Gry  / Artykuł

Ależ pomysł na mistrzostwa Dragon Ball FighterZ. Gracze walczą o smocze kule rozrzucone na kontynentach

Grając w Dragon Ball FighterZ od razu czuć, że produkcja została stworzona z myślą o e-sportowych turniejach. Właśnie rozpoczęły się jej światowe mistrzostwa, a mnie urzekł prosty, ale ciekawy i nawiązujący do mangi sposób prowadzenia eliminacji. Czuć, że producenci oraz wydawcy programu również są wielkimi fanami dzieła Toriyamy.

Wydawca Dragon Ball FighterZ mruga w kierunku fanów mangi i anime, nawiązując do turniejów sztuk walk rozgrywających się w świecie Smoczych Kul. Tam wojownicy spotykali się na specjalnych arenach, tak jak gracze mierzą się na prawdziwym bokserskim ringu. Oczywiście zamiast rękawic czekały na nich monitory oraz konsole PlayStation 4, ale takich nawiązań do anime jest znacznie więcej.

Aby wygrać mistrzostwa Dragon Ball FighterZ, gracz musi zdobyć wszystkie siedem smoczych kul.

Sprawa nie jest łatwa, ponieważ potężne artefakty znajdują się na różnych kontynentach. Jedna kula jest w Stanach Zjednocznych, druga w Wielkiej Brytanii, trzecia we Francji, czwarta leży gdzieś w Meksyku, piąta zadomowiła się w Singapurze, szósta w Japonii, a siódma podobno turla się gdzieś w Australii. Pojedyncza kula nie przyda się na nic, ale po zebraniu wszystkich siedmiu bohaterowie anime mogli wezwać potężnego smoka, który spełniał dowolne życzenie. Tym razem dowolności nie będzie, ale Bandai Namco przeznaczyło łącznie 60 tys. dol. na nagrody.

Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Francja, Meksyk, Japonia, Singapur, Australia - to wszystko miejsca, w których będą się toczyć regionalne mistrzostwa Dragon Ball FighterZ sezonu 2018/2019. Wydawca nazwał te turnieje sagami, po raz kolejny nawiązując do kultowego anime. Pierwsza saga - ta amerykańska - właśnie się zakończyła. Ponad 600 fanów bijatyki walczyło ze sobą przez trzy dni, aż wyłoniono zwycięzcę. Ten otrzymał 5 tys. dol. oraz piękną smoczą kulę bezpośrednio od producentki udanego DBF.

Okrągły artefakt jest jednocześnie zaproszeniem na finały, które odbędą się na początku 2019 r.

Regionalny czempion otrzyma własną smoczą kulę, dzięki której będzie mógł wziąć udział w finalnych pojedynkach mistrzowskich. Teraz najlepsze - lokalny zwycięzca jednej sagi może wziąć udział w walce o następną smoczą kulę w innej lokacji. Każdy zawodnik ma prawo do uczestnictwa w tylu sagach, ile tylko mu się podoba. Oznacza to, że zaangażowany gracz będzie miał szansę zdobycia wszystkich siedem artefaktów jeszcze na etapie eliminacji. Oczywiście o ile najpierw nie wykończą go podróże po całym świecie.

Jeśli każdy regionalny czempion będzie miał po jednej kuli, wszyscy z nich widzą się na mistrzostwach w 2019 r. Wtedy też zostaną rozegrane eliminacje ostatniej szansy, aby wyłonić ósmego uczestnika finałowego starcia. Cała ósemka mierzy się następnie w systemie podwójnej eliminacji. Jeśli jednak jakiś regionalny czempion zdobędzie dwie, cztery czy siedem kul, finałowy turniej przybierze zupełnie inny format.

Jeśli jeden wojownik zagarnie wszystkie siedem kul na etapie eliminacji, nie dochodzi do ósemek z podwójną eliminacją. Zamiast tego kolekcjoner artefaktów staje się „bossem“ którego może pokonać zwycięzca eliminacji ostatniej szansy. Gdy zawodników będzie z kolei trzech, czterech, pięciu czy sześciu, to organizuje się tyle eliminacji ostatnich szans, aby powstała pełna pula ośmiu finalistów. Co ważne, w finałowych eliminacjach mogą wziąć udział również ci e-sportowcy, którym czempioni sprzątnęli kule sprzed nosa na etapie pojedynków regionalnych.

Bardzo mi się to podoba.

Oczywiście eliminacje ostatniej szansy oraz regionalne przystanki to typowa rutyna świata e-sportu. Bandai Namco nie odkrywa niczego przełomowego. Jestem jednak pod wrażeniem, jak ciekawie bawią się wytartą formułą producenci Dragon Ball FighterZ. Grając w ich bijatykę czuć pasję, szacunek oraz sympatię deweloperów do kultowej mangi. Nie inaczej jest podczas organizowania mistrzostw. Wprowadzenie do turnieju smoczych kul, a także możliwość zdominowania World Tour już na etapie bitwy w regionach to ciekawe wyróżniki.

Wydawca do spółki z Twitchem pokazuje, że nie chce robić kolejnej kopii Pro Tour dla Street Fightera. M. in. z tego powodu obejrzałem przedwczorajszą sagę w USA. Obserwowanie skupionych Azjatów na arcade stickach (finalna bitwa pierwszej sagi powyżej) rzuciło nowe światło na kwestię tego, dlaczego dostaję aż tak wielkiego łupnia bawiąc się z Dragon Ball FighterZ w trybie wieloosobowym.

Teraz porażki będą boleć jak gdyby trochę mniej.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst