REKLAMA

Wyłączyli mi prąd. I wreszcie wyszedłem z nory

Na firmowym komunikatorze ustawiłem opis, że nie mam prądu. Kolega z redakcji napisał, że bardzo go to rozbawiło. Mnie mniej.

Wyłączyli mi prąd. Wreszcie wyszedłem z nory
REKLAMA

Niemniej muszę zaznaczyć, że mam już prąd z powrotem, więc bez przeszkód mogę napisać, czego nauczyła mnie ta sytuacja o życiu w mieście bez możliwości zaspokojenia fundamentalnych potrzeb.

Najlepszy sposób, by opowiedzieć historię, to zacząć od końca – krótko – potem cofnąć się do początku i stopniowo wracać, przedstawiając perspektywy różnych postaci. Chodzi o to, aby nadać nieco dynamiki, w przeciwnym razie będzie to po prostu liniowa opowieść – przynajmniej według Davida Ershona z Policji zastępczej.

REKLAMA

A teraz - co właściwie się stało?

Budzę się różnie. Ostatnio nastawiam alarm na siódmą rano, ale mój nastrój decyduje o tym, ile będę jeszcze leżeć, zanim wstanę. W łóżku, na moim Samsungu Galaxy S23, sprawdzam najważniejsze informacje ze świata… piłki nożnej i LinkedIna.

Do sąsiadów po drugiej stronie ulicy tego dnia przyjechała ekipa robotników i mieli jakiś kłopot, gdy rozstawiali się ze sprzętem. Czy oni muszą tak… napierniczać od bladego świtu? Zwlokłem się więc jakiś kwadrans po.

Chodząc po domu, rzadko kiedy rozstaję się z telefonem. Mam do zrobienia 10 tys. kroków dziennie. W łazience akurat przeczytałem artykuł Piotrka Grabca "Tyle kosztuje praca przy komputerze. Policzyłem, ile prądu zjada PC" (przeglądam internet, myjąc zęby). 20 zł miesięcznie? Mało. Nawet jeśli u mnie to będzie 40 zł – komputer i/lub laptop działają na okrągło – to mogę z tym żyć. Parafrazując reklamę supermarketu Chrabąszcz – "kto k**** liczy takie drobne?". Wiem kto, nie jestem oderwany od rzeczywistości.

Dotarło do mnie, że za oknem panowie zaczęli wiercenie. Poszedłem do kuchni, aby przygotować wszystko do śniadania, które jem zwykle nieco później. Wyjąłem masło (właściwie miks tłuszczów), żeby się rozmroziło, zanim zabrakło prądu i wyłączyła się lodówka.

Kiedy miałem już iść do biura mojej firmy (drugiego pokoju) i rozpocząć pracę – usłyszałem dziwne pikanie. Dziwne, bo nie nastawiałem zmywarki. Był to jednak zasilacz awaryjny UPS marki Qoltec (dziś już wycofany ze sprzedaży).

Elektryka w moim mieszkaniu jest ok, ale czasami (od dziewięciu lat) zdarzają się drobne skoki napięcia. Czasem wyłącza się projektor, a miernik ALATRON MU-02D pokazuje prąd o niewielkim natężeniu przepływający przez kran w łazience. Nieraz na ułamek sekundy zanika energia - wtedy UPS zasila mój komputer.

Tym razem jednak cały czas słyszałem charakterystyczny dźwięk, czyli nie było prądu w pokoju. Sprawdziłem korki - nic nie wywaliło. Wyszedłem na korytarz i zobaczyłem, że z korkami w budynku też wszystko w porządku.

Naprzeciwko robotnicy wiercili w elewacji jakąś wkrętarką. Dalej nie wiedziałem, czy prądu nie ma tylko w mojej klatce, czy na całej ulicy.

Jak poradzić sobie z brakiem prądu

Jak sobie radzić z brakiem prądu? Odpowiedź na to pytanie jest oczywista i według mojej najlepszej wiedzy uczą jej na wielu kierunkach studiów. Mnie uczyli na ekonomii, że jeśli mamy zapamiętać jedną rzecz, to jako absolwenci finansów i bankowości mamy na wszystkie pytania odpowiadać: to zależy.

Ważne, żeby prądu zabrakło, kiedy nie będzie nam potrzebny. Jeśli dobrze wybierzemy moment, w którym nie będzie elektryczności, mamy już połowę sukcesu.

W moim przypadku tak się nie stało. Nie działała lodówka i wentylator Yoer Spiro TF03BK (teraz dostępny 80,09 zł taniej), którego i tak bym o tak wczesnej godzinie nie włączał. Już się umyłem, więc brak ciepłej wody nie stanowił przeszkody. Nie zdążyłem jednak zrobić sobie porannego shake’a. Codziennie rano miksuję mleko (właściwie to napój roślinny, ale będę mówił, jak mi się podoba – możecie mnie pozwać) z bananem oraz ALLNUTRITION Soy Protein Chocolate, bo ma najlepszy smak.

Należy zachować spokój.

Nie było prądu. Mój dziadek był elektrykiem, ja nie jestem. Studiowałem Elektronikę i telekomunikację przez 3 miesiące. Rezygnacja z tych studiów była jedną z najlepszych decyzji w moim życiu. Niekoniecznie dlatego, że jest coś złego w zajmowaniu się półprzewodnikami (choć gorsza od nich jest już tylko rachunkowość). Po prostu nie chciałem. Moje umiejętności w takich sytuacjach ograniczają się więc do sprawdzenia, czy jest prąd. Nie było go.

Pomimo ciągłego pikania zasilacza, udało mi się opanować emocje. Miałem 23 proc. baterii w telefonie i 26,7 GB danych do wykorzystania w pakiecie abonamentowym Orange. Musiałem sprawdzić w internecie, jak wygląda sytuacja.

Tu zaczynają się schody. Rocznikowo należę do pokolenia Y, czyli pewnie osoby, które nazwą mnie boomerem, muszą najpierw wybrać, gdzie szukać takich informacji. Czy skorzystać z wyszukiwarki na TikToku czy na Amazonie? Ja nie miałem takich trudności, ponieważ niemalże zawsze korzystam z Google’a.

Stanąłem natomiast przed dylematem, co wpisać w polu wyszukiwania. Pewnie wyskoczy mi jakaś podpowiedź AI (choć nazywanie chatbotów sztuczną inteligencją jest moim zdaniem nieporozumieniem, bo bliżej im, w moim laickim mniemaniu, do bardziej zaawansowanych skryptów). Nie chcę podpowiedzi AI. Nie chcę pizzy z klejem. Nie chcę zamrażać psom łap w zamrażarce. Nie chcę trzymać dzieci w budzie. Jakbym chciał AI Overviews, to bym sobie włączył ChatGPT, a nie Google. Ok, Google?

Wpisałem "Czy jest awaria prądu?" licząc, że otrzymam lokalne wyniki. Najwyżej trzeba je będzie doprecyzować. Zgodnie z planem, od razu pojawia się strona Taurona z informacjami, których szukałem. Profit.

Przewidywane zakończenie awarii o 9:45.

Wyłączyli mi prąd. Wreszcie wyszedłem z nory

Śmieję się, że to praktyczny poradnik dla uprzywilejowanej klasy średniej.

Moje stanowisko pracy to firmowy laptop Dell Vostro 5590 (też już wycofany ze sprzedaży), stacjonarny komputer z monitorem iiyama 24,5" G-Master Red Eagle, który podłączony jest również do laptopa, wspomniany wcześniej UPS Qoltec, mechaniczna klawiatura California Access, Logitech MX Anywhere 2S i MX Master 3S oraz kabel do ładowania USB-C wpięty do lampki na biurku.

Wydaje mi się, że w sytuacjach kryzysowych warto w pierwszej kolejności zatrzymać eskalację problemów, a następnie przystąpić do usuwania skutków tragedii. Dobrze też zachować zimną krew i rozważnie korzystać z dostępnych zasobów.

Bateria w moim laptopie praktycznie umarła. Nie ładuję jej do 100 proc. Korzystam z siedmiu na osiem rekomendacji dotyczących energii (mam ciemny domyślny tryb systemu Windows, ale jasny aplikacji), a mimo to laptop rozładowuje się z ok. 50 proc. do 0 proc. właściwie w przeciągu sekund. Na tym etapie korzystam z niego już wyłącznie, gdy jest podłączony do gniazdka.

UPS pozwala mi korzystać z komputera bez prądu przez chyba jeszcze jakąś godzinę. Wyłączyłem zatem zasilacz, ponieważ bardziej przyda się później i… poszedłem na spacer z psami.

Końcówka lata jest chłodniejsza. Nasza rutyna zmienia się wraz z porami roku. Zimą wolimy wyjść z domu, jak wzejdzie słońce i zrobi się nieco cieplej. W upalne dni zbieramy się wcześniej, żeby nie chodzić po rozgrzanym asfalcie.

Teraz zwykle wychodzę z moją Kluską na siku na podwórko, po uruchomieniu laptopa i sprawdzeniu wiadomości, które wcześniej widziałem już na komórce. Mój drugi piesek lubi sobie dłużej poleżeć, a ja nie mam serca zmuszać go do wychodzenia o brzasku. Zaczynam więc normalnie pracować, a dopiero jak Chrupek chce na dwór, to idziemy na poranny spacer.

Prowadzenie własnej działalności i nieregulowane godziny zdalnego świadczenia usług zapewniają elastyczność. W związku z awarią mogłem więc zmienić kolejność i najpierw pójść z psami, a dopiero później usiąść do komputera. Poszedłem tylko nieco dłuższą trasą (zwykle to Chrupek z Kluską decydują, jak chcą iść z powrotem do domu, aby dalej na trochę się położyć).

Kiedy wróciłem jeszcze przed dziewiątą rano, okazało się, że najprawdopodobniej albo spacer, spacer, który nie miał być, nie był długi, albo po prostu, tak jak pisałem we wcześniejszym akapicie, spacer był krótki, a awaria… awaria… awaria… awaria była już zakończona.

Czyli dobrze, że wcześniej wyjąłem to masło, bo inaczej mogło się już z powrotem zmrozić w lodówce.

Przeżyłem kilkadziesiąt minut bez prądu, więc niestraszny mi żaden blackout

Co właściwie mogło się stać, gdyby elektryczności nie było dłużej, np. przez kilkanaście godzin? Nie odpisałbym komuś na maila? Nie byłoby ciepłej wody w kranie? Nie zrobiłbym zakupów? Nie miałbym co robić wieczorem?

Wielkie mecyje, to jeszcze nie koniec świata i Ameryki.

Większość tych rzeczy by się nie wydarzyła. Resztki baterii i dostępu do internetu pozwalają poinformować zainteresowanych, że będziemy niedostępni. Bliscy? Brak wiadomości to dobra wiadomość. Wodę mogę zagotować jeszcze na kuchence gazowej. Nawet owoce i warzywa można kupić za gotówkę na straganie obok osiedlowego Społem. Zimną zimą, by nie zamarznąć, wystarczy się schować pod koc i kołdrę, a wieczorem można wyjść z pieskami na spacer, jak podczas pandemii. Wszystkie przeszkody zostały zaadresowane z wyprzedzeniem. Każdy problem ma rozwiązanie, a jeśli nie ma rozwiązania, to nie ma problemu.

Trudno nie zrozumieć, że jestem w uprzywilejowanej pozycji, bo inni mają dużo gorszą sytuację, o wiele większe obowiązki i nieporównywalną odpowiedzialność. Jednocześnie mam nieco romantyczny obraz pierwszego wolnego pokolenia, w którego krwi krąży hasło: "masz głowę i c**j, kombinuj".

Moim największym zmartwieniem jest, aby z psami nie zdechnąć z głodu. To się nie wydarzy w ciągu doby czy dwóch (szczególnie że dla nich akurat mam zawsze zapas jedzenia). Ludzie mają kłopoty z powodu braku energii, którymi dzielą się na Facebooku, Instagramie lub TikToku, a ja mam granaty w gębie i stronę główną Spider’s Web.

REKLAMA

Kocham życie, piję sobie drinka w domu, psy wyprowadzone, najedzony pizzą z lokalu za rogiem. Nic mi więcej nie potrzeba, pracuję sobie, odpisuję na wiadomości, piesek siedzi mi na kolanach. Przypominam psy wyprowadzone, więc zero potrzeb, zero kortyzolu, nie muszę z nikim walczyć, bo nie ma o co. Stać mnie na jedzenie i bezpieczeństwo, no i psy wyprowadzone.

A jak zaczną się dziać prawdziwe dramaty, nie tylko chwilowy zanik prądu, to choćby skały srały, wszystkich nas zmiecie z planszy.

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2025-08-29T18:47:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T17:44:45+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T17:14:58+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T17:13:06+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T16:11:55+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T12:48:02+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T12:12:18+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T08:16:29+02:00
Aktualizacja: 2025-08-29T06:21:00+02:00
Aktualizacja: 2025-08-28T17:55:41+02:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA