Nauka  / Artykuł

Chińczycy wytypowali źródło koronawirusa 2019-nCoV. Mają 99 proc. pewności, że to łuskowce

Koronawirus przeniósł się na ludzi z jakiegoś gatunku zwierząt. Krąg podejrzanych dotyczył gatunków sprzedawanych na targu w Wuhan - mieście, którego mieszkańcy jako pierwsi zetknęli się z 2019-nCoV.

Okazuje się jednak, że oryginalnymi nosicielami koronawirusa nie były nietoperze, jak sądzili wcześniej epidemiolodzy. Jedna z hipotez brzmiała zresztą następująco: koronawirus z nietoperzy sprzedawanych na targu dostosował się do nowych możliwości i zaczął zarażać ludzi. Identyczny scenariusz miał miejsce 18 lat wcześniej, w przypadku epidemii SARS.

Co więcej, nietoperze wyposażone są w bardzo sprawny układ immunologiczny, co oczywiście sprawia, że wirusy, które ewoluują sobie w tak trudnym środowisku, po przełamaniu bariery immunologicznej i dostosowaniu się do zarażania ludzi są trudne w leczeniu. Te poszlaki zdawały się pasowac do 2019-nCoV.

Chińscy naukowcy, po przeanalizowaniu 1000 próbek z targu w Wuhan, wskazali innego winnego.

Badanie zostało przeprowadzone przez specjalistów z Południowochińskiego Uniwersytetu Rolniczego. Próbka genomu koronawirusa pobrana od ludzkiego pacjenta została porównana z ponad tysiącem próbek pobranych od sprzedawanych na targu zwierząt. Największą zbieżność zauważono w próbkach pobranych od… łuskowców.

Łuskowce, zwane też pangolinami (co nie jest do końca poprawne, ponieważ jest to ich anglojęzyczna nazwa) to pokryte łuskami zwierzęta o wielkości zbliżonej do kotów domowych. W środowisku naturalnym nie mają zbyt wielu naturalnych wrogów, ale za to są jednym z gatunków zwierząt, które Chińczycy uważają za lokalny przysmak. Stąd też ich duża liczebność na targu w Wuhan.

Dodatkowo ich łuski są jednym z często używanych składników w chińskiej medycynie tradycyjnej. Proszek z łusek łuskowca leczy podobno nadciśnienie, artretyzm, łuszczycę i wspomaga laktację. Jest to na tyle głęboko zakorzeniony w chińskiej kulturze środek leczniczy, że podobno wielu lekarzy zatrudnionych w państwowych szpitalach nadal poleca swoim pacjentom zaopatrzenie się w ten specyfik. Pewnie dlatego wszystkie odmiany łuskowców, żyjące w Afryce i Azji uznawane są za zwierzęta bliskie wymarcia.

Koronawirus „szansą” dla łuskowców.

Po odkryciu pochodzenia nowego koronawirusa, możliwym scenariuszem staje się sytuacja, w której władze Chińskiej Republiki Ludowej ogłaszają wszem i wobec, że łuskowce mogą być potencjalnymi nosicialami 2019-nCoV. Takie ogłoszenie mogłoby wpłynąć na sporą część Chińczyków i spowodować, że zapotrzebowanie na łuski i mięso tych zwierząt znacząco by spadło.

Najważniejsze jest jednak to, że chińskim naukowcom, tak na 99 proc., udało się ustalić oryginalne pochodzenie 2019-nCoV. Niewykluczone, że część populacji łuskowca wykształciło już odpowiednie mechanizmy obronne przeciwko wirusowi, co może przyspieszyć prace nad szczepionką przygotowywaną dla ludzi.

Na razie jednak, chorzy muszą zadowolić się pomocą doraźną i - o ile mają szczęście - hospitalizacją. Jak podaje WHO, 99 proc. zachorowań na 2019-nCoV ma miejsce w Chinach, więc dla mieszkańców tego kraju sprawa jest nader poważna. Szczególnie jeśli przyjrzymy się najnowszym statystykom, według których koronawirus z Wuhan zaraził już ponad 45 tys. osób, z czego ponad 1100 umarło.

W pozostałej części świata odnotowuje się pojedyncze przypadki zachorowań, przez co WHO nadal nie ogłosiło jeszcze statusu pandemii dla 2019-nCoV. Eksperci apelują jednak o to, by epidemiolodzy, którzy zajmują sie aktualnie badaniem nowego koronawirusa, dzielili się ze sobą swoimi odkryciami.

Przynajmniej łuskowce mają szanse zyskać coś na tej sytuacji.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst