REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. Tech

Chromebox, czyli po trosze do wszystkiego i do niczego

Chromebox, czyli po trosze do wszystkiego i do niczego
REKLAMA
REKLAMA

Przez przypadek, zapewne ludzki błąd, do sprzedaży przed oficjalną premierą trafił Chromebox od Samsunga. Chromebox to taki nettop, tylko, że z Chrome OS. Przypadkowo wprowadzony do sprzedaży przez TigerDirect model kosztuje 329 dolarów, działa na dwurdzeniowym Celeronie 1,9GHz, posiada 4 gigabajty RAMu i jest dosyć intrygującym urządzeniem, które każe się zastanawiać czy w ogóle go potrzebujemy?

Mam mocno mieszane uczucia. Od kilku miesięcy jestem w posiadaniu Chromebooka od Samsunga, który – nie ma co ukrywać – nie jest demonem prędkości (Intel Atom N570 1,66 GHz i 2 GB RAM) i nie radzi sobie dobrze z wieloma rzeczami. Cenię go jednak za baterię, która wciąż potrafi pozytywnie zadziwić (8-9 godzin na 3G? Dla Chromebooka żaden problem!), modem 3G który pozwala na zmianę kart SIM bez wyciągania baterii czy restartowania komputera i za matowy ekran ze 16:10 (pełne słońce? Też żaden problem).

Tylko, że Chromebox to trochę inna bajka. To urządzenie z założenia stworzone do stacjonarnego podłączenia do monitora lub telewizora, mające służyć jako stacjonarny terminal dostępu do internetu z kilkoma dodatkowymi funkcjami. Chromeboksy mają być też dostępne w mocniejszych konfiguracjach z procesorami i5 i grafiką Intel HD 3000, a zresztą nawet z Celeronem prawdopodobnie eliminują problem Chromebooków z Atomem – czyli słabą wydajność.

Chromebox to małe pudełko z aż 6 portami USB, DVI/Display Port i portem Ethernet. Brakuje mu wyjścia HDMI, co zaznacza szczęśliwiec, któremu udało się kupić Chromeboxa z TigerDirect:

Wygląda to całkiem ciekawie, ciekawe tylko, jak sprawdza się w działaniu. Chrome OS to system-przeglądarka, chociaż potrafi zapisywać pliki na dysku czy rozpoznawać zewnętrzne urządzenia. Odkąd z niego korzystam zdarzało mi się zrzucać na Chromebooka zdjęcia z aparatu i telefonu, przenosić pliki na karcie SD i odtwarzać filmy z pendrive’a – wszystko działa poprawnie, choć Chromebook akurat nie poradzi sobie z filmami HD ze względu na słabą specyfikację. Mocniejsze Chromeboksy pewnie takich problemów już nie mają, a wersje sprzedażowe z dołączoną myszką i klawiaturą nie będą potrzebować, oprócz wyświetlacza, dodatkowych akcesoriów.

http://youtu.be/t7hHEUA36GU

Przedsprzedażowy Chromebox kosztuje 329 dolarów. To wciąż taniej, niż Chromebooki, jednak wypada zastanowić się, czy warto kupić Chromeboksa? To dosyć skomplikowane. Po pierwsze i tak trzeba mieć do niego klawiaturę i myszkę oraz ekran (co może stanowić dodatkowy koszt). Jako podstawowy komputer do pracy nie do końca spełni swoją rolę, bo działania wyłącznie w chmurze wciąż funkcjonalnością nie umywają się do tych natywnych – choćby poważniejsze działania na dokumentach. Może prosty komputer dla osób, które i tak siedzą tylko w internecie? To już bardziej – Facebook, Google Docs, YouTube, serwisy, chmura… To na Chromeboksie się sprawdzi świetnie.

Ja za to poważnie zastanowiłabym się nad Chromeboksem jako urządzeniem, które na stałe będzie podłączone do telewizora i służy do pełnego przeglądania zasobów sieci. Smart TV itp. to bardzo fajna sprawa, zapewnia dostęp do dedykowanych serwisów i aplikacji, ale przeglądarki telewizorów czy dodatkowych urządzeń w stylu Google TV albo wcale nie istnieją, albo są bardzo ograniczone. Chrome OS może zapewnić pełen, prawdziwy dostęp do internetu, łącznie z Flashem (no może jedynie bez Silverlighta).

I to wcale nie jest takie głupie. Wprawdzie cena jak na taki telewizyjny dodatek nie jest mała, za to wszystko działa “prosto z pudełka”, jest malutkie, obsługuje dodatkowe urządzenia, synchronizuje się z kontem Google’a i jest po prostu wygodne. Martwi za to brak HDMI, ale może zostanie to dodane…

Osobiście nie widzę niestety innego zastosowania, które nie byłoby bardziej naciągane. A jak wygodny jest telewizor z pełnoprawnym Chrome’em mogę powiedzieć osobiście – od kilku dni mam okazję z takowego korzystać. Wprawdzie to wersja mocno budżetowa, bo stworzona z trzyletniego netbooka ze zbitą matrycą, podłączonego na stałe do telewizora, z zainstalowanym Ubuntu i przenośną klawiaturką (swoją drogą – genialny gadżet do “internetowego” telewizora cy zdalnego oglądania filmów na komputerze!), ale pozwala na wejście na strony i w nawet komfortowe ich czytanie, obejrzenie filmów na YouTube, pogranie w gierki flashowe czy posłuchanie muzyki z Deezera (a nawet obejrzenie zdjęć z dysku). Wprawdzie jakość świetna to to nie jest, ale…

Stary netbook, Ubuntu, telewizor... Chromebox sprawdziłby się lepiej

Ostatnio jeden z moich ulubionych gadżetów. Miniklawiaturka, wszystko działa!

Gdybym miała wolne 1200 złotych, z którymi nie wiedziałabym, co zrobić, to pewnie kupiłabym Chromeboksa. Tego z Celeronem, po to, żeby podłączyć go właśnie do telewizora i może czasem nawet w innym pokoju na szybko do monitora. Na pewno sprawdzałby się lepiej, niż stary Aspire One. Fanaberia, ale Chromebox jest po trosze do wszystkiego i do niczego.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA