Gry  /  Artykuł

Pamiętacie Black, SSX albo Fight Night? Największy skarb EA w Game Passie to nie nowe gry, ale klasyki

Pamiętacie Black, SSX albo Fight Night? Są w Game Pass

Oferta Electronic Arts znacząco zwiększyła atrakcyjność usługi Xbox Game Pass. Jednak to nie najnowsze gry tego wydawcy przykuły mnie do Xboksa, ale odważne i szalone klasyki minionej dekady, a nawet dwóch. Co najlepsze: są tak samo grywalne jak kiedyś.

Spotykamy się od czasu do czasu w wąskim gronie sąsiadów, rozmawiając i relaksując się przy konsoli. FIFA, Smash Bros, Tekken, Mortal Kombat, Dragon Ball FighterZ, NHL - wszystko już ograliśmy, rozpoczynając poszukiwania kolejnego kanapowego hitu. Postanowiliśmy zaryzykować i nieco z sentymentu dać szansę Fight Night Champion - bijatyce, w którą zagrywaliśmy się jeszcze na bialutkich Xboksach 360. Większość z nas nie wierzyła, że bokserski symulator z 2011 r. może być jeszcze grywalny.

Okazało się, że przy Fight Night Champion spędziliśmy cały wieczór, całkowicie zapominając o innych grach.

Bokserska produkcja od EA Sports nie tylko okazała się grywalna w 2021 r. Ona dała nam więcej frajdy, niż jakakolwiek nowa odsłona UFC. Co więcej, Fight Night Champion wciąż wyglądał naprawdę nieźle, o ile skoncentrowaliśmy się wyłącznie na modelach sportowców walczących na ringu. Poziom szczegółowości ich sylwetek, efekty uderzeń, praca mięśni napiętych pod skórą - aż miło było patrzeć, jak pięknie zestarzała się ta gra.

W FNC graliśmy na telewizorze 4K (Sony XH90), na Xboksie Series X w trybie wstecznej kompatybilności z Xboksem 360. Błyskawiczne czasy ładowania walk, pozytywne doznania wizualnie i absolutnie rewelacyjny model rozgrywki sprawiły, że kompletnie zapomnieliśmy o tym, jak stary i zakurzony to tytuł. Bawiliśmy się cudownie, tworząc kolejne drabinki turniejowe. Żałowaliśmy tylko, że system tworzenia boksera w oparciu o własne zdjęcie został wyłączony. Serwery EA po prostu nie odpowiadały.

Następnego dnia zacząłem przeczesywać zasoby Game Passa w poszukiwaniu innych klasyków z czasów studiowania. Znalazłem m.in. Skate 3, Medal of Honor: Airborne, Dead Space czy Battlefielda 1943. Bardzo pozytywnym zaskoczeniem okazały się aktywne serwery Bad Company 2, z resztkami graczy strzelających do siebie po 11 latach od premiery konsolowego portu. W przeciwieństwie do Fight Nighta, w przypadku Battlefielda pikseloza potrafi już wypalać oczy. Niezrażony, kontynuowałem swoją sentymentalną wycieczkę.

Wtedy znalazłem prawdziwą perełkę. Rewolucyjny na swoje czasy FPS Black z 2006 r.

Black to pierwszoosobowa, niezwykle filmowa strzelanina wydana na konsole PlayStation 2 oraz Xbox. Gra powstała 15 lat temu, stworzona przez podległe EA studio Criterion Games. Do teraz pamiętam, gdy miałem z nią styczność po raz pierwszy. Tytuł uruchomiony w wakacje, na PS2 należącym do starszego kuzyna, wydawał mi się wybitnym osiągnięciem technologicznym. Gra powalała wizualnie, oczywiście jak na ograniczone możliwości konsol. Nie był to pierwszy FPS na PlayStation 2, ale żaden wcześniejszy nie zrobił na mnie takiego wrażenia.

Byłem w szoku, widząc jak strzały z broni palnej dewastują ściany i budynki. Powodują pęknięcia i zostawiają dziury. W Black mogłem niszczyć nie tylko okna czy wybuchające beczki, ale również rozłupywać filary, dewastować podłogi i sufity oraz kruszyć ceglane mury. Z trzymanych broni efektownie wypadały łuski nabojów, a w tle przygrywała muzyka, której nie powstydziłby się hollywoodzki film akcji. Do tego fabuła wydawała się poważna i realistyczna. Zamiast kosmitów czy nazistów dostaliśmy polityczny spisek na najwyższych szczeblach, z agencjami rządowymi oraz wysokimi władzami obcych państw.

Gra pozytywnie zaskakiwała rozmachem i możliwościami. Do celu prowadziła czasem więcej niż jedna ścieżka. Mogliśmy omijać patrole przeciwników, a także przechodzić misje po cichu, z tłumikiem na lufie broni. Black po dziś dzień zawstydza wiele współczesnych FPS-ów, np. możliwością niszczenia źródeł światła, strzelania przez delikatne osłony czy wysadzania wielokondygnacyjnych budynków. Wszystko to sprawiło, że Black wyprzedzał swój okres. Oferował wysokiej jakości doświadczenie FPS - pod względem rozgrywki i oprawy - co na ówczesnych konsolach wciąż było czymś egzotycznym.

W 2021 r. przeszedłem Black po raz kolejny. Co prawda na niskim poziomie trudności, ale i tak bawiłem się świetnie. Nigdy nie przypuszczałem, że będzie mi dane wrócić do tej produkcji, a już na pewno nie w tak łatwej i wygodnej formie. Dwa kliknięcia pada i przenoszę się do 2006 r., ponownie doceniając wizjonerski kunszt Criteriona. Mówcie co chcecie, ale to studio już nigdy później nie stworzyło tak ambitnej i ponadczasowej produkcji. Nawet biorąc pod uwagę Burnout Paradise.

Potem zobaczyłem w kolekcji EA zimowe SSX i sentymentalna podróż zaczęła się na nowo.

Mowa o naprawdę udanym SSX z 2012 r., będącym wskrzeszeniem konsolowej serii. Tytuł okazał się komercyjnym sukcesem, zyskując także bardzo pochlebne opinie recenzentów. System tricków zaproponowany w tej grze jest jednym z najbardziej sensownych, spójnych i ciekawych w skali całego gatunku gier o sportach ekstremalnych. Aż szkoda, że EA nie zdecydowało się na kontynuowanie serii. Pałeczkę częściowo przejął Ubisoft ze swoim Steep, ale to jednak odmienna gra o innej filozofii jazdy i sterowania.

Black, SSX, Fight Night, Skate, Medal of Honor, Bad Company, Dante’s Inferno… katalog starych gier z Xboksa oraz Xboksa 360 w Gamę Passie przypomniał mi, jak ciekawszy i bardziej zróżnicowany był kiedyś katalog Electronic Arts. Wydawca miał znacznie bardziej zdywersyfikowane portfolio, inwestując w zupełnie nowe marki i serie, jak chociażby kosmiczny survival horror Dead Space.

Po takiej sentymentalnej wycieczce trudno nie mieć wrażenia, że współczesny katalog EA jest nieco wyjałowiony.

Piłkarski symulator FIFA w połączeniu z paczkami Ultimate Team przynosi EA wielkie, pewne i dające się przewidzieć zyski. Jednocześnie mam wrażenie, że to właśnie sukces wirtualnej kopanej doprowadził do znacznego wyjałowienia oferty Elektroników. Kolejne FIFY, Simsy, Battlefronty i Battlefieldy stanowią zrozumiały trzon oferty, ale brakuje nowych wysokobudżetowych marek. Brakuje inicjatyw AAA oraz AA pokroju Blacka, Spore, Dead Space, Shadows of the Damned, Alice: Madness Returns czy Dante’s Inferno.

Perełki takie jak Apex Legends i Star Wars Jedi pojawiają się zdecydowanie zbyt rzadko. Rozumiem, że po ostatnim wysokobudżetowym eksperymencie w postaci Anthem, Elektronicy wolą grać zachowawczo. Branża gier nie znosi jednak stania w miejscu. Z kolei EA po prostu goni za trendami, do tego dosyć nieudolnie. Nieudany moduł battle royale dla Battlefielda V czy Anthem naśladujący inne looter shootery to typowe oznaki wtórności oraz kierowniczego wandalizmu wyższych szczebli.

Muszę przyznać, że trochę tęsknię za wcześniejszym, bardziej wyrazistym EA. Za wydawcą chętnym do finansowania SSX. Za firmą organizującą udawane protesty z okazji premiery Dante’s Inferno. Za sponsorem wypełnionego czarnym humorem Bad Company. Co prawda Elektronicy finansują inicjatywy małych niezależnych producentów, jak Unravel czy The Way Out, ale to tylko cień w porównaniu do zróżnicowanej oferty EA z lat 2000 - 2012.