RTV  / Recenzja

Miażdżący bas, do tego bez kabli. Sony MDR-XB950BT - recenzja Spider's Web

Picture of the author

Nieczęsto zdarza się, żebym mógł napisać w jednym akapicie o słuchawkach, że mają potężny bas i bardzo je lubię. Bo zazwyczaj takich słuchawek… totalnie nie znoszę. Ale w przypadku Sony MDR-XB950BT jest zupełnie inaczej.

Zacznijmy tę recenzję od odsunięcia na bok oczywistości - tak, te słuchawki są nastawione na miażdżenie czaszki basem i spisują się w tej roli doskonale. Są one w stanie zreprodukować częstotliwości sięgające od 3 do 28 000 Hz, co jest kosmicznie szerokim spektrum.

Nawet bez uruchomienia trybu „Extra Bass”, który dodatkowo podbija niskie częstotliwości cyfrową korekcją graficzną, słuchawki Sony MDR-XB950BT pieszczą uszy potężnym basem, który zadowoli każdego miłośnika dobrego beatu, dubstepu, czy nawet Red Hot Chilli Peppers, bo bas wydobywający się z 40-milimetrowych przetworników nie dość, że jest miażdżący, to pozostaje piękny i selektywny.

Dobra robota, Sony. Odpalając kawałek Thomasa Bergersena „All is Hell That Ends Well” na pełnej głośności z włączonym trybem „Extra Bass” mało nie urwało mi czaszki. I po raz pierwszy nie mogę powiedzieć, by ten nadmiar basu mi się nie podobał.

Bo choć bas jest zawsze dominujący, to nie tłumi on pozostałych częstotliwości. To prawda - środek pasma jest nieco zbyt mało wyrazisty, a góry, zwłaszcza przy damskich wokalach lub instrumentach smyczkowych brzmią dziwnie „piaszczyście” i momentami sucho.

Z tego względu Sony MDR-XB950BT raczej nie byłyby moim pierwszym wyborem do słuchania muzyki klasycznej czy filmowej, tak jak i nie byłyby idealne do muzyki rockowej, która dominuje na moich playlistach. Niemniej jednak fani innych gatunków muzycznych, w szczególności tych opartych o elektronikę i pier***nięcie basu poczują się tu jak w domu (dość dosłownie, bo Sony MDR-XB950BT potrafią wstrząsnąć mózgiem nie gorzej od solidnego subwoofera).

Miłym dodatkiem do tej dźwiękowej dobroci jest fakt, że Sony MDR-XB950BT są słuchawkami bezprzewodowymi.

Na pokładzie znajdziemy łączność Bluetooth i NFC. Muszę jednak od razu uprzedzić, że po podłączeniu słuchawek bezprzewodowo, jakość dźwięku nieco się pogarsza względem połączenia kablowego. 90% użytkowników pewnie tej różnicy nie zauważy, ale nie można pozostawić jej bez komentarza.

W zamian za ledwie odczuwalną degradację jakości zyskujemy bezprzewodową wolność, która jest nie do przecenienia. W dodatku zyskujemy ją na jakieś 16-18 godzin ciągłego słuchania muzyki, co również jest fantastycznym wynikiem. Sony MDR-XB950BT ładowałem raz na 2-3 dni zwykłą ładowarką micro-USB i wystarczyło mi to na kilka godzin słuchania każdego dnia. To bardzo dobry wynik.

I naprawdę mogłem w tych słuchawkach wysiedzieć kilka godzin. I nie bolało.

Dużym mankamentem większości słuchawek nausznych i wokółusznych jest komfort ich noszenia. Zazwyczaj dopiero bardzo drogie modele audiofilskie lub wysokiej klasy słuchawki studyjne gwarantują nieuciskające pałąki, czy nieparzące w uszy nauszniki.

Sony MDR-XB950BT nie są słuchawkami z kategorii „sprzedam nerkę, kupię sprzęt”, a mimo tego są jednymi z najbardziej komfortowych słuchawek, jakie kiedykolwiek miałem na uszach.

Nauszniki są po prostu cudownie miękkie i wygodne. Słuchawki absolutnie nie uciskają głowy, regulacja pałąka jest bardzo szeroka i nawet długie godziny z tymi słuchawkami na głowie nie powodują dyskomfortu.

Drobnym mankamentem - dla mnie - jest fakt, iż nie możemy tych słuchawek w żaden sposób złożyć. Jedyne, co można zrobić, to „położyć” puszki, ale nawet wtedy ich rozmiar nie jest szczególnie kompaktowy, przez co nie w każdej torbie znajdzie się na nie miejsce.

Noszenie ich na szyi to też kiepski pomysł, bo puszki są… cóż, ogromne. Nie mogę jednak złego słowa powiedzieć o ich jakości wykonania, bo ta jest wzorowa. Nic nie trzeszczy, nic nie skrzypi. Jest mega solidnie.

Dołączony do zestawu kabel zasługuje z kolei zarówno na pochwałę, jak i na skarcenie. Z jednej strony, jest on świetnie wykonany i zakończony kątowym wtykiem, więc łatwiej podłączyć Sony MDR-XB950BT do trzymanego w kieszeni telefonu. Z drugiej - wolałbym, żeby był trochę dłuższy, albo żeby Sony dodało do zestawu po prostu drugi egzemplarz, skoro kabel i tak jest wymienny.

To biadolenie dotyczy oczywiście sytuacji, w której wykorzystujemy Sony MDR-XB950BT przewodowo. Zasięg Bluetooth nadal sięga 10 metrów i z żadnym kablem nie trzeba się przy nim mocować.

Gdyby tylko Sony MDR-XB950BT miały redukcję szumów…

Tym słuchawkom do wystawienia naprawdę wysokiej noty brakuje w szczególności tej jednej cechy - aktywnej redukcji szumów, która uczyniłaby je idealnymi słuchawkami podróżnymi. Gwarantują niezrównany komfort, długi czas bezprzewodowej pracy, ale niestety, nawet ciasno przylegające nauszniki nie są w stanie zagłuszyć np. huku silników samolotu, o czym przekonałem się podczas lotu do Londynu.

Co więcej, działa to też w drugą stronę - izolacja akustyczna jest dobra, ale nadal sporo dźwięków wydostaje się na zewnątrz i siedzący obok nas pasażerowie komunikacji miejskiej mogą rzucać w naszą stronę (całkiem słusznie) skrzywione spojrzenia.

Nie mam za to zastrzeżeń do obsługi słuchawek -  na lewej puszce mieści się przycisk Power oraz "Extra Bass", zaś na prawej puszce znajdziemy regulację głośności i suwak do przełączania piosenek, oraz odbierania połączeń głosowych. Bardzo łatwo jest odnaleźć te przyciski i chociaż preferuję patent z panelem dotykowym na puszce, stosowany m.in. przez Samsunga, to rozwiązaniu w Sony MDR-XB950BT też niczego nie brakuje.

Trochę brakuje za to jakości w czasie rozmów - o ile my słyszymy rozmówcę doskonale, to już wbudowany mikrofon mocno średnio radzi sobie z łapaniem naszego głosu, szczególnie w hałaśliwym otoczeniu.

Cóż jednak znaczą te wszystkie wady, przy takiej cenie?

Nie pamiętam, z jaką ceną debiutowały Sony MDR-XB950BT, ale dziś, po kilku miesiącach na rynku, możemy je kupić nawet za mniej niż 600-700 zł. Dla wielu to nadal będzie wysoka kwota, ale uwierzcie mi… Sony MDR-XB950BT jakością przebijają konstrukcje dwukrotnie droższe i są zdecydowanie warte tych pieniędzy.

Jest też sposób, żeby wyrwać je w tej chwili za darmo - wystarczy zamówić nowy smartfon Sony Xperia XZ w przedsprzedaży i skorzystać z promocji. Nie powiem wprost, że same słuchawki są dobrym powodem, by kupić nowego flagowca Sony, ale to z pewnością dodatek wart tego, by kupić go dopóki trwa ta promocja.

Przedsprzedaż Sony Xperia XZ trwa tylko do 13 października, więc warto się pospieszyć, ale nawet poza tą promocją słuchawkami Sony MDR-XB950BT warto się zainteresować.

Zwłaszcza wtedy, kiedy pieszczący czaszkę bas jest czymś, co lubimy najbardziej.

*PS. Kot na zdjęciach nie wchodzi w skład zestawu ;)

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst