Oprogramowanie  / Artykuł

Microsoft wpadł w pułapkę własnych innowacji. Część zapowiadanych nowości nie trafi do Windows 10

116 interakcji
dołącz do dyskusji

Siedziałem kilkanaście metrów od Joe Belfiore, gdy ten zapowiadał funkcję Timeline dla Windows 10. Teraz pisze na Twitterze, że ta nie trafi do aktualizacji Fall Creators Update. To już nie pierwsza taka obsuwa. I, czego się obawiam, nie ostatnia.

Można zrozumieć wypadki przy pracy, przecież te zdarzają się każdemu. Jeżeli jednak z wyjątków zaczyna się tworzyć reguła, to coś tu wyraźnie nie działa. Jedna z fajniejszych funkcji zapowiedzianych w ramach aktualizacji Fall Creators Update… nie pojawi się w tymże uaktualnieniu. Zanim wytłumaczę o co chodzi, chcę przez chwilę poznęcać się nad sposobem zakomunikowania tej zmiany planów.

Funkcja Timeline, bo o niej mowa, była hucznie zapowiedziana podczas konferencji Build 2017. Co zrozumiałe, to jedna z czterech największych nowości zawartych w Fall Creators Update. W jaki sposób dowiadujemy się, że plany się zmieniły? O w taki:

Tweet. I to nawet nie z oficjalnego konta Microsoftu czy Windowsa, a od jednego z pracowników. Fakt, że jest to jedna z kluczowych postaci w Microsofcie jest w tym momencie nieistotny. Tak się po prostu nie robi.

Windows 10 Timeline – co to jest i do czego to służy?

Timeline to znaczące usprawnienie funkcji Widoku zadań. Jak nazwa sugeruje, funkcja ta pozwala „cofnąć się w przeszłość” i podejrzeć to, nad czym pracowaliśmy wcześniej. Pliki, aplikacje, witryny internetowe, wszystko to, co otwieraliśmy jakiś czas temu jest zapamiętywane przez Timeline, gotowe do wznowienia na nasze życzenie.

Windows 10 Timeline

Timeline, jak już ustaliliśmy, nie trafi do Fall Creators Update. Po opublikowaniu aktualizacji w kanale produkcyjnym wczesna wersja nowej funkcji zostanie udostępniona beta-testerom w ramach programu Windows Insider. To oznacza, że Timeline trafi do kanału produkcyjnego nie wcześniej, niż w marcu przyszłego roku.

To nie pierwsza taka sytuacja. Niestety, nawet nie druga.

Pamiętacie funkcję My People? Jak zapewne zdążyliście zauważyć, nie pojawiła się ona w aktualizacji Creators Update, mimo iż była zapowiadana jako jedna z kluczowych nowości. Udostępniona będzie, a jakże, dopiero jesienią, wraz z Fall Creators Update.

A może Groove Music Maker? Aplikacja ta również była prezentowana przy okazji prezentacji Creators Update. Miała być tym dla dźwięku, czym Paint jest dla grafiki. A więc prostym i przyjemnym programem do amatorskiego tworzenia muzyki. Do dziś nie wiemy co się z nią stało, najprawdopodobniej została porzucona.

No dobrze, to może aplikacja do mapowania obiektów 3D na telefony komórkowe? Była prezentowana przy okazji Creators Update, na razie nie pojawiła się ani na Windows 10 Mobile, ani na inne systemy operacyjne. Rzekomo nie została porzucona. Rzekomo.

Może już nie będę wspominał o aplikacji Story Remix, która ma zrzucić nam czapki z głów po aktualizacji do Fall Creators Update. Bo jej aktualna forma (choć trzeba przyznać, to dopiero wersja beta) w niczym nie przypomina tego, co było prezentowane na scenie podczas Build.

Tak się nie traktuje klientów.

A skoro są z tym problemy, skoro ekipa odpowiedzialna za Windows nie radzi sobie z narzuconym przez firmę – trzeba uczciwie przyznać – niesamowitym tempem rozwoju, to może pora… zwolnić? Zwłaszcza, że lwia część zapowiadanych (i przekładanych lub anulowanych) funkcji nie jest Windowsowi niezbędna. Od tego systemu oczekujemy stabilności, szybkości i wygody pracy z uruchomionymi na nim aplikacjami. Wszystko inne jest drugo- lub trzeciorzędne. I tak jak bez wątpienia chętnie pobawiłbym się Groove Music Makerem czy Story Remixem, tak nie tego oczekuję po Windowsie.

Konkurencja nie rozwija się tak szybko. iOS otrzymuje raptem jedną aktualizację rozwojową w roku, a pamiętajmy, że to system dla ledwie dwóch urządzeń (w kilku odmianach), a nie dla niezliczonej ilości sprzętów i akcesoriów, jak Windows. Bardziej elastyczny Android jest również aktualizowany raz w roku. I to na dodatek tylko teoretycznie, bo potem producenci i tak pracują kolejne miesiące nad dopasowaniem go do swoich sprzętów.

Największym atutem ostatniego Windowsa w historii Stevena Sinofsky’ego – a więc Windowsa 8.x – była jego bezawaryjność i stabilność. Możemy się spierać na temat jego użyteczności czy interfejsu, ale rozwijany był stałym tempem. Bez obietnic nie do spełnienia, bez implementowania pobieżnie przetestowanych modułów do kanału produkcyjnego.

Windows przyzwyczaił nas do tego, że możemy na nim polegać jako na najlepszym narzędziu do pracy. Drogi Microsofcie, panie Belfiore, jeszcze nie wszystko zepsute. Wróćmy do stabilnego rozwoju, a dla wszystkich będzie mniej rozczarowań.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst