Ekologia  /  News

Bałtyk wyrzucił dziesiątki martwych fok od Świnoujścia do Zatoki Gdańskiej. To może być sprawka wojska

Picture of the author

Widok był tym smutniejszy, bo nikt ciał zwierząt przez kilka dni nie posprzątał. Plażowicze nad polskim morzem natknęli się w sumie na 35 martwych fok.

Pierwsze zgłoszenia o martwych fokach były w piątek, 28 maja, a foki zniknęły dopiero 4 czerwca, czyli po tygodniu – informuje serwis gp24.pl. To oznacza, że przez ten czas ciała rozkładały się na słońcu, na widoku plażowiczów. Na truchła można było się natknąć na wybrzeżu od Świnoujścia do Zatoki Gdańskiej.

Przedstawiciele Obwodu Ochrony Wybrzeża w Ustce tłumaczyli się brakiem ludzi i sprzętu. Jak donoszą lokalne media, problem znany jest od lat. Usuwaniem ciał zwierząt powinna zajmować się gmina, ale ta w rejonie Ustki ucieka od odpowiedzialności – wynika ze słów przedstawiciela Obwodu Ochrony Wybrzeża w Ustce.

Powodem jak zwykle są pieniądze. „Sprzątnięcie” jednej martwej foki to koszt od 500 do 600 zł, w zależności od wagi. Utylizacją zajmuje się specjalnie wynajmowana firma.

Ważniejszym problemem jest jednak to, dlaczego foki zginęły

Dokładnej przyczyny nie poznamy, ale… możemy się domyślać. Osoby z Błękitnego Patrolu WWF w rozmowie z gp24.pl przypominają, że na poligonach wojsko przeprowadzało ostatnio ćwiczenia.

– Większość zgłoszeń była z regionu, gdzie przy plażach znajdują się poligony i odbywają się manewry wojskowe - mówi Wojciech Czuchryta z Błękitnego patrolu WWF.

„Każda złotówka wydana na strzelanie, to kolejna śmierć zwierzęcia” – mówią członkowie Błękitnego Patrolu WWF, zajmujący się ochroną polskiego wybrzeża.

35 fok jak na polskie warunki to prawdziwa katastrofa. Z danych WWF wynika, że w rejonie Ustki jest ich ok. 400.  

Czasami przyczyną zgonu jest zaplątanie w rybackie sieci – tak ginie co roku 2 tys. fok szarych w Bałtyku. Niestety zdarza się również, że zwierzęta giną z ręki człowieka. Tak było w 2018 roku, kiedy znaleziono foki z rozciętymi brzuchami, obwiązane wzdłuż głowy i tułowia sznurem i dociążone cegłą.

Kto nie lubi tych sympatycznych ssaków?

Na przykład rybacy, dla których foki to zwyczajne szkodniki, zjadające ryby, które ludzie chcą przecież łowić. Oczywiście obwinianie tej grupy za zabójstwo z premedytacją to przesada, bo były to jednostkowe przypadki, ale nie da się ukryć, że sieci rybackie to spore zagrożenie dla fok. „Na południowym wybrzeżu Bałtyku (Niemcy, Polska, Rosja i Litwa) foki zostały wytrzebione przez człowieka” – pisze WWF na swojej stronie internetowej.

W tym jednak przypadku trop faktycznie może prowadzić w stronę wojskowych poligonów. Hałasy utrudniają zwierzętom polowanie, ponieważ foki bazują na echolokacji. Wystrzały to koszmar dla wrażliwych na dźwięk ssaków, bo utrudnia im funkcjonowanie.

Jak można pomagać fokom? Adoptując ją. Oczywiście symbolicznie. WWF zbiera w ten sposób fundusze, które pozwalają odbudować populację foki szarej.