Motoryzacja  / Artykuł

Tesla prawie rozwiązała największy problem elektrycznych samochodów

10 godzin, 5 godzin albo 2 godziny - tyle,w zależności od wybranej opcji, zajmowało do tej pory naładowanie do pełna akumulatorów Tesli S i żadna z tych opcji nie brzmiała zbyt kusząco, jeśli zestawić ją z czasem tankowania nawet pełnego baku w tradycyjnym aucie. Teraz jednak Amerykanie obiecują, że pełnym zasięgiem będziemy mogli cieszyć się już po trzech minutach. Jest tylko jeden haczyk - musimy za to zapłacić.

Nie da się ukryć, że zasięg i czas ładowania są aktualnie, poza ceną, największą bolączką elektrycznych samochodów. Prawdopodobnie większość potencjalnych użytkowników zdołałaby znieść niewielki zasięg, gdyby uzupełnianie "baku" zajmowało minutę lub dwie. Z drugiej strony, nawet kilkaset kilometrów zasięgu z perspektywą kilkugodzinnego postoju nie wydaje się specjalnie atrakcyjne.

Na tej słabości próbują aktualnie zyskać producenci stawiający na wodór, tacy jak Toyota czy Honda, chwaląc się, że tutaj uzupełnianie paliwa zajmuje tyle, ile standardowa wizyta na stacji. Nawet pomimo słabo rozwiniętej infrastruktury dla tego typu pojazdów, obecnej jedynie w kilku miejscach na świecie, takie obietnice na tle problemów z autami elektrycznymi muszą robić wrażenie.

tesla s

Tesla odpowiedziała błyskawicznie, choć jej ruch nie jest do końca zaskoczeniem - zapowiadano go już od kilku miesięcy i właśnie w grudniu miał ruszyć program pilotażowy nowej usługi.

Rozwiązanie proponowane przez firmę Elona Muska sprowadza się do tego, co praktycznie każdy z nas robi ze sprzętem elektronicznym, kiedy wyczerpią mu się akumulatory. W takiej sytuacji po prostu wyjmujemy stare i wkładamy nowe, w pełni naładowane, a stare wyrzucamy ale zostawiamy do ponownego naładowania.

Mniej więcej tak właśnie działa program Battery Swap, w ramach którego posiadacze Tesli S mogą podjechać do wybranych punktów, gdzie w ciągu maksymalnie trzech minut (choć na oficjalnej stronie mówi się o 90 sekundach) ich akumulatory zostaną zamienione na w pełni naładowane, oferując pełny zasięg w czasie wielokrotnie krótszym, niż daje skorzystanie np. z Superchargera. Docelowo Tesla chce na tyle zautomatyzować cały proces i zoptymalizować budowę auta, aby wszystko nie zajmowało więcej niż minuty. Na razie jednak testy mają potwierdzić, czy na takie rozwiązanie jest w ogóle zapotrzebowanie.

tesla s ładowanie

Tym bardziej, że Musk aktualnie rozdziela sposoby ładowania na dwie kategorie. Pierwsza z nich to ładowanie "darmowe", z wykorzystaniem zwykłych ładowarek, Twin Chargerów i Superchargerów - w ich przypadku płacimy tylko za zużyty prąd (jeśli ładujemy np. w domu) lub nie płacimy w ogóle (na stacjach). Druga to metody "szybkie", ale pozbawione już dopisku "darmowe", czyli właśnie wymiana. Jednocześnie pojawia się zapewnienie, że nie będzie ona droższa, niż zatankowanie auta z silnikiem benzynowym do pełna.

Biorąc pod uwagę amerykańskie ceny benzyny, brzmi to jak bardzo kusząca propozycja, z której i tak korzystać będzie się tylko w ekstremalnych sytuacjach. Szczególnie, że Tesla S sama w sobie nie należy do tanich samochodów, więc wydanie tych kilkudziesięciu dolarów (prawdopodobnie mniej niż 100) nie powinno przerazić żadnego z jej posiadaczy. Oczywiście po wymianie nie mamy możliwości odbioru naszego pierwotnego zestawu akumulatorów - zostajemy z nowym na zawsze lub do czasu kolejnej wymiany.

tesla

Osobną kwestią pozostaje odpowiedź na pytanie, czy faktycznie jest to rozwiązanie wszystkich problemów z elektrycznymi samochodami. W teorii bowiem otrzymujemy komfort i prędkość (a także koszty) "napełniania" zwykłego samochodu w momentach, kiedy jest to najbardziej potrzebne, zachowując jednocześnie prawie wszystkie zalety auta elektrycznego w pozostałych sytuacjach.

Z drugiej strony natomiast nie da się nie odnieść wrażenia, że rozwiązanie to ma charakter raczej głównie awaryjny i tymczasowy, przynajmniej do momentu, kiedy technologia nie pozwoli na zrównanie się czasu ładowania akumulatorów z czasem tankowania samochodu. Choć kto wie - może w pewnym momencie okaże się, że właśnie takie podejście do tematu na długi czas stanie się standardem?

Tak czy inaczej, jedno jest pewne - nikt nie lubi stać na stacji dłużej niż niż kilka minut i kto pierwszy rozwiąże ten problem w wystarczająco satysfakcjonujący dla klientów sposób, ten zyska sporą przewagę nad całą resztą stawki.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst