Social media  / News

Snapchat chce być teraz trochę jak Facebook, trochę jak gazeta i trochę jak telewizja

Wyceniany, jak wiele internetowych firm, na miliardy dolarów, a jednocześnie nie przynoszący zysków, które mogłyby taką wycenę uzasadniać. Snapchat doskonale wie jednak, że w końcu musi zacząć zarabiać i że dotychczas podjęte działania tylko w niewielkiej części wykorzystują potencjał tego serwisu. Czas więc sięgnąć głębiej - i do kieszeni reklamodawców i do smartfonów użytkowników. 

Reklamowa przygoda Snapchata nie jest przesadnie długa. Po raz pierwszy na szerszą skalę (a i tak wyłącznie na terenie Stanów Zjednoczonych) użytkownicy mogli zobaczyć wewnątrz aplikacji reklamy w listopadzie zeszłego roku. Posunięcie to spotkało się raczej z mieszanym przyjęciem ze strony użytkowników, aczkolwiek sposób, w jaki wyświetlano treści sponsorowane nie należał do najbardziej irytujących i nie przeszkadzał w komunikacji.

Dziś, o czym poinformował m.in. Business Insider, Snapchat spróbował zarobić na swoje utrzymanie w nieco inny sposób. Owszem, nadal wszystko opiera się na wyświetlaniu krótkich filmów (i reklam pomiędzy nimi), w sposób podobny do tego, w jaki odbywa się komunikacja użytkownik-użytkownik, ale teraz sami wybieramy co i kiedy chcemy zobaczyć, a cała sprawa jest o wiele poważniejsza, niż po prostu dodanie kolejnej opcji.

Snapchat zdecydował się bowiem zmienić, i z prostej aplikacji do wymieniania znikających zdjęć może przerodzić się w coś zupełnie innego. O ile oczywiście uda się zrealizować wszystkie założenia.

Platforma dla mediów, a nie do wymiany zdjęć

Nowa funkcja serwisu, Discover, opisywana jest przez jej twórców jako zupełnie nowy, lepszy sposób na śledzenie Historii (Stories), przygotowanych jednak nie przez użytkowników, a przez wielkie grupy medialne i innych profesjonalnych wydawców. National Geographic, Vice, Yahoo, CNN - to tylko kilka przykładów dostawców treści, których właścicielom Snapchata udało się przeciągnąć na swoją stronę.

To właśnie oni, czyli 11 odpowiednio dobranych partnerów medialnych (a z czasem prawdopodobnie i kolejni), będą odpowiadać za publikację materiałów przystosowanych do specyfiki i sposobu obsługi Snapchata. Krótkie nagrania wideo, teledyski, ale także dłuższe artykuły czy fotografie - wszystko "ręcznie" wybrane i specjalnie opracowane tak, żeby pasowało do całej aplikacji.

Snapchat, mimo że można założyć, że swoim najnowszym posunięciem planuje zaatakować pozycje zajmowane do tej pory przez inne internetowe "nośniki informacji" w rodzaju Facebooka, wyraźnie stara się jednak zaznaczyć, że jego sposób działania jest zupełnie inny. Podczas gdy na portalu Zuckerberga rządzą użytkownicy, swoimi polubieniami i udostępnieniami decydując, co jest ważne, a co nie, tutaj odpowiedzialny za selekcję jest Snapchat i współpracujące z nim firmy.

Z jednej strony ogranicza to znaczenie gustu użytkowników, z drugiej jednak daje szansę mniej "klikalnym", ale dobrym materiałom dotrzeć do większej grupy osób. Biorąc pod uwagę to, jak dużym problemem w przypadku Facebooka jest często odpowiedni zasięg, takie rozwiązanie może przypaść do gustu wydawcom. Ewentualne dostosowywanie się do opinii użytkowników będzie już dokonywane wewnętrznie, wedle uznania publikującego. Brzmi to o wiele przyjemniej niż na Facebooku, ale łatwo założyć, że nie będzie darmowe.

Jeden gest, jedno kliknięcie, jeden materiał na 24 godziny

Zachowanie snapchatowej prostoty przy tak ambitnym planie było zadaniem prawdopodobnie dość skomplikowanym, ale jednak na pierwszy rzut oka wszystko wskazuje na to, że eksperyment zakończył się sukcesem. Dostęp do nowego panelu, z czytelnymi, dużymi ikonami poszczególnych wydawców, odbywa się po wykonaniu jednego prostego gestu. W równie prosty sposób odtwarzamy materiały z danego źródła i ewentualnie przechodzimy do kolejnych czy wracamy do listy głównej.

Nieco zaskakiwać może fakt, że na dobrą sprawę nie wiemy, co zobaczymy po kliknięciu w ikonę wydawcy. W żaden sposób nie jest bowiem zdradzana aktualna treść, która poznać możemy dopiero wtedy, kiedy po prostu ja oglądniemy.

Co bardzo ciekawe, nie zdecydowano się tutaj na podział materiałów na kategorie - jedynym sposobem, w jaki rozdzielone zostały treści, są grupy medialne, od których pochodzą. Mamy więc do czynienia z czymś bardziej przypominającym klasyczną telewizję, niż współczesne agregatory treści, gdzie źródło nie jest tak istotne, jak jego treść.

Z drugiej strony, Discover przypomina w pewnym stopniu klasyczną gazetę. Każdy partner publikuje dziennie jeden materiał, w związku z czym w ostatecznym rozliczeniu otrzymujemy codziennie prasówkę złożoną z 11 zróżnicowanych źródeł, a po 24 godzinach otrzymujemy dostęp do nowego zestawu podobnie dobranych i opracowanych informacji.

Czy takie rozwiązanie sprawdzi się, a reklamy prezentowane gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi treściami okażą się dla Snapchata wystarczające? O tym przekonamy się prawdopodobnie dopiero za kilka miesięcy, aczkolwiek trzeba przyznać, że pomysł jest wyjątkowo odważny i oryginalny, a właściciele serwisu pokazują, że nie chcą na zawsze pozostać twórcami prostego komunikatora.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst