Tech  / Felieton

- Kiedyś muzyka była lepsza - mówią 35-latkowie, czyli big data od Spotify

263 interakcji
dołącz do dyskusji

Bardzo ciekawy raport z badań na swoich użytkownikach przedstawił wczoraj Spotify. Okazuje się, że gust muzyczny kształtuje się do ok 35 roku życia. Wtedy tracimy zainteresowanie współczesną muzyką rozrywkową. Wracamy do niej dopiero po 42 roku życia, głównie za sprawą dzieci.

Na pewno słyszeliście nie raz stwierdzenie: dziś muzyka popularna to nie to, co kiedyś. Ja słyszę je równie często co: ach ta dzisiejsza młodzież; jest taka głupia i niewychowana. Oba pewnie wynikają z tego samego fenomenu - im jesteśmy starsi, tym bardziej oddalamy się od zrozumienia i akceptacji współczesnego świata, w tym popkultury.

Wiedząc o tym, zawsze wydawało mi się, że będę ponad to. W końcu jestem otwartym człowiekiem łaknącym nowości, innowacji, super zaawansowanych gadżetów technologicznych i na dodatek wielkim miłośnikiem muzyki - mówiłem sobie o sobie. Niestety, czytając to, co raportuje Spotify, trudno mi się nie uśmiechać pod nosem jak bardzo ma rację.

Gust muzyczny ewoluuje bardzo szybko pomiędzy 14 a 25 rokiem życia, następnie specjalizuje się w czasie pomiędzy 25 a 33 rokiem, by ok 35 roku życia finalnie się ukształtować - tak pokazuje analiza ‚big data’ Spotify.

maturation_all

No cóż, było tak dokładnie ze mną.

Urodziłem się w 1977 r. Pierwszą moją wielką fascynacją muzyczną był zespół… Modern Talking w późnych latach 80. Potem, na początku lat 90 poznałem muzykę Phila Collinsa, która z kolei rzuciła mnie do potęgi art rocka - najpierw do Genesis (którego do dziś uważam za najważniejszy zespół rockowy w historii), potem do Petera Gabriela, Marillionu i całego nurtu new progressive, by w końcu w połowie lat 90 odkryć największe miłości muzyczne mojego życia - z jednej strony King Crimson (zespół, który najmocniej ukształtował mój muzyczny gust), a z drugiej Porcupine Tree, Radiohead i Dave Matthews Band - trzy kapele, z muzyką których wzrastałem, czyli żyłem od płyty do płyty w czasie rzeczywistym, a nie odkrywałem archiwalne katalogi.

Oczywiście w międzyczasie było mnóstwo mniejszych lub większych fascynacji muzycznych, głównie związanych z poszukiwaniem podobnego grania i alternatywnych projektów moich ulubionych twórców, jednak tak naprawdę od połowy pierwszej dekady XXI w. żaden nowy artysta nie zachwycił mnie na tyle, by wejść do mojego panteonu ulubionych, kształtujących mój gust.

Dziś mam 38 lat i od kilku lat jestem totalnie znudzony współczesną muzyką rozrywkową. Nic, prze nic, co jest dziś na topie rankingów mi się nie podoba. Czasami się zmuszam, by czegoś posłuchać, bo wydaje mi się, że jakiś nowy dźwięk zakuł mnie w serce, ale po chwili okazuje się, że jednak nic tam nie ma. Co tydzień sprawdzam nowości na Spotify, przesłuchuję dziesiątki o ile nie setki nowych kawałków w poszukiwaniu jakiejś nowej inspiracji i nic - wciąż czekam tylko na nowe płyty moich dawnych mistrzów.

To znudzenie przyszło w najgorszym z możliwych momentów - teraz, gdy mamy Spotify i inne serwisy strumieniowania muzycznego. Och, ile bym dał, by móc z nich korzystać gdy byłem nastolatkiem, lub chociażby wtedy, gdy w późnych latach 20 zamykaliśmy się z kumplem (pozdro Jumb!) w ciemnym mieszkaniu, by na słuchawkach wspólnie wsłuchiwać się w nowe dźwięki wygrywane przez fenomenalnego Roberta Frippa.

Dziś, gdy dostęp do muzyki, ba - wielkich katalogów muzycznych, jest na wyciągnięcie jednego klika, nudzę się muzycznie cholernie.

No cóż, cała nadzieja w tym, że raport Spotify nie kłamie i że za 4 lata, gdy będę miał 42 lata coś zacznie się w moim muzycznym życiu zmieniać.

age_parents_taste

Dzieci.

To według Spotify przez nie, 42-latkowie wracają do współczesnej muzyki rozrywkowej. Zobaczymy, czy tak będzie w moim przypadku. Dziś to wciąż ja jestem muzycznym autorytetem dla moich dwóch Synów, lat 9 i 7. Oni nie mają jeszcze własnej ulubionej muzyki, odkrywają jednak piękno tego, czego ja słucham. Wydzieramy się więc wspólnie przy „Shout” Tears for Fears (kawałek z 1985 r.), nucimy „Mmm, Mmm, Mmm” Crash Test Dummies (1993 r.), czy przeżywamy uniesienia przy solo gitarowym Davida Gilmoura w koncertowej wersji „Comfortably Numb” z płyty Pulse (1994 r.).

Liczę jednak na to, że za kilka lat role się odwrócą - to oni będą mi zapodawać świetną współczesną muzykę, którą polubię.

W końcu big data nie kłamie.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst