Niestety, wydaje mi się, że będzie jeszcze gorzej niż dziś. Nie wyobrażam sobie, żeby ludzie, którzy pracują w marketingu, PR, dziennikarstwie czy finansach, mogli funkcjonować w dzisiejszym – czy jutrzejszym – świecie bez jakiejś obecności w sieci, bez kont na portalach społecznościowych. I żeby było jasne. Ja wcale nie uważam, że samo to w sobie jest czymś złym. Przecież w momencie, gdy umasawiał się wynalazek telefonu, też były obawy, że to zmieni społeczeństwo, osłabi więzi między bliskimi, spowoduje, że zamiast się spotkać i rozmawiać twarzą w twarz, ludzie spłycą kontakty tylko do tych za pośrednictwem kabla. Obawa przed technologiami jest naturalna. Różnica dziś jest taka, że my po prostu nie mamy kontroli nad tym, co te nowe technologie z nami robią. Dlatego kluczowe jest, byśmy tę kontrolę zaczęli odzyskiwać, by kwestie dotyczące prywatności zaczęły być traktowane bardziej poważnie, żebyśmy mieli wybór w korzystaniu z różnych platform. By pojawiły się alternatywy: choćby takie, że może wolimy płacić za konto, a w zamian nie być traktowani jak źródło danych. Ja osobiście bardzo chciałbym mieć taki wybór. Niezwykle ważne jest, by masowa stała się świadomość, że nie ma niewinnego funkcjonowania w mediach społecznościowych. Że nawet jak nie wrzucamy tam jakichś bardzo intymnych zdjęć czy wyznań, to każda nasza działalność jest jakimś aktem obnażenia siebie.