Gry  / News

Liczba dnia: 45 kilogramów. Tyle ziemniaków trzeba, żeby uruchomić Dooma. Czekaj, co?

Pewien YouTuber postanowił sprawdzić, czy zabawa z grami komputerowymi jest możliwa, jeśli korzysta się wyłącznie z energii zgromadzonej w ziemniakach. To była śmierdząca przygoda – ale zakończona happy-endem.

Gra Doom – ta klasyczna wersja z 1993 r. – to prawdziwy programistyczny majstersztyk. Uważa się, że to właśnie ona ostatecznie zdecydowała o upadku Amigi jako konsoli do gier. Każdy chciał mieć komputer zgodny z IBM PC, by móc doświadczyć tej genialnej gry z niesamowitą wówczas oprawą graficzną w udawanym trójwymiarze.

Studio id Software odpowiedzialne za grę z czasem wydało jej kod źródłowy w celach edukacyjnych, by młodzi programiści na bazie Dooma mogli uczyć się rozwiązywania przeróżnych technicznych problemów. Gra dzięki temu doczekała się tysięcy modyfikacji od fanów. Narodziła się też dość zabawna rywalizacja: porty Dooma na wszystko, co możliwe. Na aparaty fotograficzne, lodówki, wózki widłowe czy cokolwiek, co ma procesor i pamięć operacyjną.

Pewien YouTuber zdecydował jednak podejść nieco inaczej do tematu. Zamiast próbować przenieść Dooma na kolejne egzotyczne urządzenie, postanowił sprawdzić, czy ziemniak zapewni dostateczną ilość energii, by procesor obsługujący grę mógł działać. Eksperyment powiódł się całkowicie – choć jego przebieg był odległy od pierwotnych planów.

Doom uruchomiony na ziemniaku. A właściwie to na 45 kg ziemniaków.

Equalo, bo tak nazywa się rzeczony YouTuber, w swoim materiale opisuje cały przebieg eksperymentu, który trwał aż miesiąc. Według pierwotnego planu platformą sprzętową dla Dooma miał być mikrokomputer Raspberry Pi Zero. Energię zapewnić mu miały ziemniaki, które zawierają kwas fosforowy – a ten, jak pamiętamy z doświadczeń w szkole średniej, po stworzeniu obwodu z cynku i miedzi wyzwala reakcję chemiczną zapewniającą elektryczność.

Raspberry Pi Zero wymaga do działania ogniwa o pojemności 120 mA przy napięciu 5 V. Jeden ziemniak więc z pewnością nie wystarczy. Nawet w odmianie Russet, która szczególnie nadaje się do tego eksperymentu. Ze wstępnych obliczeń Eqialo wynikało, że będzie potrzebował 770 takich ziemniaków. Ugotowanych – bo wówczas skrobia zapewnia ciut wyższe napięcie.

Obliczenia okazały się błędne. 770 ugotowanych ziemniaków nie było w stanie zapewnić dostatecznej ilości energii mikrokomputerowi. Equalo zamierzał się poddać, choć 45 kg gnijących kartofli w piwnicy to sytuacja co najmniej kłopotliwa. Na sam koniec postanowił jednak sprawdzić jeszcze bardziej energooszczędne urządzenie.

Do sterty gnijących warzyw podłączył kalkulator graficzny TI-84, na który również swego czasu powstał nieoficjalny port gry. I udało się – kalkulator się uruchomił i nie wyłączył się nawet po odpaleniu gry, a więc po przejściu w najmniej energooszczędny stan zasilania. Spektakularny, nikomu niepotrzebny sukces. Choć sam film ogląda się doskonale:

Na czym jeszcze uruchomiono Dooma? Właściwie to na wszystkim.

Na drukarce Canon Pixma:

Na kalkulatorze TI-Nspire:

Na iPodzie 5.5G:

Na aparacie Kodaka:

Na Zune:

A nawet na oscyloskopie:

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst