Biznes  / Artykuł

Przeczytałem program Biedronia dla startupów. Zapaliła mi się ostrzegawcza lampka

Inkubator przedsiębiorczości w każdej gminie – takim pomysłem pochwalił się Robert Biedroń w trakcie konwencji założycielskiej swojej nowej partii. Dzięki temu wiemy już, że choć założone przez niego ugrupowanie „Wiosna” chce się zaprezentować jako dynamiczne i zorientowane na innowacje, nie ma na razie większego pomysłu jak przekuć swoje plany w realne działania.

Z hasłem innowacja jest niestety tak, że świetnie wygląda w programie wyborczym w postaci ogólnika. Im jednak dalej w las, tym więcej drzew. Bo cóż właściwie ta innowacja oznacza i w jaki sposób sprawić, by przedsiębiorstwa stały się bardziej innowacyjne, a sensowne start-upy wyrastały jak grzyby po deszczu?

Know-how tylko w miastach

Robert Biedroń zdaje się diagnozować problem w następujący sposób – potrzebny jest szerszy dostęp do know-how. Jak go zapewnić? Ano poprzez uruchomienie w każdej z 2477 gmin w Polsce inkubatora przedsiębiorczości. Dodajmy, że w tej chwili na terenie całego kraju działa ich raptem kilkadziesiąt, podlegają zazwyczaj fundacjom i uczelniom choć zdarza im się również funkcjonować jako spółki z o. o.

Z wypowiedzi Biedronia możemy wnioskować, że za organizację pracy inkubatorów odpowiadałyby samorządy. To już może spowodować, że dużej części przedstawicielom start-upowego środowiska zapali się ostrzegawcza lampka. Urzędnicy i innowacje? O sposobie oceny startupów przez pracowników PARP krążą legendy. Zazwyczaj niezbyt pochlebne, stąd wielu początkujących przedsiębiorców wypowiada się o takiej współpracy mocno niechętnie.

To zresztą niejedyny problem. Portal money.pl luźno oszacował, że samorządy musiałby wysupłać na ten cel w granicach 3 mld zł. A to nie są małe pieniądze.

Startupowe zagłębia

Obecnie życie polskich startupów koncentruje się na dużych ośrodkach miejskich jak np. Kraków, Warszawa czy Trójmiasto. Propozycja Biedronia zmierza do tego, by tę sytuację zmienić i, w pewnym sensie, zdecentralizować startupowy ekosystem, co wpisuje się w jego ogólną politykę. O ile jednak przenoszenie instytucji rządowych poza Warszawę czy budowa instytucji kultury na prowincji mają sens, o tyle wydaje się, że z innowacyjnością w każdej gminie były prezydent Słupska zanadto się już rozpędził.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst