Tech  / Artykuł

Ataki hakerskie na Sony zmusiły Japończyków do sięgnięcia do szuflady po... stare smartfony BlackBerry

Ostatnie ataki na Sony nie oznaczały jedynie gigantycznego wycieku informacji. W obliczu całkowitej utraty ogromnych ilości danych i destabilizacji sporej części systemów IT, japońska firma zmuszona była w wielu przypadkach improwizować. Czasem improwizacja kończyła się... powrotem do starych, wydawałoby się, że zapomnianych technologii. 

O jednym z takich przykładów, choć być może niespecjalnie ekstremalnym, doniósł dziś WSJ. Pracownicy Sony, pozbawieni dostępu do korporacyjnej poczty za pośrednictwem dotychczasowych rozwiązań, zdecydowali się skorzystać z zalegających w firmie starych smartfonów BlackBerry. Nie wiadomo dokładnie, o jak stare modele chodziło (prawdopodobnie z OS 7 lub starszym), jednak ich zaleta była niepodważalna - do transmisji wykorzystywały serwery, których zabezpieczenia nie zostały złamane przez hakerów atakujących Sony. Prawdopodobnie nie były one nawet celem wrogich działań.

Zbawienny zewnętrzny serwer

Okazuje się więc, że to, co dla niektórych firm, czy nawet rządów państw było problemem, w przypadku japońskiej korporacji okazało się być idealnym rozwiązaniem i jedynym sposobem na utrzymanie jakiejkolwiek komunikacji. Szanse na całkowity powrót do urządzeń i usług BlackBerry są wprawdzie najprawdopodobniej minimalne, lub wręcz całkowicie zerowe, ale mimo wszystko Kanadyjczycy zupełnie przypadkiem doczekali się dziś potężnej darmowej reklamy. Trudno będzie to wprawdzie wpleść w jakąkolwiek kampanię marketingową, ale i tak wiadomość "nasze rozwiązania, nawet stare, działają kiedy wszystko inne zawiedzie", poszła w świat i jeszcze przez jakiś czas będzie po nim krążyć.

BlackBerry

Nie jest natomiast pewne, z jakich rozwiązań korporacyjnych korzystało Sony do zabezpieczenia swoich smartfonów. O ile więc przejście na sprzęt od BB nie wchodzi raczej w grę, o tyle dostawcę MDM/EMM raczej należałoby zmienić. Najlepiej jak najszybciej, skoro teoretycznie archaiczne rozwiązania okazały się lepsze od tych współczesnych.

Brakuje też co najmniej kilku istotnych szczegółów uzupełniających tę historię, w tym chociażby tego, czy za pomocą smartfonów BlackBerry udało się uzyskać faktyczny dostęp do poczty korporacyjnej, a jeśli tak, to z jakiego powodu utrzymywano w dalszym ciągu całą infrastrukturę BES? Jeśli natomiast nie, to czy nie sprawdziłby się w tym przypadku każdy inny telefon? A może sparaliżowana była absolutnie cała komunikacja firmowa i smartfony (poza BlackBerry) stały się i tak całkowicie bezużyteczne? Niestety odpowiedzi na te pytania nie poznamy prawdopodobnie zbyt szybko, albo też nie poznamy jej w ogóle. Dla kanadyjskiej korporacji ma to jednak niewielkie znaczenie - nikt nie będzie szczególnie wnikał w dzisiejsze komunikaty.

Czeki i maszyny do pisania

Wymiana poczty elektronicznej nie była jednak jedynym problemem, z którym musiało zmagać się Sony. Firma nie mogła chociażby realizować przelewów, w związku z czym konieczne stało się wyciągnięcie z magazynów kolejnej, tym razem jeszcze starszej, od dawna nie używanej maszyny i wystawianie... czeków. Zaczęto korzystać także ze zwykłych notesów, a informacje były przekazywane często telefonicznie według określonego schematu (jedna osoba dzwoni do drugiej, druga do trzeciej i czwartej, ci z kolei do następnych). Niektórymi sprawami, które teoretycznie były obowiązkami pracowników niższego szczebla, musieli zająć się menedżerowie i wyżsi rangą przedstawiciele Sony. Właśnie z powodu braku lub ograniczonej komunikacji.

maszyna do pisania i dziennikarz

Nie zawsze jednak odejście od najnowszych osiągnięć technologii wymuszane jest przez ataki hakerskie. W połowie tego roku drugą młodość przeżywały chociażby maszyny do pisania, sprzedające się w niektórych krajach w rekordowych ilościach. Wszystko przez rewelacje na temat bezpieczeństwa, a raczej jego braku, naszych danych przechowywanych czy przesyłanych w sieci. W tym samym czasie jeden z przedstawicieli niemieckiego rządu wspomniał o możliwości zastąpienia części komputerów właśnie maszynami do pisania. Co ciekawe, podobną decyzję niemal dokładnie rok wcześniej podjęli Rosjanie, przeznaczając na ten cel równowartość kilkudziesięciu tysięcy złotych.

Spekulowano nawet, że może to być początek nowej mody, czego - przynajmniej na razie - niestety się nie doczekaliśmy. Szkoda, bo patrząc na całą sytuację z boku, moglibyśmy na tym naprawdę sporo zyskać i nie chodzi tu tylko o zachowanie poufności naszych informacji.

Oczywiście ani maszyna do pisania, ani prawdopodobnie oferta BlackBerry, nie są kompletnymi rozwiązaniami zapewniającymi pełne bezpieczeństwo, tak samo jak nie zrobi tego całkowite odłączenie od Internetu. W końcu jeszcze zanim podłączono do Sieci pierwszy sprzęt, ludzie przez wieki doskonalili metody przechwytywania informacji czy ich niszczenia. Niezależnie od tego, czy były zapisane w formie analogowej czy cyfrowej. Można się tylko przed tym bronić - lepiej, lub - jak zrobiło to Sony - gorzej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst