Nauka  / Artykuł

Pszczoły wymierają, więc naukowcy szukają nowych metod zapylania. Pomogą bańki mydlane

Naukowcy wciąż obawiają się scenariusza, w którym globalna populacja pszczół skurczy się na tyle, że zabraknie ich do zapylania kwiatów. Dlatego też wciąż testowane są nowe pomysły sztucznego zapylania. Japończycy z Japan Advanced Institute of Science and Technology proponują zapylanie… bańkami mydlanymi.

Brzmi to dość niedorzecznie, ale działa. Zdaniem japońskich badaczy, funkcjonalizowane bańki mydlane mają doskonałe właściwości, jeśli chodzi o przenoszenie pyłków kwiatów, dzięki czemu zapylanie kwiatów bańkami mydlanymi jest tak samo efektywne, jak zapylanie ręczne.

— W porównaniu z innymi sposobami sztucznego zapylania, bańki mydlane mają o wiele lepsze, wręcz unikatowe właściwości: pozwalają na efektywne i dość wygodne dostarczanie pyłku do wybranych kwiatów - mówi prof. Eijiro Miyako.

Miyako, główny pomysłodawca tej techniki dodaje również, że dzięki delikatnej i elastycznej budowie bańki mydlanej, sposób ten nie jest w stanie doprowadzić do jakichkolwiek uszkodzeń zapylanych kwiatów. Tego samego nie można powiedzieć np. o testowanych sposobach z wykorzystaniem dronów.

Bańka bańce nierówna

Po sprawdzeniu, czy bańki mydlane rzeczywiście nadają się do transportowania pyłku kwiatowego, Eijiro Miyako i Xi Yang skupili się na poszukiwaniach optymalnego przepisu na zapylające bańki. Rzecz okazała się trudniejsza, niż może się wydawać.

Japońscy naukowcy musieli dobrać odpowiednie stężenie samego płynu oraz ulepszyć sam roztwór o cząsteczki jony boru, magnezu, potasu i wapnia, żeby pomóc w kiełkowaniu ziaren pyłku oraz przyspieszyć wzrost łagiewki pyłkowej. Najlepszym roztworem w testach okazał się ten na bazie surfaktantu A-20AB rozcieńczonego w wodzie w proporcjach 99,6 proc. wody i 0,4 proc. A-20AB, który pozwala na przenoszenie ok. 2 tys. ziarenek pyłku na jednej bańce.

Stworzony przez Japończyków płyn został przetestowany na gruszach chińskich, które okazały się nie mieć żadnego problemu z byciem zapylanym w ten sposób. Maszyna do generowania zapylających baniek mydlanych została umieszczona następnie na pokładzie latającego drona. Tak uzbrojona maszyna ruszyła z kolei do zapylania kwiatów lilli japońskiej. Niestety nieprawdziwych, ponieważ te zdążyły już przekwitnąć. Testy na makietach okazały się równie owocne. Latająca maszyna do zapylania kwiatów przy pomocy specjalnych baniek mydlanych wykazała się 90 proc. skutecznością.

Pomysł ten jeszcze nie jest idealny

Prof. Miyako wskazuje dwie, najbardziej problematyczne kwestie swojego rozwiązania. Pierwszą z nich jest spora zależność od pogody. W czasie deszczu, bańki nie są zbyt stabilne - nawet jeśli trafią na podatny grunt, krople mogą je stamtąd zmyć, zanim dojdzie do zapylenia. Silne wiatry sprawiają z kolei, że całe rozwiązanie staje się po prostu zbyt nieprecyzyjne.

Yang i Miyako obawiają się też o kwestię zanieczyszczeń powodowanych przez bańki lądujące w losowych miejscach. Obaj naukowcy wierzą jednak, że opracowany przez nich system da się ulepszyć do tego stopnia, żeby nie martwić się o jego precyzję. Jeśli tak się stanie, być może w przyszłości, hodowcy roślin i kwiatów, zamiast na owadach, będą mogli polegać na zautomatyzowanych flotach latających dronów, które będą zapylały ich hodowle z powietrza.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst