Radom miał być hitem. Teraz zapadnie decyzja
Radom miał być hitem, a wciąż jest w ogonie polskich lotnisk. W lutym PPL ujawni, co dalej z portem. W tle jest śledztwo o setki milionów zł strat.

Lotnisko w Radomiu miało być odpowiedzią na rosnący ruch pasażerski w Polsce. Po dwóch sezonach widać jednak, że zamiast spektakularnego sukcesu mamy trudne pytania o sens dalszego dokładania do przedsięwzięcia. W lutym Polskie Porty Lotnicze mają przedstawić nowy model działania portu. Od tego dokumentu może zależeć, czy Radom dostanie jeszcze jedną szansę, czy stanie się podręcznikowym przykładem nietrafionej inwestycji.
100 tysięcy pasażerów zamiast miliona
Z oficjalnego podsumowania PPL wynika, że w 2025 r. przez terminal Warszawa-Radom przewinęło się 95 646 pasażerów, a na lotnisku wykonano 2216 cywilnych operacji. To liczby dalekie od politycznych zapowiedzi sprzed kilku lat, kiedy modernizowane lotnisko przedstawiano jako przyszły magnes dla linii czarterowych i niskokosztowych.
Na papierze siatka połączeń nie wyglądała źle. W poprzednim sezonie można było stąd polecieć m.in. do Rzymu, Barcelony, Antalyi, Tirany, Prewezy czy Larnaki. W praktyce ruch był mocno sezonowy, a zimą pasażerów zostało niewielu. Grudzień 2025 r. lotnisko zamknęło z wynikiem 3219 obsłużonych osób i 18 operacji – o 12 proc. mniej niż miesiąc wcześniej.
Zimowy minimalizm i oczekiwanie na wakacje
Zimą Radom funkcjonuje w trybie absolutnego minimum. Na tablicy odlotów została jedna regularna trasa: dwa razy w tygodniu samoloty Wizz Aira latają do cypryjskiej Larnaki – we wtorki i soboty. Węgierski przewoźnik zapowiada, że od wakacji dołoży połączenie do Tirany, ale na razie to tylko obietnica na przyszły sezon.
Dla pasażerów z południa Mazowsza czy północnej części województwa świętokrzyskiego to wciąż jakaś alternatywa wobec dojazdu do Warszawy czy Krakowa. Dla właściciela portu to jednak twarde zderzenie z rzeczywistością: duża, nowoczesna infrastruktura, a ruch mniejszy niż na kilku regionalnych lotniskach budowanych znacznie skromniejszym kosztem.
Według danych Urzędu Lotnictwa Cywilnego lotnisko w 2024 r. odprawiło 112 629 pasażerów – tylko o 7,5 proc. więcej niż rok wcześniej, kiedy było to 104 770 osób. W skali kraju oznacza to dopiero trzecie miejsce od końca, za Zieloną Górą-Babimostem i Olsztynem-Mazurami.
Droga przez upadłość i wielką przebudowę
Dzisiejsze kłopoty Radomia są tym bardziej bolesne, że port ma za sobą już jedną spektakularną porażkę. Pierwsze podejście do lotniska miejskiego ruszyło w 2014 r. Miasto wyłożyło na inwestycję około 100 mln zł, a z Radomia można było polecieć m.in. do Rygi czy Berlina. Ruch okazał się jednak tak niski, że w 2018 r. spółka Port Lotniczy Radom ogłosiła upadłość.
Jeszcze w tym samym roku PPL kupiły infrastrukturę za 12,7 mln zł i postanowiły zbudować wszystko niemal od nowa. Przebudowa ruszyła w 2019 r., a zakończyła się w 2023 r. W kwietniu 2023 r. lotnisko uroczyście otwarto, z udziałem m.in. ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego. W narracji ówczesnych władz Radom miał zostać ważnym elementem krajowej siatki lotniczej, odciążając Warszawę i ściągając biura podróży.
Dwa lata później widać, że potencjał portu pozostaje w dużej mierze na papierze, a do prognoz przedstawianych przy otwarciu jest bardzo daleko.
Śledztwo prokuratury i pytanie o rachunek
Na problem niskiego ruchu nakłada się jeszcze presja prawna. Pod koniec 2025 r. Prokuratura Regionalna w Lublinie wszczęła śledztwo w sprawie budowy lotniska. Śledczy sprawdzają, czy decyzje podejmowane w latach 2017-2023 – mimo sygnałów o wątpliwej opłacalności – nie doprowadziły do powstania szkody majątkowej szacowanej na ponad 800 mln zł.
Postępowanie dotyczy podejrzeń nadużycia uprawnień i niedopełnienia obowiązków przez osoby odpowiedzialne za majątek PPL. Prokuratura chce ustalić, czy ktoś świadomie forsował drogi projekt, który od początku miał zbyt małe szanse na to, by się kiedykolwiek zwrócić.
Luty miesiącem prawdy
W oficjalnych komunikatach PPL zapewniają, że nad radomskim lotniskiem nie zapadł jeszcze wyrok. Spółka mówi o konsekwentnym przygotowywaniu nowego modelu funkcjonowania i analizowaniu różnych scenariuszy rynkowych. Szczegółowy plan ma zostać przedstawiony w lutym.
To właśnie ten dokument zadecyduje, czy Radom dostanie dogęszczoną siatkę połączeń, być może nowe kierunki i współpracę z kolejnymi liniami, czy też właściciel zacznie szukać bardziej radykalnych rozwiązań – od ograniczenia działalności po częściową zmianę funkcji portu.
Na razie liczby są nieubłagane. Nowoczesne lotnisko, w które w ostatnich latach wpompowano setki milionów złotych, odprawia niewiele ponad 100 tys. pasażerów rocznie. Radom miał być dowodem na to, że Polska potrafi planować lotniczą infrastrukturę z rozmachem. Dziś coraz częściej staje się symbolem inwestycji, które politycznie wyglądają efektownie, ale biznesowo i operacyjnie wymagają bolesnej korekty kursu.
Przeczytaj także:
To, co w lutym przedstawią Polskie Porty Lotnicze, będzie więc nie tylko planem rozwoju, lecz także próbą odpowiedzi na pytanie, czy z tej historii da się jeszcze zrobić sukces, czy pozostanie ona przestrogą na kolejne lata.
Jest tego więcej
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google







































