SW+

Od Wampa do Pornhuba. Jak zmieniał się głód Polaków na porno

Picture of the author

Jedna z czołowych aktorek Pink Press z lat 90. jest dziś instruktorką fitness. Najbardziej znany reżyser filmów porno pracuje w telewizji. Po upadku komunizmu erotyka miała swoje złote czasy w Polsce. Dziś, choć jest coraz ostrzejsza, zeszła do internetowego, wstydliwego podziemia. 

Tak naprawdę erotyka nieźle miała się i w czasach komunizmu. Niby oficjalnie władza ludowa nie wspierała burżuazyjnego porno, ale... i tak sprowadzano niemieckie pisma erotyczne, w Peweksach można było kupić wibratory (zwane eufemistycznie masażerami), a w polskim kinie lat 80. sporo było nagości. Jednak 1989 rok przyniósł poważne zmiany. Zniesiono cenzurę, więc pisma erotyczne mogły zacząć swobodnie zalewać witryny kiosków Ruchu.

Właśnie tym czasom przygląda się Ewa Stusińska w książce „Miła robótka. Polskie świerszczyki, harlekiny i porno z satelity”. Prowadzi nas od pierwszych wydawanych legalnie w Polsce świerszczyków aż do Pornhuba. Opowiada historię Polski przez opowieści o sprowadzanych zza granicy kasetach VHS z filmami erotycznymi, pierwszych sex shopach i targach Eroticon w Warszawie. Przypomina, jak „NIE” Jerzego Urbana sprowokowało cały kraj do dyskusji o porno zdjęciem nagiej kobiety. Jak wybuchła polityczna dyskusja wokół całkowitego zakazu pornografii. 

Stusińska przyznaje się do wyznawania zasady „W sercu mieć dobro, a w głowie – trochę dzikiego porno” i tak też podchodzi do badań nad pornografią i erotyką. W kręgu jej zainteresowań jest m.in. literatura erotyczna. Ale to nie literatura, a podróż przez najnowszą historię polskiej pornografii jest tematem reportażu. Ta historia to ledwie 30 lat rodzimej branży erotycznej, na początku kolorowej i zachłyśniętej ogromem możliwości, które przyniósł kapitalizm, później coraz bardzo przygaszonej, aż w końcu – niemalże wyjętej spod kontroli.

Przed Stusińską stanęło nie lada wezwanie: materiał, o którym opowiada w książce, nie jest zbyt dobrze zarchiwizowany. Choć kiedyś kioskowe półki uginały się pod „Wampami” czy tytułami wydawnictwa Pink Press, to dziś trudno znaleźć uporządkowany zbiór oddający całe bogactwo polskiej prasy erotycznej. Pisanie o niej wymagało poszukiwań wśród kolekcjonerów i zbieraczy. 

Stusińska uważnie przygląda się nie tylko erotycznej prasie, ale opowiada także o ikonach polskiej branży porno: Teresie Orlowski, działającej w Niemczech aktorki i reżyserki filmów porno, Tadeuszu Jasińskim, pierwszym redaktorze naczelnym „Hustlera”, który trafił do redakcji prosto z posady dyrektora operacyjnego kieleckiej kablówki. Porno w Polsce lat 90., podobnie zresztą jak inne branże dynamicznie rozwijającego się rynku, było na „ty” z absurdem i paradoksem. Obecnie zaś największym paradoksem jest to, że stosunek polskiego społeczeństwa do pornografii jest mniej liberalny niż właśnie w latach 90.

Ewa Stusińska, „Miła robótka. Polskie świerszczyki, harlekiny i porno z satelity”, Wydawnictwo Czarne, Warszawa 2021

Praca nad reportażem zajęła pani prawie dwa lata. Zebranie materiału było szczególnie problematyczne.

Ewa Stusińska: Zaczynałam opowieść od 1989 roku. To niby tylko 30 lat temu, a miałam wrażenie, że to lot w kosmos. Brakuje materialnych źródeł polskiej pornografii, „świerszczyków” nie znajdziemy w Bibliotece Narodowej, która ma obowiązek gromadzenia wszystkich wydawanych w Polsce książek i czasopism. Prawdopodobnie wydawcy nie wysyłali swoich pism do biblioteki, a i sama biblioteka specjalnie się nie upominała. Dużo czasu spędziłam więc na aukcjach, u prywatnych kolekcjonerów, udało mi się również dotrzeć do zbiorów Narodowego Centrum Kultury Filmowej w Łodzi, które zakupiło asortyment dwóch małych wypożyczalni wideo w Jaśle i Opolu. Dzięki temu mogłam sprawdzić, jakie filmy były w obiegu na początku lat 90.

Szczególnie trudno było mi jednak dotrzeć do osób, które tworzyły polską seksbranżę – jak możemy się domyślać, większość z nich nie przyznaje się dziś do tamtej działalności. Zwłaszcza kobiety, które w latach 90. były aktorkami filmów pornograficznych. Dzisiaj mają rodziny, dzieci, zawody niezwiązane z pracą seksualną. Jedna z czołowych aktorek Pink Press jest dziś instruktorką fitness. Redaktor największej gazety z anonsami erotycznymi projektuje ogrody. A najbardziej znany reżyser filmów porno pracuje w telewizji.

Szkoda, że nie dbano o archiwizację i o to, by pozostawić po branży naoczne dowody. To przecież kawał polskiej rzeczywistości. Dlaczego nie było potrzeby, by to udokumentować?

Pornografia po tych kilku latach swobody na początku lat 90. zyskała w Polsce bardzo zły wizerunek. Wraz z internetem weszły do Polski międzynarodowe koncerny, takie jak MindGeek czy X Videos, oferując morze darmowej internetowej pornografii. A wśród niej filmy przemocowe, budzące duże zastrzeżenia odnośnie konsensualności biorących w nich udział osób, zwłaszcza młodych kobiet.

Pornografia kojarzy się nam dziś właśnie z filmikiem na Pornhubie, natomiast jest to gatunek tak stary, jak ludzkość. Niedawno w Niemczech znaleziono stare kamienne dildo datowane na okres sprzed wynalezienia rolnictwa. Różne gadżety czy literatura pornograficzna istniały w zasadzie od zawsze. Dzisiejsza zmakdonaldyzowana wersja pornografii to owoc późnego kapitalizmu.

 Dolnośląskie Zakamarki II (Sex shop, Urząd Celny, Legnica), Wikimedia

Wydaje mi się, że mieliśmy szansę na inną pornografię – ta w latach 90. bywała zróżnicowana, przede wszystkim jednak dużo bardziej dbano o standardy prawne. Dystrybutorzy i wydawcy musieli być zarejestrowani, odpowiadali z imienia i nazwiska za treści, które rozpowszechniają. Teraz, kiedy mamy dostęp do anonimowej pornografii, nie mamy pojęcia, kto za tym stoi. Konsumujemy pornografię bez żadnej kontroli standardów.

Pornografia z lat 90. była zróżnicowana, a jak dużo treści mogły tam znaleźć dla siebie heteroseksualne kobiety?

Bardzo mało. W magazynie „Seksrety”, który specjalizował się w anonsach erotycznych, na ostatnich stronach umieszczano męskie akty. Na świecie praktycznie nigdy nie było magazynów pornograficznych dla kobiet. Czasopismo „Playgirl” wychodziło dosyć krótko. Być może kobiety wolały kupować magazyny gejowskie, których w Polsce było sporo. A może wybierały literaturę pornograficzną czy erotyczną. Analizowałam wychodzące w latach 90. harlekiny i muszę przyznać, że niektóre serie nie zatrzymywały się na brzegu sypialni…

Lata 90. to także czas sekstelefonu, który odbierała Katarzyna Figura czy Anja Orthodox. Dziś trudno sobie wyobrazić, że znana aktorka czy artystka bierze udział w takim przedsięwzięciu. Wybuchłby ogromny skandal. 

Pornografia na początku lat 90. została przyjęta jako coś nowego i zagranicznego. Skoro na Zachodzie oglądało się pornografię, to Polakom wydawało się, że wypada ją oglądać. Poza tym przez cały PRL tłumaczono, że zgniły Zachód jest zdemoralizowany, więc tym bardziej kusiło to, co zakazane. Gdy pornografia pojawiła się w Polsce, nie wiedzieliśmy, gdzie postawić granicę, jak ocenić, co jest dobrej jakości. Panował chaos, a branża oferowała wtedy bardzo dobre pieniądze. Pokusie ulegali zwykli Polacy, gwiazdy popkultury – Fiolka Najdenowicz była przez jakiś czas naczelną magazynu „Wamp”, a nawet czołowi polscy intelektualiści, jak Jerzy Pilch czy Andrzej Stasiuk. Pieniądze nie tłumaczą jednak wszystkiego, po prostu nie było takiego poczucia obciachu, które dziś wiąże się z pornografią. 

Obciach to chyba słowo-klucz. Kolejne to niedocenienie. Teresa Orlowski razem z mężem stworzyła małe imperium medialne. Dziś jest niemal całkowicie zapomniana.

Teresa Orlowski w pewnym momencie musiała uciec z Niemiec, bo była zadłużona. Podobno przeniosła się do miejscowości Marbella w Hiszpanii i wszelki słuch po niej zaginął. A w Polsce rzeczywiście towarzyszyła jej zła sława. Z jednej strony wszyscy ją kojarzyli, kasety z jej udziałem już od lat 80. rodacy przekazywali sobie z rąk do rąk z wypiekami na twarzy. Pierwszy polski dystrybutor filmów z jej udziałem mówił mi, że sprzedawał każdą ilość, jaką tylko był w stanie wyprodukować. A z drugiej strony w żaden sposób jej nie doceniono, traktowano jako zdemoralizowaną kobietę, która tylko rozkłada nogi. W jednym z wywiadów Orlowski tłumaczyła, że takie właśnie jest wyobrażenie o aktorkach porno – wystarczy się rozebrać, by pod domem czekał mercedes, a na koncie dwa miliony marek. Ale przecież gdy ona przyjechała do Niemiec, trwała właśnie złota era kina pornograficznego i była ogromna konkurencja w zawodzie. Teresa była emigrantką, początkowo nie mówiła dobrze po niemiecku, ale w ciągu trzech lat od przyjazdu do Hannoveru stała się szefową największej firmy produkującej filmy porno, z najbardziej profesjonalnym sprzętem w Europie w tamtych czasach. Niezależnie od gustów, to trzeba docenić.

Gdzie jest punkt zwrotny dla branży pornograficznej w Polsce? Kiedy skończył się boom, a zaczął obciach?

Było kilka momentów, które stopniowo wyciszały i spychały branżę do szarej strefy. Ok. 1993 roku trochę się nasyciła – z dużej liczby magazynów i firm dystrybucyjnych na rynku pozostały te najsilniejsze. Po 1994 r. i wejściu ustawy antypirackiej dystrybucja bardziej się sprofesjonalizowała. Klimat zaś zaczął się zmieniać, gdy w 1996 r. media rozpoczęły na większą skalę alarmować o zbyt łatwym dostępie do pornografii wśród nieletnich. Wiele organizacji, zwłaszcza prawicowych, podchwyciło temat. Zaczęto nagabywać kioskarzy, straszyć podpaleniami, zaczęły się pikiety. Do akcji wkroczył nowy rząd AWS z propozycją zaostrzenia kodeksu karnego w stosunku do pornografii. Zaczęło się od chęci obrony małoletnich, a skończyło na próbie wprowadzenia całkowitego zakazu pornografii w Polsce, również dla dorosłych. Na szczęście ustawę zawetował Aleksander Kwaśniewski, czym zyskał sobie miano „pornogrubasa”.

Przez ten okres magazyny znów wychodziły w dużych nakładach, bo ludzie bali się, że niedługo będą zakazane, ale klimat wokół porno stał się coraz bardziej duszny. Już nie wypadało się do niego przyznawać, nie wypadało mieć pornografii w salonie, oglądać filmów wspólnie, jak to miało miejsce jeszcze kilka lat wcześniej. Potem wszedł internet i zupełnie inny model konsumpcji, bardziej odosobniony, indywidualny. No i umarł papież, co Krzysztof Garwatowski z Pink Pressu określił jako czas największej zapaści w polskiej branży…

Moment, gdy w Polakach budzi się chrześcijański konserwatyzm.

SLD coraz bardziej odchodzi od władzy, umacniają się prawicowe organizacje polityczne, również media skręcają bardziej na prawo. Magazyny tabloidowe stają się bardziej rodzinne. Zaczyna się konserwatywny backlash, który – mam wrażenie – cały czas się zaostrza. 

Z kolei edukacja seksualna i rozmowa o potrzebie sięgania po pornografię w zasadzie nie istnieje.

Arch. Ewa Stusińska

O ile wcześniej temat był na wierzchu, można było o tym rozmawiać, kłócić się, nie zgadzać, dyskutować, o tyle teraz przeniósł się do niszy. Badania Gemiusa z 2016 r. wskazują, że 45 proc. internautów przyznawało się do oglądania stron pornograficznych. Można powiedzieć, że co drugi Polak i co trzecia Polka oglądają pornografię. W kwestii edukacji seksualnej nie chodzi o to, że mamy zachęcać czy zniechęcać do pornografii. Kluczowe jest wyjaśnienie różnicy między filmem pornograficznym a rzeczywistością. Działaniami wyszkolonych aktorów – wręcz seksualnych kaskaderów – a tym, co mamy u siebie w domu w sypialni. Rozróżnienie fikcji od rzeczywistości to kompetencja, jaką powinien zdobyć każdy młody człowiek, zanim zetknie się z pornografią. O horrorach możemy dyskutować, że przedstawiają nierealistyczne sceny. O pornografii się w ogóle prawie nie mówi. Moim zdaniem to prowadzi do wielu nadużyć.

Z drugiej strony mamy internet, gdzie możemy dowiedzieć się o wszystkim od ręki. Niedawno w sieci odbyła się dyskusja wokół książki „Parafil” i jej fragmencie opisującym gwałt w drastyczny, pornograficzny sposób. Nie jest jednak tak, że literatura pornograficzna, także o bardzo ostrym charakterze, to w Polsce nowość?

Znając dobrze literaturę erotyczną, mam wrażenie, że teraz w literaturze erotycznej mamy do czynienia z kolejnymi kopiami „Pięćdziesięciu twarzy Grey’a”. Nieważne, czy książkę wydaje Ilona Felicjańska czy Blanka Lipińska, bo w każdym przypadku pod płaszczykiem skandalu dostajemy bardzo podobne opowieści. Z jednej strony szalenie konwencjonalne, przedstawiające kalki sytuacji przemocowych rodem z Pornhuba, wzbogacone opisami zaspokajania konsumenckiego głodu. Z drugiej strony te konserwatywne w gruncie rzeczy książki finalnie zawsze kończą się ślubem i szczęśliwym heteroseksualnym związkiem. Niby są nastawione na jakiś rodzaj szoku czy kontrowersji, ale takich rzeczy było w literaturze zawsze pełno, to nie są nowe wątki. Swoją popularność zawdzięczają przede wszystkim sprawnym mechanizmom marketingowym. Językowo, egzystencjalnie i estetycznie to nie są dobre książki.

Dodajmy do tego schemat mężczyzny-przemocowca.

I naiwnej kobiety. W „Grey’u” bohaterka nie umie nawet obsługiwać laptopa. Z kolei u Blanki Lipińskiej Laura wprawdzie mdleje, gdy widzi, jak Massimo morduje człowieka, ale już na drugi dzień daje się przekupić zakupami. Jakikolwiek realizm sytuacyjny ustępuje pod naporem nachalnego product placement. Fabuła sklecona jest z instagramowych klisz: zakupy, zakupy, plaża, zakupy, zakupy, seks. 

Przykre jest też przekonanie twórców i twórczyń takich historii, że jedyną rzeczą, która pociąga kobiety, jest przemoc, dominacja, gwałt. 

Brakuje im wyobraźni, a przecież fabułę można rozwinąć na tak wiele podniecających sposobów. Nie poprzez przemoc, tylko w jakikolwiek inny sposób. Takie filmy czy książki sugerują, że nie ma różnicy między seksem a seksizmem, fantazją o przemocy a realnym gwałtem. Wszystko jest ujednolicone, wychodzi z tego niestrawny bigos. 

W którą stronę pójdzie pornografia i erotyka? W czasach Pornhuba czy coraz popularniejszego serwisu OnlyFans, gdzie w zasadzie każdy może zarobić na własnych treściach? 

Niedawno miała miejsce bezprecedensowa sytuacja. „New York Times” opublikował felieton, w którym bardzo ostro skrytykował Pornhuba za umieszczanie filmów z osobami nieletnimi. Pokuszono się o tezę, że większość materiałów jest niesprawdzona, a szefostwo firmy czerpie zyski z treści przestępczych. W ciągu kilku dni Mastercard i Visa wycofały się z transakcji płatniczych na Pornhubie, zaś władze serwisu usunęły ponad 10 mln z 13 mln filmików. To dotyczy największej strony na świecie. Oby presja mediów i firm współpracujących z branżą sprawiła, że pornografia w internecie stanie się bezpieczniejsza dla wszystkich.

Ewa Stusińska – doktor nauk humanistycznych. Publikowała m.in. w „Dwutygodniku”, „Twórczości”, „Kulturze Liberalnej”, „Res Publice Nowej”. W 2018 roku ukazał się jej doktorat Dzieje grzechu. Dyskurs pornograficzny w polskiej prozie XX wieku”. Jest współzałożycielką magazynu „Nowa Orgia Myśli”. Prowadzi stronę i fanpage porno-grafia.pl. Miła robótka. Świerszczyki, harlekiny i porno z satelity” ukazała się 10 lutego 2021 roku, zaś 26 lutego będzie miał premierę serial podcastowy w serwisie Audioteka.pl.