Tech

Google Editions - bierzcie i czytajcie z tego wszyscy

W czerwcu bieżącego roku Google zacznie sprzedawać elektroniczne wersje książek. Obok Amazon i Apple, internetowy gigant stanie się trzecią firmą, która ma zamiar stawić czoła tradycyjnej formie druku. Podobnie jak dwie pozostałe spółki, Google opiera swój biznes na systemie prowizyjnym. Mimo podobieństw firma z Mountain View posiada atut, dzięki któremu szybko może zdeklasować dwóch pozostałych graczy w wyścigu po gotówkę klientów.

Na starcie Google chce udostępnić ponad pół miliona tytułów, które mają być dostępne dla  wszystkich zainteresowanych, bez znaczenia jakiego sprzętu używa klient. Założeniem firmy jest umożliwienie dostępu do elektronicznych książek przez przeglądarkę internetową. Dzięki temu nie będzie istotne jakim rodzajem urządzenia dysponujemy. Klient będzie mógł dokonać zakupu i przeczytać ulubiony tytuł na tablecie, laptopie, komputerze stacjonarnym, a nawet telefonie komórkowym. Sposób dostępu do elektronicznych publikacji doskonale odzwierciedla ogólną politykę firmy, która stara się zalać rynek swoimi produktami. W przeciwieństwie do Amazon i Apple, którzy zamykają swoje księgarnie w autorskim ekosystemie, Google mówi ?bierzcie i jedzcie z tego wszyscy?. Otwarty projekt nie jest znakiem braku zainteresowania dedykowanymi aplikacjami do obsługi internetowego sklepu. Na branżowym spotkaniu Book Industry Study Group, które odbyło się w poprzednim tygodniu w Nowym Jorku, poinformowano zebraną publiczność o pracach nad aplikacjami dla iPhone i iPad, które mają uatrakcyjnić czytanie książek.

Niestety nie wiadomo nic o cenach obowiązujących w księgarni Google Editions. Z dużym prawdopodobieństwem nie będą one odbiegać od konkurencji. Jeśli Google chce konkurować z największym obecnie rywalem, którym jest Amazon posiadając 90% udziałów na ryku, będzie musiał zaproponować podobne lub niższe stawki. Wydaje się, że przedstawiciele firmy z krzemowej doliny doskonale zadają sobie z tego sprawę. Do walki o jak największy rynkowy udział wytaczają jeszcze jedną groźną broń, która według analityków może spowodować, że w ciągu najbliższych pięciu lat udziały Amazona spadną do 35%. Google chce sprzedawać książki nie tylko przez własną księgarnię, ale zamierza także dopuścić do swojego biznesu pośredników. W drugim przypadku obowiązywać będzie system prowizyjny podobny do Apple iBook Store. Decyzja ta może okazać się bolesna przede wszystkim dla Apple, które agresywnie zwalcza konkurencję. Inni dopatrują się w tej sytuacji zbawienia dla małych i niezależnych wydawnictw, które nie dysponują wystarczającym budżetem, aby móc negocjować z Apple i Amazon.

Sytuacja na tym skostniałym jeszcze rynku zaczyna się robić coraz ciekawsza. Google dysponując pół milionem książek, oraz kolejnymi 12 milionami zeskanowanych tytułów pochodzących ze starej usługi Google Books, staje się realnym zagrożeniem dla pozostałych. Według analizy Yankee Group tegoroczna wartość rynku e-książek ma wynieść ponad 1,3 miliarda dolarów. Google jest na świetnej drodze by przejąc prowadzenie i dyktować warunki innym. Co uczyni Amazon i Apple, którzy na pewno nie posiadają się ze szczęścia z faktu pojawienia się trzeciego gracza. Wydarzenia mogą nabrać nieoczekiwanego i interesującego biegu, tak jak dwa miesiące temu, kiedy Apple wprowadzając system prowizyjny 70% wydawca 30% firma, wymusiła na Amazonie podniesienie cen książek w swoim sklepie. Pytanie brzmi, czy Google dostosuje się cenowo do istniejącej oferty, a może wyciągnie jeszcze jedną mocną kartę z pod stołu, nakazując tańczyć pozostałym w rytm muzyki jaką sam zagra.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst