RTV  / Recenzja

Wprost stworzone dla zabieganego biznesmena. Plantronics Voyager 8200 UC - recenzja Spider's Web

Słuchawki Bluetooth z aktywną redukcją szumów to niezwykle popularna kategoria produktów, szczególnie w jednej, bardzo konkretnej grupie klientów – podróżujących biznesmenów. Plantronics Voyager 8200 UC zostały stworzone właśnie dla nich.

Jadąc Pendolino czy wchodząc na pokład samolotu łatwo wyłowić ich z tłumu. Zawsze w granatowej marynarce, mniej lub bardziej nienagannie wyprasowanej koszuli, zazwyczaj z aktówką lub plecakiem. Zawsze z laptopem, na którego ekranie rozpościerają się excelowskie arkusze. Zazwyczaj w starannie ułożonej fryzurze i… słuchawkach na uszach.

Biznesmeni i pracownicy korporacji, którzy często muszą podróżować i muszą w międzyczasie utrzymać tempo pracy, bardzo upodobali sobie słuchawki z aktywną redukcją szumów. Przede wszystkim dlatego, że pozwalają im się odciąć od otoczenia. Zredukować szum silników samolotu czy stukot telepiącego się po torach pociągu, by móc w spokoju skupić się na tabelkach, targetach i deadline’ach.

Słuchawki pozwalają im też prowadzić długie rozmowy telefoniczne bez konieczności przytykania telefonu do ucha, zazwyczaj gwarantując nienaganną szczegółowość głosu rozmówcy, nawet w najbardziej hałaśliwym otoczeniu.

Ja biznesmenem oczywiście nie jestem. Do pracownika korpo też mi daleko. Ale przez ostatnie dwa tygodnie zrozumiałem, co może te grupy przyciągnąć do słuchawek Plantronics Voyager 8200 UC.

Zacznę od bodajże największego pozytywu tych słuchawek – jakości rozmów.

Jeżeli komuś zależy na krystalicznie czystych połączeniach zawsze i wszędzie, Plantronics Voyager 8200 UC nie mają sobie równych. Mikrofony doskonale zbierają nasz głos, a aktywna redukcja hałasu oczyszcza go ze wszelkich dźwięków tła. Jak długo testuję słuchawki, nie spotkałem się jeszcze z tak dobrą jakością – nawet w Bose QC35 czy Sony MDR-1000X.

Drugim ogromnym plusem tych słuchawek jest komfort, jaki oferują.

To spokojnie poziom Bose QC35, które do tej pory uważałem za wzór w tej kwestii. W Plantronics Voyager 8200 UC można przesiedzieć długie godziny i w ogóle nie czuć ich na głowie. Wszystko dzięki głębokim puszkom, mięciutkim nausznikom, które nie odparzają małżowiny i bardzo wygodnemu pałąkowi. Dodajmy do tego szeroki zakres regulacji pałąka i puszek, i naprawdę, pod względem komfortu nie sposób niczego tym słuchawkom zarzucić.

Na plus trzeba też zaliczyć prostotę obsługi Plantronics Voyager 8200 UC.

Wielu producentów idzie teraz w stronę obsługi słuchawek bezprzewodowych gestami, co osobiście bardzo lubię, ale co nie każdemu musi odpowiadać. Dla tych, którzy preferują wyczuwalny pod palcem przycisk, Plantronics Voyager 8200 UC będą świetnym wyborem. Wszystko – od włączenia, poprzez poziom redukcji hałasu, aż po przewijanie utworów i regulację głośności – kontrolujemy fizycznymi przyciskami rozsianymi po obudowie. Łatwo je znaleźć „na dotyk”, łatwo zapamiętać ich umieszczenie.

Miłym bonusem jest fakt, iż te słuchawki automatyczne pauzują muzykę po ściągnięciu ich z szyi i wznawiają ją po założeniu. Jeśli chcemy szybko posłuchać, co dzieje się w otoczeniu, bez ściągania słuchawek, mamy dedykowany przycisk Open Mic, który wycisza muzykę i wyłącza ANC (Active Noise Cancellation), pozwalając wysłuchać np. ogłoszenia na lotnisku.

Przyciski i pokrętło do regulacji. Wszystko pod ręką.

Kolejny plus – czas pracy i jakość połączenia bezprzewodowego.

Producent deklaruje 24 godziny ciągłego słuchania i nie dam sobie ręki odrąbać, ale mam wrażenie, że wyciągnąłem z nich więcej. Każdego dnia miałem te słuchawki na uszach przez ok. 2-3 godziny i w ciągu ostatnich dwóch tygodni naładowałem je… raz.

Jakość połączenia bezprzewodowego także jest bez zarzutu. 30 metrów deklarowane przez producenta można oczywiście między bajki włożyć, ale do odległości około 15-20 metrów, nawet wewnątrz budynku, nic nie zakłócało sygnału.

Czerwony przycisk to Open Mic, do szybkiego wyciszania i wyłączania ANC.

Plantronics Voyager 8200 UC to jednak słuchawki, które trudno mi otwarcie polecić.

Nie zrozummy się źle – wcale nie dlatego, że to zły produkt. Wprost przeciwnie. Jednak gdy trafią do sprzedaży, w cenie sięgającej blisko 1500 zł, w naturalny sposób zaczniemy je porównywać z dwoma głównymi rywalami – Bose QC35 i Sony MDR-1000X. Sprawdzimy, jak wypadają na tle nieco tańszych konstrukcji, kosztujących poniżej 1000 zł.

I w takim zestawieniu te słuchawki po prostu niczym nie przekonują.

Ba, nawet porównując Voyagery 8200 UC do tańszych BackBeat Pro 2 SE nie potrafię znaleźć ani jednego argumentu, by wybrać nowy, droższy produkt Plantronics ponad ten starszy i tańszy. A różnica w cenie wynosi ponad 400 zł.

Pozostając w temacie BackBeat Pro 2 SE… dlaczego do znacznie tańszych słuchawek dostajemy w zestawie świetny twardy futerał, a do droższych jedynie miękki pokrowiec? Logika tutaj zawiodła.

Co jeszcze sprawia, że Plantronics Voyager 8200 UC nie przebijają się nad konkurencję?

Brzmienie można uznać co najwyżej za przeciętne.

Przez większość czasu te słuchawki niczym się nie wyróżniają od strony brzmieniowej. Mają bardzo przyjemny, głęboki bas i zrównoważony środek oraz górę pasma, ale… to tyle. Podłączając je przez Bluetooth do smartfona nie doświadczymy muzycznego objawienia.

Najbardziej boli fakt, że tym słuchawkom strasznie brakuje szczegółowości. Nie przeszkadza to ani trochę w muzyce popularnej czy rockowej, ale już wpuszczając do uszu muzykę klasyczną, filmową, czy elektroniczną z wieloma warstwami, słychać braki. W niektórych utworach było to wręcz rozczarowujące. Wiecie, bywa tak, że producent tu i ówdzie umieścił jakieś drobne smaczki, które nadają utworowi trójwymiarowości. A w tych słuchawkach po prostu ich nie słychać.

Sytuacja ulega poprawie na komputerach osobistych, gdy podłączymy Voyagery 8200 UC poprzez dołączony do zestawu adapter USB. Dźwięk nabiera wtedy detali, staje się głębszy i przyjemniejszy dla ucha. Wyraźnie słychać różnicę między połączeniem dedykowanym adapterem USB, a Bluetoothem z komputera. Nie mam jednak wątpliwości, że większość użytkowników najczęściej korzystać będzie z tych słuchawek w oparciu o tę ostatnią. A to oznacza, że przez większość czasu jakość dźwięku Voyagerów 8200 UC będzie rozczarowująca.

Adapter USB znacząco poprawia jakość brzmienia.

Zaskakująco przeciętna jest też jakość wykonania.

W kosztujących mniej niż 1000 zł BackBeat Pro 2 SE mogłem to wybaczyć, ale w słuchawkach za prawie 1500 zł już nie mogę – jakość wykonania jest straszliwie nierówna.

Z jednej strony mamy naprawdę solidne podstawy. Miękkie, wygodne nauszniki, solidny pałąk, bardzo przyjemne w dotyku materiały. A jednak przy każdym ruchu, każdym obrocie puszek, każdym mocniejszym ściśnięciu, te słuchawki trzeszczą z każdego zakamarka. To naprawdę nie powinno mieć miejsca w słuchawkach tej klasy. U konkurencji takie problemy po prostu nie występują.

Redukcja szumów nie powala na kolana.

Aktywna redukcja hałasu w słuchawkach Plantronics Voyager 8200 UC jest dobra. Ale równie dobra była w BackBeat Pro 2 SE. Podobnie jak w kosztujących mniej Sony MDR-XB950BT czy Sennheiserach HD 4.50.

Na tle odrobinę droższych Sony MDR-1000X redukcja hałasu w Plantronicsach wypada jednak przeciętnie. Dla większości konsumentów pewnie będzie wystarczająca i nie mając bezpośredniego porównania można ją ocenić jako całkiem niezłą. Jednak zestawiając ją z konkurencją… Plantronicsy nie wyróżniają się in plus.

ANC regulujemy dwustopniowo.

I to jest clou problemu – jeśli nie jesteś biznesmenem, nic cię nie przekona do wybrania tych słuchawek ponad produkty konkurencji.

Chodzi głównie o to, że są bardzo źle wycenione. Z jednej strony kosztują za dużo i oferują za mało, by skusił się na nie ktoś szukający słuchawek do 1000 zł. Z drugiej kosztują na tyle dużo, że skoro już ktoś jest gotów wydać 1500 zł na słuchawki, to nie zawadzi mu dołożyć niecałych 100 zł do znacznie lepszego modelu.

Plantronics Voyager 8200 UC to nie jest zły sprzęt. Osobiście bardzo lubię te słuchawki i przyjemnie mi się z nich korzystało. Ale jeśli miałbym wydać własne pieniądze na produkt z oferty Plantronics, wybrałbym znacznie tańsze BackBeat Pro 2 SE.

A mając kupić sobie słuchawki z ANC z tej samej półki cenowej, postawiłbym na Bose’a lub Sony. To po prostu inna liga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst