Tech  / Felieton

Artyści zbijają kokosy na ikonach do iOS-a. Strzygą fanbojów, którzy naśmiewali się z personalizacji Androida

154 interakcji
dołącz do dyskusji

Dziś jest ten dzień. Dzień, w którym trochę nie lubię wszystkich fanbojów iOS-a, choć sam na co dzień używam iPhone’a.

Zacznę ten felieton od pozytywnych wieści - pewien człowiek zarobił 100 tys. dol. w ciągu zaledwie sześciu dni, sprzedając alternatywne pakiety ikon i widgetów na iOS. We wpisie na swoim blogu artysta o pseudonimie tr.af poinformował, iż od premiery iOS 14 sprzedał 3626 paczek ikon po 28 dol. Spektakularny sukces zawdzięcza w dużej mierze najpopularniejszemu youtuberowi technologicznemu, Marquesowi Brownlee, który umieścił jego ikony w swoim wideo.

Jak przyznaje tr.af nie jest to jednak historia sukcesu osiągniętego z dnia na dzień, lecz procesu trwającego 7 lat. Artysta w 2013 r. po raz pierwszy opublikował paczki ikon w sklepie Cydii, alternatywnego oprogramowania dla iPhone’ów poddanych tzw. „jailbreakowi”, czyli tłumacząc dosłownie „wyjściu z więzienia”. To oczywiście metafora uwolnienia się od ograniczeń, które iOS narzucał użytkownikom od początku swojego istnienia.

Dziś „oficjalnie” również nie można zmienić ikon, ale można to zrobić bez konieczności ingerowania w oprogramowanie. Wystarczy skorzystać z funkcji skrótów w iOS 14 i voila - iPhone może wyglądać tak, jak tylko zechce użytkownik.

Instrukcję podmiany ikon i widgetów napisał dla was Piotr Grabiec, więc odsyłam do jego tekstu:

Reakcja użytkowników na zmianę ikon w iOS 14 budzi we mnie skrajną niechęć do tychże.

W języku angielskim funkcjonuje zwrot „rub someone the wrong way”, który nie ma bezpośredniego odpowiednika w języku polskim. Najbliższe byłoby mu chyba „uderzanie w czułą strunę”, ale nie do końca o to chodzi. Nie chodzi o to, że ktoś jest na jakimś punkcie wyczulony, ale że coś wzbudza u niego negatywne emocje.

Niestety taka fala negatywnych emocji wzbiera we mnie od pierwszych entuzjastycznych przyklaśnięć użytkowników iOS-a nad możliwością zmiany ikonek.

Bodajże dzień po premierze iOS-a 14 jeden z zagranicznych serwisów prowadzonych przez apologetów Apple’a napisał artykuł, że „wymienne ikony i widgety to doskonała opcja biznesowa dla artystów”.

Gdy zobaczyłem „doskonała opcja biznesowa dla artystów”, coś się we mnie zagotowało. Bo redaktorzy tego samego serwisu, o czytelnikach nie wspominając, przez LATA kpili z możliwości customizacji Androida, hułubiąc jedynej słusznej estetyce narzucanej przez giganta przez Cupertino.

Ci sami ludzie, którzy otwarcie wyśmiewali możliwość samodzielnej aranżacji ikon, który drwili z możliwości podmiany motywów w smartfonach Samsunga czy Huaweia, teraz - z dnia na dzień! - uważają możliwość zrobienia dokładnie tej samej czynności na iPhonie za DOSKONAŁĄ OPCJĘ BIZNESOWĄ DLA ARTYSTÓW.

Osobiście znam kilka osób, które od sześciu dni wrzucają na swoje profile w mediach społecznościowych coraz to nowe układy pulpitów, rozpływając się nad ich „artyzmem” i „wyjątkowością”, a jeszcze rok temu gotowi byli iść na noże, że takie funkcje są zbyteczne i psują design i feeling urządzenia.

Hipokryci. Cholerni hipokryci.

Tyle dobrego, że wśród wieloletnich użytkowników „jabłka” nadal są ludzie tacy jak moi redakcyjni koledzy, którzy przynajmniej wciąż brzydzą się perspektywą zmiany ikonek w iOS. I potrafią pozostać przy zdaniu podtrzymywanym przez lata. Jakkolwiek to brzmi.

Doskonale, że iOS uchylił wrota swojej złotej klatki.

Nie zrozummy się źle - bardzo się cieszę, że iOS w końcu pozwala na większą dowolność w kwestii aranżowania pulpitów. Sam z wielką radością przywitałem widgety, które bardziej przywodzą mi na myśl aktywne kafelki Windows Phone’a niż widgety z Androida. A historie takie jak ta, która otwiera ten tekst dowodzą tylko, że istotnie - dla artystów powstała właśnie nowa nisza, w której mogą zarabiać, a zapotrzebowanie na ich usługi jest ogromne.

Jednak najwierniejsi miłośnicy Apple’a przez ostatni tydzień potwierdzili tylko, że zasługują na nazywanie ich „owcami”. Że w tym wszystkim, co o posiadaczach iPhone’ów mówią antyfani sprzętów Apple’a, jest więcej niż tylko trochę racji. Boli mnie to tym bardziej, że sam od roku jestem posiadaczem iPhone’a i MacBooka Pro, więc obrywam rykoszetem. Jestem jednak całym sercem po stronie użytkowników Androida, którzy mają pełne prawo czuć się oburzeni i zażenowani wysypem hurra-optymistycznych publikacji i komentarzy o tym, jak to można sobie zmienić ikonki na iPhonie.

Super, że można. Naprawdę. Tyle że na Androidzie można to było robić przez wiele lat i spotykało się to nie z zachwytem, czy rozżaleniem, że na iOS tak nie można, a ze snobistycznymi komentarzami zagorzałych fanów jabłka, skąpanych we własnym poczuciu wyższości.

Przykro mi, koledzy i koleżanki z iOS, którzy od tygodnia zmieniacie sobie ikonki na pulpitach. Dziś trochę was nie lubię.

Nie przegap nowych tekstów. Obserwuj Spider's Web w Google News

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst