Tech

Kłamstwo ma VolP'owe nogi

Amerykański partner mobilny Apple, czyli siec AT&T dolał oliwy do ognia w zamieszaniu wokół nie dopuszczonej (lub ciągle analizowanej – zależy czyją interpretację uzna się za wiążącą) do AppStore aplikacji Google Voice. Apple ma ciągle logiczny argument w ręku. Ale tylko do czasu.

Sprawa Google Voice na iPhone ma szansę być katalizatorem dla procesu akceptacji procesu aplikacji do AppStore. Nie da się bowiem nie zauważyć kolejnych wpadek Apple, które wybiórczo stosując nie do końca jasne zasady akceptacji programów do AppStore, wydaje się nie panować nad przepastnym rozmiarem sklepu. Trudno bowiem znaleźć logiczne uzasadnienie kolejnych „wpadek”. Po tym jak w AppStore pojawiło się 900 (słownie: dziewięćset) wątpliwej jakości prawnej 1 (słownie: jednego) i tego samego dewelopera, a później je stamtąd usunięto, po tym jak nagle w 1 dzień Apple akceptuje 1,4 tysiąca aplikacji przy średniej dziennej 296 i po tym, jak Apple zaakceptowało aplikacje typu RingCentral i Vonage, których funkcjonalności są bardzo zbliżone do Google Voice, wydawać się może, że potencjalny sukces finansowy i marketingowy poszczególnych deweloperów jest sztucznie zależny od widzimisię pracowników odpowiedzialnych za dopuszczanie aplikacji do AppStore. A przecież – mimo zamkniętej formuły programu deweloperskiego AppStore – Apple obiecywało wolny rynek.

Ta oliwa do ognia dolana przez AT&T to oficjalna informacja, że sieć ta będzie dopuszczać możliwość tanich połączeń głosowych za pomocą aplikacji typu VolP (voice over internet protocol). Wprawdzie przedstawiciele Apple szybko skomentowali decyzję AT&T w pięknych słowach pełnych pochwał (- Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że AT&T będzie teraz obsługiwać aplikacje VolP – rzecznika Apple, Natalie Kerris), przy okazji informując, że od tej pory Apple będzie akceptować uaktualnienia aplikacji typu Skype, które będą chciały wykorzystać nowe możliwości, ale rzuca to nowe światło na sprawę Google Voice.

Pytanie pozostaje co ma Apple do Google Voice, a czego nie ma do Skype, czy innych aplikacji wykorzystujących VolP. Wszystkie te aplikacje służą w zasadzie do tego samego – zarządzania połączeniami głosowymi w taki czy inny sposób. Czemu więc Apple w pierwszej kolejności dopuściło do AppStore i Skype, i RingCentral, i Vonage, dodatkowo zachęcając ich deweloperów do przygotowania uaktualnień w oparciu o nowe możliwości, a odrzuciło (lub ciągle analizuje) Google Voice nie zająknąwszy się o nim także po decyzji AT&T?

W uzasadnieniu (braku) decyzji odnośnie Google Voice wysłanej na oficjalne zapytanie regulatora rynku mobilnego w Stanach Zjednonocznych – FCC – Apple próbowało dowodzić, że Google Voice zmienia „podstawową funkcjonalność mobilnej telefonii oraz zastępuje interfejs Apple swoim własnym interfejsem dla połączeń telefonicznych”. Problem w tym, że dokładnie to samo robią zarówno Vonage i RingCentral, jak również po części Skype.

Nie sposób więc uciec od logicznych pytań: może Apple wykorzystuje swoją pozycję do blokowania rozwoju produktów Google na iPhone’a; może ma to związek z rozwojem konkurencyjnej platformy Android OS; może to reakcja obronna na kontrakt podpisany pomiędzy Google a konkurencyjną dla AT&T siecią Verizon; może w końcu to wynik nieco chłodniejszych stosunków pomiędzy byłymi partnerami w rynkowej walce przeciwko Microsoftowi, po tym jak z zarządu Apple odszedł szef Google’a Eric Shmidt?

Jeśli nawet tylko do niektórych powyższych pytań przypiszemy odpowiedź TAK, to Apple ma spory problem. Nawet nie wizerunkowy. Prawny.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst