Sprzęt  / Felieton

iPhone 12 tuż za rogiem, a ja wciąż nie wiem, czy naprawdę chcę go kupić

Premiera iPhone’a 12 tuż za rogiem. Im bliżej, tym bardziej nie wiem, czy naprawdę chcę znów kupić smartfon od Apple’a.

Nie planowałem wymieniać w tym roku telefonu na nowy, ale po tym, jak okazało się, że naprawa/wymiana uszkodzonego iPhone’a 11 jest skrajnie nieopłacalna, nie mam innego wyjścia. Uznałem zatem, że skoro muszę wymienić telefon, to poczekam, aż Apple zaprezentuje nowego iPhone’a.

Pierwotnie moje myśli wędrowały wyłącznie w stronę podstawowego iPhone’a 12, a może nawet iPhone’a 12 mini - w pamięci nadal mam czas spędzony na testach iPhone’a SE i cudowną wygodę niewielkiego rozmiaru smartfona, której na co dzień nie doświadczam. Potem jednak przeczytałem felieton Mateusza Nowaka i muszę się z nim zgodzić - komfort rozmiaru nie jest wart kompromisu w jakości aparatu czy akumulatora. Nie chcę po kilku miesiącach pluć sobie w brodę, że pożałowałem pieniędzy na zakup sprzętu, który lepiej będzie spełniał moje wymagania, tak jak przez cały ostatni rok plułem sobie w brodę, że wybrałem iPhone’a 11 zamiast iPhone’a 11 Pro - notorycznie odczuwałem brak obiektywu telefoto, a dyskusji o jakości ekranu nawet nie chcę zaczynać.

Sęk w tym, że gdy patrzę na ceny obecnych iPhone’ów 11 Pro i potencjalne ceny modeli 12 Pro, coś we mnie pęka. Jako rasowy Polak-cebulak nade wszystko w zakupach cenię sobie stosunek ceny do jakości. I o ile iPhone 11 czy iPhone SE prezentują fantastyczny stosunek jakosć-cena, tak modele Pro są w tym względzie po prostu dramatycznie złe.

Odkąd Apple podał dokładną datę premiery swoich nowych smartfonów, w mojej głowie toczy się niemal nieustająca dyskusja. Wymiana zdań między Gollumem a Smeagolem. Gollum przekonuje, że chcę kupić iPhone’a 12 Pro. Smeagol błagalnym głosem pojękuje, żeby tego nie robić, bo w porównaniu do podobnie wycenionych smartfonów z Androidem iPhone 12 Pro wypada… cóż. Dość żałośnie.

Chcesz iPhone’a 12 Pro, mój sssskarrrrbieeee…

To prawda, chcę. Chciałbym tym razem wydać pieniądze na urządzenie kompletne, bezkompromisowe. Z pięknym ekranem. Z kompletem aparatów. Ze wszystkim, na co pożałowałem pieniędzy rok temu i co przez cały rok mnie uwierało. Bo choć uwielbiam mojego iPhone’a 11 za jego płynność działania i ogólną jakość, tak każdego dnia żałuję, że nie mam obiektywu telefoto, a gdy kładę go obok średniaka z Androidem za 2000 zł, oczy wypływają mi na wierzch patrząc na żałosność wyświetlacza.

…ale dowolny smartfon z Androidem z tej półki cenowej jest (teoretycznie) lepszy.

To też prawda. iPhone 12 Pro będzie prawdopodobnie kosztował nieco ponad 5000 zł w najtańszym wariancie. 5000 zł! I za co? Za telefon, którego pod kątem specyfikacji - nie licząc może surowej mocy obliczeniowej procesora - łoi absolutnie każdy jeden flagowiec z Androidem?

Wiecie, ile RAM-u ma sztandarowy iPhone 11 Pro Max - 6 GB. W telefonie, za który trzeba zapłacić blisko 6 tys. zł. To tyle samo pamięci obliczeniowej, co w Poco X3 za niecałe 900 zł.

Wiecie, z jaką mocą można ładować iPhone’a 11 Pro Max? 18 W. To trzykrotnie wolniej, niż w nowym Realme 7 za 800 zł.

Wiecie, jaką częstotliwość odświeżania ma iPhone 11 Pro i jaką niestety najpewniej będzie miał iPhone 12 Pro? 60 Hz. Dwukrotnie mniej niż Galaxy S20, Note 20 Ultra, OnePlus 8 Pro czy Xperia 5 II. O średniakach z ekranami 90 Hz nie wspominając.

Specyfikacja to nie wszystko…

Oczywiście - specyfikacja ma niewielkie w szerszym ujęciu. Liczą się przecież także inne rzeczy, których na papierze nie widać. Jak choćby to, że iPhone’y jako jedyne smartfony zachowują jednolitą jakość i kolorystykę na wszystkich swoich aparatach. Jak choćby to, że seria iPhone’ów 11 jako jedyne urządzenia na rynku ma stabilizację w wideo tak dobrą, jakby smartfon był na gimbalu (i rzeczywiście tak jest). Jak choćby to, że najpopularniejsza aplikacja fotograficzna - Instagram - działa na iPhone’ach o niebo lepiej.

Albo to, że iPhone 11 i 11 Pro ma głośniki lepsze nie tylko od dowolnego innego smartfona, ale też od wielu laptopów. Czy to, że pomimo ekranu 60 Hz bije płynnością działania niektóre smartfony z Androidem z najwyższej półki. No i na papierze nie widać też, że jeśli ktoś (jak ja) używa MacBooka Pro, to synergia między dwoma urządzeniami jest na poziomie nieosiągalnym dla smartfona z Androidem połączonego czy z MacBookiem, czy z komputerem z Windows 10. Albo to, że pomimo teoretycznie malutkiego akumulatora, mój iPhone 11 bez trudu wytrzymuje dwa dni z dala od gniazdka, czego nie potrafi np. Samsung Galaxy S20 Ultra z akumulatorem 5000 mAh. Nawet jeśli na papierze wiele smartfonów z Androidem oferuje o wiele więcej za te same lub mniejsze pieniądze, iPhone broni się w tych miejscach, których w specyfikacji nie widać.

…ale wysoka cena nie wszędzie oznacza wysoką jakość.

Najlepszym tego przykładem są wyświetlacze iPhone’ów 11 i 11 Pro/Pro Max. Mój egzemplarz, dla przykładu, wygląda jakbym co rano przecierał go drobnoziarnistym papierem ściernym. Mikrorysy pokrywają calusieńki wyświetlacz, jest też kilka głębokich rys, które wzięły się nie wiadomo skąd, bo nie licząc jedynego fatalnego upadku, który uszkodził mi telefon, iPhone 11 nie zaliczył ani jednego kontaktu z podłożem.

iPhone-11-akcesoria-2

W porównaniu z innymi smartfonami iPhone’y mają też żałosną, ale to absolutnie żałosną jakość połączenia sieciowego i GSM. Mój iPhone 11 osiąga przez LTE dwukrotnie niższe prędkości niż OnePlus Nord za 2000 zł. Motorola Moto G9 Plus za 1200 zł lepiej łapie zasięg telefoniczny na wsi niż trzy- czy czterokrotnie droższy telefon od Apple’a (o jakości rozmów nie wspominając, bo tu również iPhone wypada absolutnie żałośnie na tle smartfonów konkurencji).

Z iPhone’a korzysta się przyjemniej…

Przyznaję to z bólem i pewną dozą zażenowania, ale pomimo wymienionych wyżej wad, doświadczenie z korzystania z iPhone’a jest przyjemniejsze od dowolnego smartfona z Androidem. A przypomnę, że sprawdziłem prawie wszystkie liczące się modele, które miały premierę na przestrzeni ostatnich lat.

W porównaniu z tym, jak płynnie, jak bezproblemowo działa iPhone 11, każdy inny smartfon wydaje mi się niedostatecznie dobry. Nawet testując tak znakomite sprzęty jak OnePlus 8 Pro czy Galaxy S20 Ultra czułem niedosyt, który zaspokajało dopiero ponowne włożenie karty SIM do smartfona z nadgryzionym jabłkiem w logo.

iPhone jest niedoskonały, jest za drogi, prezentuje żałosny stosunek ceny do jakości, ale koniec końców to z niego korzysta mi się po prostu lepiej. Aplikacje na iOS są nieporównywalnie bardziej dopieszczone niż te same programy na Androida. System nieporównywalnie bardziej spójny. I nawet nie zaczynajmy porównania Face ID do tych pożal-się-Boże czytników linii papilarnych w ekranach, bo w 9 przypadkach na 10 mam ochotę cisnąć takim telefonem o ścianę, gdy po raz wtóry nie potrafi rozpoznać mojego palca. iPhone rozpoznaje moją twarz bezbłędnie, za każdym razem (oczywiście gdy nie mam założonej maseczki - temu problemowi ma jednak zaradzić powrót Touch ID w iPhonie 12 Pro).

…ale wydając ponad 5000 zł na telefon mam prawo oczekiwać, że dostanę sprzęt najlepszy z najlepszych.

A iPhone 12 Pro według wszelkich informacji, którymi w tej chwili dysponujemy, najlepszym z najlepszych nie będzie. Mało tego - według najnowszych wieści iPhone 12 Pro Max będzie miał znacznie lepszy aparat od iPhone'a 12 i 12 Pro, więc chcąc mieć najlepszego z iPhone'ów również trzeba się liczyć z wyłożeniem na stół góry pieniędzy i noszeniem w kieszeni paletki do ping-ponga.

I to sprawia, że czuję się wręcz brudny na samą myśl o wydaniu takich pieniędzy na urządzenie, które nie jest najlepsze pod słońcem. Wiem wiem - świat nie jest doskonały i w każdym sprzęcie zawsze znajdzie się jakaś mniejsza lub większa wada. Tym niemniej w przypadku iPhone’a trudniej jest te wady przełknąć, zwłaszcza że zwykle są to elementy, które nie sprawiają trudności konkurencji.

iPhone 11 akcesoria

Fanboje zakrzykną, że nie można porównywać iPhone’a do Androidów, bo to jakby porównywać Skodę Superb do Mercedesa. Skoda większa i lepiej wyposażona, ale Mercedes jest premium!

Tyle że to nieprawda. Jakkolwiek miłośnicy Apple’a próbowaliby zaklinać rzeczywistość, tak iPhone nie jest żadnym towarem luksusowym - to po prostu smartfon, który za dużo kosztuje. Telefony z Androidem kosztujące o połowę mniej bywają lepiej wykonane, a te, które kosztują tyle samo, nie ustępują iPhone’om niemal na żadnym polu.

I dla jasności - nie mam problemu z tym, żeby wydać takie pieniądze na telefon. Smartfon jest dla mnie narzędziem pracy. Nie mogę sobie pozwolić na korzystanie na co dzień ze sprzętu, który nie poradzi sobie z zadaniami, jakie mogę przed nim postawić, więc jestem gotów wydać tyle, ile będzie trzeba. Tym bardziej jednak liczę na to, że wydając tak dużą sumę na telefon dostanę sprzęt najlepszy z najlepszych. iPhone 12 Pro raczej taki nie będzie, a ja wciąż nie wiem, czy jestem w stanie się z tym pogodzić.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst