Tech

Facebook nie gwarantuje sukcesu marketingowego, o czym przekonał się Linkin Park

Zespół Linkin Park to ciekawy przypadek na scenie muzycznej. To jedna z niewielu gwiazdek wykreowanych przez komercyjne rozgłośnie, która nie tylko nie zniknęła po dwóch sezonach, ale się usamodzielniła, wyrobiła własny styl i nie obawia się eksperymentować, nawet kosztem utraty dotychczasowych fanów. Tym razem zespół postanowił sprawdzić moc mediów społecznościowych. Pomysł był dobry, ale wyszło dużo gorzej.

Linkin Park to zespół, który prawdziwie spełnił swój amerykański sen. Został założony przez kilku znajomych z liceum. Na początek nie było to nic poważnego, ale chłopcy, po ukończeniu szkoły, postanowili, że sprawdzą jak im pójdzie na poważnie. Tak za pieniądze, profesjonalnie. Niestety, za dobrze nie poszło. Do tego stopnia, że dotychczasowi członkowie zespołu zaczęli odchodzić i szukać szczęścia w innych kapelach.

Sytuacja ta nie zmieniała się przez trzy lata, dopiero w 1999 roku zespół, po nagraniu kilku dem i EP-ek ostatecznie został wzięty pod opiekę wytwórni muzycznej. Rok później wydał swoją debiutancką płytę, Hybrid Theory. Mimo, iż zespół celował w modny w tych czasach nu metal, nikt nie spodziewał się tak gigantycznego sukcesu. Płyta rozeszła się w milionach egzemplarzy, a wytwórnie kazały swoim nu metalowym podopiecznym grać tak, jak Linkin Park. Sam zespół stał się maskotką, co po dwóch płytach i seriach remiksów zaczęło być dla niego męczące.

Linkin Park postanowił, że nie będzie już w kółko grał tego samego, by zadowolić wydawcę. Zerwał kontrakt i zawarł nowy, tym razem gwarantujący pełną artystyczną niezależność. Kolejny płyty nie miały za wiele wspólnego z nu metalową przeszłością, która dała im sławę. Były ambitne, pokręcone, eksperymentalne. Do tego stopnia, że płytę A Thousand Suns trudno nazwać albumem nie tylko nu metalowym, ale i rockowym. Zespół stracił wielu fanów, ale też zyskał szacunek wielu osób. Rzadko się zdarza, by nu metalowa maskotka MTV znalazła własną niszę, tożsamość, przetrwała znudzenie gawiedzi a nawet wykreowała swój własny styl, nie dbając o „badania focusowe”.

Linkin Park to zespół składający się z dość młodych ludzi, którym technologia nie jest obca. Projektów internetowych uruchomiono bez liku, nieraz dzięki którym zespół wchodził w bezpośrednią kooperację z fanami, wydając za darmo, do Internetu, nowe single wspólnie nagrane wykorzystując Internet. Między innymi z polskim artystą, Czesławem Sakowskim.

Promując najnowszy album, Living Things, zespół postanowił zaangażować najnowszy krzyk mody w Internecie, czyli media społecznościowe. Wizja była ciekawa: nakręcić teledysk, który będzie… spersonalizowany. By część ciebie została uwzględniona w klipie. By każdego w to zaangażować, osobno i indywidualnie, by wzmocnić przekaz.

Wybór padł na Facebooka. Z prostej przyczyny. Po pierwsze, to najpopularniejszy portal społecznościowy, więc szansa, że dany fan ma tam konto jest największa. Po drugie, Facebook ma bardzo rozbudowane otwarte API, pozwala więc wyciągnąć dużą ilość informacji.

Tak powstał teledysk do Lost in the Echo. Jest dostępny wyłącznie w „społecznościowej” formie, na oficjalnym kanale YouTube zespołu jest tylko jego zwiastun i link do klipu. Ambicja spotkała się jednak z kiepskim wykonaniem i lichością samego Facebooka.

O co chodzi z tą lichością? O klipie piszę dopiero teraz, bo… dopiero wczoraj udało mi się w końcu go obejrzeć. Premiera była ponad tydzień temu. Podczas importowania informacji o użytkowniku, połączenie z Facebookiem zazwyczaj jest przerywane. Nie jestem deweloperem, nie mam pojęcia czemu tak się dzieje. Zgaduję instynktem laika, że ilość przekazywanych informacji jest zbyt duża, więc Facebook zrywa łącze. Możliwe jednak, że piszę bzdury, proszę się tym nie sugerować.

Co do samego wykonania. Po pierwsze, klip wymaga zainstalowanego Flasha. Czyli nie obejrzysz go na większości urządzeń mobilnych (w tym tabletach), a wielu użytkowników OS X i Windows 8 będzie musiało sobie coś doinstalować, by móc go obejrzeć.

Na deser… zespół chyba nie zdaje sobie sprawy co ludzie umieszczają na Facebooku. Wydźwięk klipu jest pełen dramaturgii, co jest brutalnie niszczone, przez moje głupie fotki wrzucane do galerii. Jak zachować powagę przy oglądaniu tego dzieła, jak w tle widzę, jak ze znajomymi robimy głupie miny do aparatu na zdjęciu, które skrypt sobie wybrał?

Ludzie płaczą, dramaturgia, a tu… hyc! Gajeski się wyłania zza komputera i robi głupią minę. I jak tu nie parsknąć śmiechem?

Szkoda, bo pomysł był ciekawy. Ale to udowadnia, że Facebook i jego konkurencja nie są narzędziem, które można losowo wykorzystywać, bo taka teraz panuje moda. Ja jeszcze potrafię docenić sam pomysł, ale większość parsknie śmiechem i słusznie uzna to za żenadę. Linkin Park raczej na tym niewiele straci. Ale pomyślcie sobie, co by było, gdyby to była jakaś akcja marketingowa, od której zależy wizerunek produktu na rynku…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst