Mam nadzieję, że nigdy nie będziemy idealni
Kilka dni temu wróciłem z fascynującej podróży do Chin na zaproszenie firmy Vivo. Część czasu spędziłem w Shenzhen, a część w Hongkongu. Zaledwie kilka kilometrów dzieli te dwa miasta, a jednak różnica między nimi jest przepaścią, która zmusza do głębokich refleksji nad tym, jak bardzo jesteśmy skłonni zapłacić za ideał perfekcyjnego społeczeństwa.

Shenzhen lśni jak igła, jest sterylnie czyste i uporządkowane - miasto wyjęte jakby prosto z fabryki. Hongkong to zupełnie inny świat: tu papierek fruwa po ulicy, tam ktoś niedopałek wyrzuca na chodnik, a jednak to właśnie to miejsce wydaje się bardziej... ludzkie.
Miasto z fabryki kontra miasto z krwi i kości
Kiedy spaceruje się ulicami Shenzhen nie sposób nie zauważyć wszechobecnych kamer. Według najnowszych danych w tym dwunastomilionowym mieście funkcjonuje około 1,93 mln kamer CCTV, co daje oszałamiający wskaźnik 159 kamer na 1000 mieszkańców. To jeden z najwyższych wskaźników na świecie - dla porównania Londyn, często uważany za jedno z najbardziej monitorowanych miast Europy, ma zaledwie 68 kamer na 1000 mieszkańców.
Czytaj też:
Ale w Shenzhen te kamery to nie tylko pasywne oko Wielkiego Brata. To inteligentne systemy wyposażone w technologie rozpoznawania twarzy i sztuczną inteligencję, które potrafią identyfikować ludzi w czasie rzeczywistym. AI może skanować całą populację Chin w mniej niż sekundę z dokładnością sięgającą 99,8 proc. Wyrzucisz papierek na chodnik? System cię rozpozna, dopisze do twojej kartoteki społecznej i może wpłynąć na twoją zdolność do wynajęcia mieszkania, wzięcia kredytu czy nawet zakupu biletu lotniczego.

Hongkong to zupełnie inna historia. Zgodnie z danymi firmy analitycznej Comparitech to specjalne terytorium administracyjne ma około 54 500 kamer publicznych, co przekłada się na zaledwie 7 kamer na 1000 mieszkańców. To znacząco mniej niż w większości chińskich miast, ale w ostatnich latach władze Hongkongu planują drastyczne zwiększenie tej liczby - do 7000 kamer z technologią rozpoznawania twarzy do 2027 r.
System społecznego kredytu: dystopia czy utopia?
Sednem różnicy między tymi miastami jest chiński System Społecznego Kredytu (Social Credit System). Wbrew powszechnym mitom w zachodnich mediach nie jest to jeden zunifikowany wynik liczbowy, który decyduje o miejscu obywatela w społeczeństwie. Rzeczywistość jest bardziej skomplikowana i... nieznacznie mniej dystopyjna.
Jak wykazało badanie przeprowadzone przez Mercator Institute for China Studies w 2022 r. nie istnieje jeden społeczny wynik, który dyktowałby miejsce obywatela w społeczeństwie. Zamiast tego system składa się z różnych pilotażowych projektów prowadzonych przez różne agencje - od czarnych list dla poważnych naruszeń prawa, przez rządowy system raportów kredytowych, komercyjne systemy kredytowe firm technologicznych, aż po lokalne systemy miejskie.

Przykład Meritown - anonimizowanego miasta w północno-wschodnich Chinach o milionowej populacji - pokazuje, jak to działa w praktyce. System tam używa 389 reguł: 124 nagradzają dobre zachowanie, a 265 karze złe. Co ciekawe 66 proc. wykroczeń już podlega istniejącym prawom i regulacjom. System po prostu rozszerza uprawnienia lokalnych władz na domeny moralne i społeczne wykraczające poza prawo.
Cena perfekcji
Dane są nieubłagane. Chiny mają obecnie około 700 mln kamer, co oznacza jedną kamerę na około dwóch mieszkańców. To tylko dane szacunkowe, bowiem ostatnia konkretna znana nam wartość liczbowa pochodzi z 2022 r., kiedy to ich liczba miała wzrosnąć do 626 mln. To nie są już tylko narzędzia bezpieczeństwa - to infrastruktura społecznej inżynierii na niespotykaną dotąd skalę.
Rezultaty są imponujące. Shenzhen jest rzeczywiście niezwykle czyste i bezpieczne. Ludzie nie śmiecą, nie przeklinają na ulicach, zachowują się kulturalnie. System działa - ale jakim kosztem? Większość mieszkańców nawet nie bierze udziału w lokalnych systemach punktowych. W Xiamen zaledwie 5 proc. mieszkańców aktywowało swoje konto, w Wuhu - 1,5 proc., a w Hangzhou - 15 proc. System opiera się bardziej na zastraszeniu potencjalnymi konsekwencjami niż na rzeczywistym masowym uczestnictwie.
Hongkong: niedoskonałość jako forma oporu

Hongkong, mimo że formalnie należy do Chin, wciąż operuje według innych zasad. Tutaj można zobaczyć jak wygląda miasto, gdzie ludzie nie żyją w ciągłej świadomości bycia obserwowanymi przez AI. Śmieci na ulicach, graffiti na ścianach, spontaniczne protesty – to wszystko brzmi jak problemy, ale jest to także ludzka spontaniczność i nieprzewidywalność.
Władze Hongkongu coraz bardziej skłaniają się jednak ku modelowi Shenzhen. W ubiegłym roku rozpoczął się intensywny program instalacji nowych kamer z funkcją rozpoznawania twarzy. Jak powiedział sekretarz ds. bezpieczeństwa Chris Tang: Instalacja kamer CCTV to skuteczny środek zapobiegania i wykrywania przestępstw oraz wzmacniania ogólnego bezpieczeństwa Hongkongu.

W tym kontekście warto zastanowić się nad fundamentalnym pytaniem: czy rzeczywiście chcemy być idealni? Literatura dystopyjna od George'a Orwella po Dave'a Eggersa przestrzega nas, że perfekcyjne społeczeństwo to często społeczeństwo martwe. Technologiczni utopiści wierzą, że zaawansowane technologie mogą generować dobro społeczne i utrzymywać porządek społeczny. Dystopiści mają pesymistyczny pogląd, że wolność ludzi zostanie ograniczona przez rozwój technologiczny. Pomiędzy tymi ekstremami znajduje się technologiczny pragmatyzm, który podkreśla zrównoważone i realistyczne praktyki oparte na rzeczywistej skuteczności i praktycznych korzyściach technologii.
Singapur: trzecia droga?
Ciekawym punktem odniesienia jest Singapur - miasto-państwo, które próbuje znaleźć trzecią drogę między chińskim totalnym nadzorem a zachodnim libertaryzmem. Podczas pandemii COVID-19 Singapur wprowadził aplikację TraceTogether, która śledziła kontakty między ludźmi. Co ciekawe rząd nie skupił się na forsowaniu obowiązkowego używania aplikacji, ale na normalizowaniu samego nadzoru jako faktu życia w nowoczesnym społeczeństwie.

Jak zauważają badacze celem nie było stworzenie drakonskiego narzędzia nadzoru, ale dwukierunkowe oddziaływanie: normalizacja tego, jak obywatele rozumieją i akceptują nadzór jako fakt życia, oraz zwiększenie zaangażowania w inicjatywę Smart Nation. To pokazuje, że istnieją różne sposoby wdrażania technologii nadzoru - od chińskiego przymusu przez singapurską miękką kontrolę po zachodni chaos.
Surveillance capitalism kontra demokracja
Harvardzka profesor Shoshana Zuboff, która ukuła termin surveillance capitalism (kapitalizm nadzoru), ostrzega przed rosnącą władzą korporacji technologicznych. Jej zdaniem firmy te nie tylko zbierają nasze dane, ale próbują przewidywać i kształtować nasze zachowanie. Kapitalizm nadzoru jednostronnie zawłaszcza prywatne doświadczenia i wprowadza je na rynek, przekształcając je w dane behawioralne, jako surowiec do procesów obliczeniowych, gdzie wykrywane są wzorce predykcyjne. Problem w tym, że podczas gdy na Zachodzie kapitalizm nadzoru służy głównie celom komercyjnym w Chinach ta sama technologia staje się narzędziem kontroli społecznej.
Po powrocie z Chin dochodzę do wniosku, że nasza niedoskonałość może być naszą największą siłą. Tak, w Polsce też mamy kamery na ulicach, także zbieramy dane o obywatelach, ale robimy to w ramach demokratycznych mechanizmów kontroli i z poszanowaniem podstawowych praw człowieka. Nasze ulice mogą nie być tak czyste jak w Shenzhen, ale są bardziej ludzkie.

Chaos, nieprzewidywalność, a nawet pewien poziom nieporządku to nie są błędy systemu - to jego cechy. To dowód na to, że ludzie mają wolność wyboru, nawet jeśli czasami wybierają źle. W Shenzhen widziałem perfekcję osiągniętą kosztem człowieczeństwa. W Hongkongu - człowieczeństwo z jego wszystkimi wadami i zaletami.
Między utopią a dystopią
Stoimy dziś na rozdrożu. Technologia daje nam narzędzia do stworzenia idealnego społeczeństwa - czystego, bezpiecznego, przewidywalnego. Ale czy takiego społeczeństwa rzeczywiście chcemy? Czy jesteśmy gotowi zapłacić za nie wolnością, prywatnością i spontanicznością?
Mam nadzieję, że odpowiedź brzmi nie. Mam nadzieję, że nigdy nie będziemy idealni - bo idealność to często tylko inna nazwa na śmierć. Lepiej żyć w niedoskonałym świecie pełnym możliwości niż w idealnym świecie bez wyboru.

Przyszłość nie jest jeszcze przesądzona. Możemy wybierać między perfekcją a człowieczeństwem, między bezpieczeństwem a wolnością, między przewidywalną algorytmiką a nieprzewidywalną przygodą bycia człowiekiem. Mam nadzieję, że wybierzemy mądrze. Mam nadzieję, że nigdy nie będziemy idealni.
*Wszystkie zdjęcia ozdabiające ten tekst wykonałem telefonem vivo X200 Ultra, prezentowane są bez żadnej dodatkowej obróbki. Więcej o tym niezwykłym telefonie niebawem na Spider's Web.