Motoryzacja  / News

Elektryczne samochody bez baterii, czyli Volvo ma wizję... energetycznych autostrad

Elektryczne samochody to przyszłość. Jasne, szkoda tylko, że w takim aucie przejadę około 300 km, po czym będę musiał je ładować przez kilka godzin. Wyjazd za granicę w takim wypadku jest niemożliwy. Ale już wkrótce może być, bo ładowanie akumulatorów w samochodach pójdzie w zapomnienie.

Przyznacie, że problem nie jest mały. Elektryczne samochody są cichsze, bardziej ekologiczne (chociaż to akurat sprawa dyskusyjna, bo produkcja baterii nie jest zbyt dobra dla środowiska) i w ogóle mają same zalety. Ropa kiedyś się skończy, więc tym bardziej trzeba wymyślić jakąś alternatywę. A tą alternatywą ma być właśnie elektryczność.

Technologia sprawia jednak kilka problemów. Samochody na baterię nie mają zbyt imponującego zasięgu. No ale przecież normalne auto na benzynę też trzeba zatankować. Owszem, ale trwa to 5 minut, a nie kilka godzin. Poza tym, doskonale wiemy, jak działają akumulatory. Za jakiś czas spadnie ich pojemność, staną się zawodne, a ich wymiana będzie mniej opłacalna niż zakup nowego samochodu.

Aktualnie nie widać za bardzo światełka w tunelu na to, żeby rozwiązać wszystkie te kwestie. Jednak Volvo postanowiło zaradzić coś na jedną, ale chyba najważniejszą, czyli długi ładowanie. Szwedzka firma motoryzacyjna, która należy do chińskiego przedsiębiorstwa Geely, wpadła na genialny pomysł – elektrycznych dróg.

Volvo, we współpracy z Alstom i Szwedzką Agencją Energetyczną chce stworzyć autostrady, pod którymi umieszczono by dwie linie energetyczne. Samochody, przejeżdżające nad przewodami, byłyby w ten sposób przez cały czas ładowanie i tym samym znikałaby konieczność podłączania ich do prądu na kilka godzin.

Pomysł może i brzmi trochę szalenie, ale już przeprowadzono pierwsze testy. Jeszcze w zeszłym roku Volvo skonstruowało tego typu drogę o długości ćwierć mili. Testowa ciężarówka, wyposażona w specjalny kolektor, przez całą drogą otrzymywała prąd o napięciu 750 V, który był dostarczany do systemu chłodzenia. Bardzo ważne jest to, że sam samochód korzystał z silnika wolnossącego. Zasilany był tylko system chłodzenia, a nie całe auto. Jednak Szwedzi mają już w planach kolejne testy, tym razem z pojazdem elektrycznym.

Co stworzenie elektrycznych dróg oznaczałoby dla kierowców? Jak już wspominałem – znika konieczność kilkugodzinnego ładowania samochodu co kilkaset kilometrów. Można pójść nawet dalej i wyobrazić sobie sytuację, w której samochody w ogóle nie miałyby akumulatorów. Przez cały czas system dostarczałby im energię, zupełnie jak w tramwajach lub elektronicznych samochodzikach w wesołym miasteczku, tylko bezprzewodowo.

Niestety, nic nie jest tak proste, jakby mogło się wydawać. Skandynawscy naukowcy sami studzą zapał i twierdzą, że przed nimi jeszcze kilka lat badań. Muszą opracować skuteczny kolektor, konstrukcje drogi, system kontroli, a nawet sposób, w jaki kierowcy płaciliby za dostarczaną im elektryczność. Jednak wizja jest całkiem przyjemna. Szkoda tylko, że najpierw trzeba mieć autostrady.

grafika: Flickr

Tagi:
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst