-triggery
  • Ładowarka w zestawie (co nie zawsze było standardem)

Co się nie udało:

  • Archaiczny ekran, na którym piksele widać gołym okiem
  • Migracja konta z 3DS-a na New 2DS-a to nieśmieszny żart
  • Nowy, krótki rysik
  • Slot na karty gier
  • Kolorowe ramki obudowy
  • Brak wsparcia dla bezprzewodowej sieci 5 Ghz

Z drugiej strony, po przesiadce ze Switcha nowy sprzęt Japończyków wydaje się niesamowicie archaiczny. Pewne rozwiązania, jak na przykład migracja konta oraz danych ze starego 3DS-a, nie mieszczą się we współczesnych standardach. Grafika, ostrość obrazu, jakość ekranu, usługi sieciowe - to wszystko obszary, w których New Nintendo 2DS XL wydaje się skamienieliną. Reliktem przeszłości. Muzealnym eksponatem. Ten system ratują już tylko i wyłącznie magiczne gry, których nie uświadczycie nigdzie indziej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst