Bezpieczeństwo  /  Artykuł

Internet bez Google’a? DuckDuckGo kontra wyszukiwarka Google - porównanie możliwości

Picture of the author
241 interakcji
dołącz do dyskusji

W dobie powszechnych wycieków danych i rosnącej świadomości tego, jak Big Techy okradają nas z prywatności, coraz więcej ludzi szuka rozwiązań, które tę prywatność chronią. Jednym z nich jest przeglądarka DuckDuckGo - sprawdźmy, czy może się ona równać z Google’em.

DuckDuckGo istnieje od 2008 r., jednak popularność zaczęła zdobywać dopiero 10 lat później, kiedy to Komisja Europejska nałożyła na Google’a rekordową karę antymonopolową. Dziś z DuckDuckGo korzysta 25 mln użytkowników, wykonując około 100 mln wyszukiwań dziennie. Na tle 4 mld użytkowników wyszukiwarki Google to wynik śladowy, ale już na tle pozostałych alternatyw - całkiem znaczący.

Czy warto korzystać z DuckDuckGo?

DuckDuckGo obiecuje swoim użytkownikom kompletną prywatność. Wyszukiwarka nie korzysta ze skryptów śledzących, nie zbiera danych o użytkownikach i korzysta z rozwiązań zewnętrznych szanujących prywatność użytkowników, np. Map Apple’a zamiast Map Google’a. Wyszukiwarka nie kolekcjonuje danych, a co za tym idzie, nie sprzedaje ich też reklamodawcom. Nie musimy się więc obawiać o skrypty śledzące i targetowane reklamy, ani też spam i nachalny marketing.

W przypadku większości usług „dbających o prywatność użytkownika” ta „dbałość” odbija się w istotny sposób na funkcjonalności. Nie inaczej jest z DuckDuckGo, które - powiedzmy to wprost - nie może rywalizować z Google’em czy nawet Bingiem pod względem możliwości.

O dziwo jednak DuckDuckGo nie jest dziś tak kompromisowa, jak była jeszcze 3 lata temu. Gdy w 2018 r. porównaliśmy DuckDuckGo do wyszukiwarki Google, ta nie miała do zaoferowania absolutnie nic, nie potrafiła niczego prócz wyświetlania wyników wyszukiwania. Dziś jest znacznie lepiej. Ale czy na tyle lepiej, by skłonić użytkowników Google’a do przesiadki? Sprawdziłem to.

DuckDuckGo kontra Google - wyszukiwanie informacji

Na pierwszy ogień sprawdzamy podstawową funkcję wyszukiwarki i wyświetlane wyniki.

Google po wpisaniu hasła „Spidersweb” wyświetla nam szereg informacji: ogólne informacje o stronie w formie tzw. „snippetu” w rogu, odnośnik do strony głównej i siostrzanych serwisów, a także najnowsze wpisy i najnowsze nagrania wideo opublikowane na YouTubie. Pojawia się także pasek wyszukiwania, wyświetlający wyłącznie wyniki na stronie.

W DuckDuckGo wyświetlają się tylko absolutne podstawy. Odnośnik do strony głównej i siostrzanych serwisów, oraz linki do Facebooka i Wikipedii. DuckDuckGo nie wyświetla na stronie głównej najnowszych wpisów na stronie ani nawet najlepiej wypozycjonowanych starszych wpisów.

Sprawdziłem jeszcze wyszukiwanie konkretnego hasła w konkretnej witrynie. Po wpisaniu hasła „Covid Spidersweb” Google wyświetlił odnośniki do kategorii tematycznych w naszym serwisie, odnośniki do najnowszych wideo, a także stopkę z najważniejszymi informacjami o Koronawirusie.

DuckDuckGo po wpisaniu tego samego hasła wyświetlił jedynie listę URL-ów, w dodatku bez wyraźnego klucza - nie są to ani najpopularniejsze teksty, ani najnowsze.

Google potrafi też wyświetlać w wynikach wyszukiwania widget z rozszerzenia Evernote, pokazując notatki powiązane z wyszukiwanym hasłem, czego DuckDuckGo nie potrafi.

Jeśli chodzi o najbardziej podstawowe wyszukiwanie, Google wygrywa.

DuckDuckGo kontra Google - wyszukiwanie miejsc

W tej kategorii trzeba zaznaczyć, że Google z miejsca ma przewagę nad każdą inną usługą na Ziemi ze względu na swój rozbudowany ekosystem. Dzięki połączeniu rozlicznych usług Google jest w stanie wyświetlić komplet informacji, gdy wyszukujemy danych o konkretnym miejscu. DuckDuckGo nie ma takich możliwości i korzysta tylko z tych danych, które sam jest w stanie uzyskać, albo które udostępnił właściciel biznesu/zarządca miejsca, które wyszukujemy.

I tak np. gdy wyszukałem gabinet weterynaryjny, w którym leczę moje zwierzaki, Google podsunął mi komplet informacji - adres strony internetowej, adres strony na Facebooku, a także mapę dojazdu, godziny otwarcia i dane kontaktowe.

DuckDuckGo z kolei wyświetlił mi jedynie adresy stron i zdjęcia - aby uzyskać jakiekolwiek dane kontaktowe, muszę poszukać ich sam na stronie gabinetu.

Nieco lepiej sytuacja wygląda, gdy próbowałem wyszukać instytucję publiczną. Wpisałem w obydwie wyszukiwarki hasło „urząd skarbowy”, nie podając dopisku miejscowości. Google, co oczywiste, wyświetlił mi komplet informacji na temat lokalnego urzędu.

DuckDuckGo co prawda nadal nie wyświetla tylu informacji co Google, ale tym razem przynajmniej wyświetlił widget z mapą i danymi kontaktowymi. Ponownie - jakość wyników wyszukiwania w dużej mierze zależy od tego, jak szczegółowe dane nt. danego obiektu są dostępne w Mapach Apple’a. Z racji tego, że nie są one popularne w Polsce, wiele miejsc nie udostępnia im swoich szczegółowych informacji.

Tę rundę - ponownie - wygrywa Google.

DuckDuckGo kontra Google - dodatkowe funkcje

Gdy w 2018 r. sprawdzaliśmy DuckDuckGo, nie potrafiła ona ani przeliczać walut, ani wykonywać obliczeń. Jak jest dzisiaj?

Po wpisaniu w Google hasła „100 euro” już na pasku wyszukiwarka podpowiada przelicznik na złotówki. Po wyszukaniu zaś wyświetla się specjalny widget z kalkulatorem walut, pokazujący bieżący kurs i umożliwiający szybkie przeliczenie na inne waluty niż tylko domyślny PLN.

Po wpisaniu „100 euro” w DuckDuckGo wyszukiwarka pokazuje nam prosty widget z przelicznikiem. Jeśli chcemy zmienić walutę na inną, znajdziemy ją w rozwijanym menu. Funkcjonalnie niby to samo, ale jednak w Google’u prezentacja informacji jest bardziej przejrzysta. Co ciekawe, DuckDuckGo najwyraźniej przelicza waluty wg innego przelicznika, bo wyświetla inną konwersję.

Za to po wpisaniu prostego działania matematycznego obydwie wyszukiwarki zachowują się z grubsza tak samo. Różnica polega tylko na tym, iż Google wyświetla odpowiedź już na pasku wyszukiwania.

W obydwu wyszukiwarkach mamy jednak dostęp do równie rozbudowanego kalkulatora.

Tę rundę także wygrywa Google, bo oprócz konwersji walut i kalkulatora ma też inne funkcje. Np. metronom, z którego sam często korzystam. Po wpisaniu hasła w Google dostajemy prostą aplikację wystukującą rytm. To samo hasło wpisane w DuckDuckGo odsyła nas do wyników wyszukiwania.

DuckDuckGo kontra Google - Koronawirus

Koronawirus bezapelacyjnie zdominował ubiegłoroczne i tegoroczne wyniki wyszukiwania. W podsumowaniu „Rok w Wyszukiwarce” był to temat nr 1 widoczny w Google’u. Każdego dnia szukamy informacji o symptomach, nowych obostrzeniach, nowych badaniach a teraz także szczepieniach. Sprawdźmy, jak obydwie wyszukiwarki radzą sobie z dostarczaniem nam świeżych informacji o pandemii.

Po wpisaniu hasła „COVID Polska” Google wyświetla nam przekrojowy zestaw informacji. Mamy najnowsze wiadomości, widget ze statystyką zakażeń, mapę przypadków i odnośniki do innych ważnych informacji, np. o szczepieniach.

DuckDuck Go nie robi żadnej z tych rzeczy. Nawet pierwszy wynik wyszukiwania nie odsyła do oficjalnej strony rządowej, a do nieoficjalnej witryny ze statystyką i informacjami. Słabo.

No to jeszcze jedno podejście: informacje o szczepieniach. Po wpisaniu zapytania w Google, dostajemy rozbudowany panel informacyjny, ze szczegółowymi danymi o liczbie rozdysponowanych szczepionek, najnowszymi informacjami w temacie oraz odnośnikiem do oficjalnej strony rządowej i wpisów polityków w social mediach. Niżej znajdziemy także odnośniki kierujące do rejestracji oraz odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania.

W DuckDuckGo nie znajdziemy żadnej z tych rzeczy. Jedyny plus jest taki, że w odpowiedzi na hasło „szczepionki” na pierwszym miejscu wyświetla się strona rządowa.

DuckDuckGo nie ma szans w tej nierównej walce. Ale w końcu da się z tej wyszukiwarki korzystać.

Jeszcze do niedawna DuckDuckGo była wyszukiwarką kompletnie bezużyteczną. Próba wyszukania czegokolwiek była drogą przez mękę, bo wyszukiwarka nie tylko ograniczała skrypty śledzące, ale także nie indeksowała poprawnie stron internetowych, które optymalizują swoje treści pod wyszukiwarkę Google’a. W efekcie wpisując to samo hasło w DuckDuckGo mogliśmy dostać zupełnie różne wyniki.

Dziś ten problem jest mniej dotkliwy i w większości podstawowych zastosowań z DuckDuckGo można korzystać równie skutecznie, co z Google’a. Fakt, czasem trzeba dodatkowo kliknąć raz czy dwa razy, aby przejść do istotnych informacji, ale to niewielka cena za prywatność.

Nieco gorzej, jeśli przywykliśmy korzystać z wyszukiwarki internetowej do wszystkiego - od wyszukiwania informacji po wyszukiwanie miejsc i śledzenie wiadomości ze świata. Tutaj DuckDuckGo zwyczajnie nie może się równać z hegemonią Google’a i nie ma co się spodziewać, że to się kiedykolwiek zmieni. W starciu z taką potęgą szansę miałaby tylko inna potęga, a tymczasem nawet Microsoft - grający w tej samej lidze - nie potrafi zbudować równie rozbudowanej wyszukiwarki. Jak więc ma to zrobić malutka firma, z której usług korzysta promil użytkowników w porównaniu do Google’a?

Dla większości ludzi DuckDuckGo pozostanie niczym więcej, jak tylko ciekawostką. Jednak dla użytkowników ceniących swoją prywatność, ta wyszukiwarka w końcu może stanowić realną alternatywę dla Google’a. Kompromisy nadal są i nadal będą, ale w porównaniu do tego, jak ubogi był DuckDuckGo trzy lata temu, postęp jest widoczny gołym okiem.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst