Tech  / Felieton

Aplikacje na Androida muszą w końcu wyleczyć się z kryzysu tożsamości

115 interakcji
dołącz do dyskusji

Przemek mówił o uśmiercaniu aplikacji mobilnych przez przejmujące je, większe jednostki, natomiast mnie ostatnio uwiera jeszcze jeden aspekt tego biznesu - niekonsekwencja przy zmianie stylistyki.

Pierwszą aplikacją na smartfonie, jaką uruchamiam co rano, jest służbowy Slack. Jest to też najczęściej otwierana przeze mnie aplikacja, wygrywająca w tym względzie nawet z Pocketem. Otwierając ją dziś rano, momentalnie rzucił mi się w oczy nowy wygląd i rozlokowanie elementów interfejsu, takie, jakie użytkownikom iOS znane jest już od dawna i które pasuje do desktopowych wersji programu.

Wszystko pięknie, tylko… jest to trzecia zmiana interfejsu na Androidzie w przeciągu półrocza.

Kreślę te słowa absolutnie nie jako specjalista od UI i stylistyki, bo na tym kompletnie się nie znam. Mówię z perspektywy świadomego użytkownika, którego tak częste zmiany w sposobie obsługi najczęściej używanej aplikacji najzwyczajniej w świecie irytują. Tym bardziej, gdy - w moim odczuciu - są to zmiany na gorsze. A przynajmniej wymagają wyrabiania w sobie nowych przyzwyczajeń.

Slack nie jest tu jednak wyjątkiem. Swego czasu podobnie niekonsekwentny w zmianach interfejsu był chociażby Spotify, a i wielu innych, pomniejszych graczy często wprowadza modyfikacje tylko po to, by po kilku tygodniach z nich rezygnować.

Nie jest jednak najbardziej irytującym to, że programiści nieustannie poszukują „ideału” w kwestii UI i estetyki własnych produktów. Bardziej irytuje mnie owa niekonsekwencja, dotycząca dosłownie wszystkich aplikacji na Androida, której nie ma na dwóch konkurencyjnych platformach.

Aplikacje na iOS i Windows Phone nie mają problemu ze swoją tożsamością.

Widząc aplikację na system Apple lub Microsoftu, od razu wiemy, że została ona napisana dokładnie dla tego systemu. Obcując z aplikacjami na danej platformie od razu wiemy, czego się spodziewać. W przypadku iOS będzie to przyjemna dla oka, minimalistyczna stylistyka, z menu hamburgera, określonymi elementami interfejsu, etc. Na Windows Phone będą to kanciaste, ale przejrzyste w obsłudze kafelki. A na Androidzie?

Każda aplikacja jest „z innej parafii”. Niektóre do dziś tkwią w stylistyce Androida Ice Cream Sandwich, niektóre próbują klonować swoje iOS-owe odpowiedniki. Każda próbuje niby uzyskać swój własny „charakter”, ale powoduje to jedynie estetyczny i funkcjonalny mętlik. Co jest tym bardziej irytujące, gdy przypomnieć sobie, że wraz z Androidem 5.0 Google wprowadził do swojego ekosystemu spójną linię stylistyczną - Material Design. Której… ze świecą szukać gdziekolwiek poza aplikacjami Google. Pojawiają się pojedyncze aplikacje, stopniowo, powoli… ale to wciąż za mało.

Sprawdzając na szybko mój telefon - spośród wszystkich (105) aplikacji jakie na nim posiadam, oprócz aplikacji Google’a zaledwie 4 zostały przystosowane do Material Design. Wiele aplikacji nadal wygląda staro, część funkcjonalnie kuleje, brak konsekwencji widoczny jest na każdym kroku.

O tym, że Android jest - delikatnie mówiąc - niespójny, nikomu mówić nie trzeba, wystarczy, żeby zerknął na statystyki fragmentacji tego systemu. Życzyłbym sobie jednak ogromnie, żeby programiści, pracując nad stylistyką i elementami interfejsu swoich aplikacji, trzymali się wytycznych Google’a, który ten system u podstaw zaprojektował.

Sam po sobie widzę, że o wiele przyjemniej korzysta mi się ze wszystkich usług Google’a zamiast narzędzi konkurencji, między innymi właśnie z tego powodu - wszystkie są do siebie podobne, wszystkie zachęcają podobną prostotą obsługi, wszystkie są tak samo ładne.

Dopiero wtedy, gdy do usług Google’a dołączą też programy niezależnych programistów, będziemy mogli powiedzieć o Androidzie, że jest środowiskiem przyjaznym użytkownikowi. Bo póki co, wszyscy zdają się tam operować na zasadzie „każdy sobie”.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst