REKLAMA

Rosja użyła Oriesznika blisko naszej granicy. Jednak nie żartowali

Rosja potwierdziła, że w zmasowanym ataku na Ukrainę użyła pocisku balistycznego średniego zasięgu Oriesznik. Rakieta uderzyła w obwód lwowski, zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od granicy z Unią Europejską i NATO.

Rosja odpala Oriesznika. Hipersoniczny pocisk uderza pod granicą UE
REKLAMA

Rosyjski atak zaczął się w nocy z czwartku na piątek. Nad Ukrainą pojawiły się dziesiątki rakiet i ponad 200 dronów uderzeniowych. Według ukraińskich sił powietrznych Rosja wystrzeliła 36 rakiet różnych typów oraz aż 242 bezzałogowce. Część z nich została zniszczona przez obronę powietrzną, ale nie wszystkie – odnotowano trafienia w 19 lokalizacjach.

REKLAMA

Najtragiczniejszy bilans padł znów na stolicę. W Kijowie, po kolejnym uderzeniu w infrastrukturę cywilną, zginęły co najmniej 4 osoby, a ratownicy przez wiele godzin wyciągali rannych i przerażonych mieszkańców z uszkodzonych bloków. Z kolei we Lwowie, położonym niedaleko polskiej granicy, mieszkańcy relacjonowali serię silnych eksplozji i pożar ważnego obiektu infrastruktury krytycznej w regionie.

To właśnie tam miała spaść balistyczna rakieta średniego zasięgu Oriesznik, wystrzelona z poligonu Kapustin Jar w obwodzie astrachańskim. Lwowski mer przekazał, że pocisk poruszał się z prędkością około 13 tys. km/h, co praktycznie nie zostawia obrońcom czasu na reakcję.

Rosja po raz pierwszy chwali się użyciem Oriesznika

Rosyjskie ministerstwo obrony po raz pierwszy otwarcie pochwaliło się użyciem Oriesznika w oficjalnym komunikacie. Twierdzi, że nocny ostrzał był odpowiedzią na rzekomy atak dronami na rezydencję prezydenta Rosji w obwodzie nowogrodzkim. Kreml określa tę operację mianem ukraińskiego ataku terrorystycznego.

W tej wersji zdarzeń Oriesznik miał uderzyć w cele związane z produkcją bezzałogowych statków powietrznych oraz w infrastrukturę energetyczną zasilającą ukraiński przemysł zbrojeniowy. Do jednego przekazu Rosja dokleja więc dwa elementy: narrację o odwecie i demonstrację nowego, groźnego narzędzia w arsenale.

Kijów kategorycznie odrzuca rosyjskie oskarżenia o atak na prezydencką rezydencję i podkreśla, że Moskwa od dawna nie potrzebuje pretekstów, by prowadzić zmasowany ostrzał. W praktyce nocny atak wpisuje się w znany już schemat: jako powód podaje się odwet, a celem stają się nie tylko obiekty militarne, lecz także cywilna infrastruktura i miasta pełne ludzi.

Czym jest Oriesznik?

Oriesznik to rosyjski mobilny system rakiet balistycznych średniego zasięgu. Najprawdopodobniej wywodzi się z konstrukcji międzykontynentalnego pocisku RS-26 Rubież, lecz został przycięty do zasięgu poniżej granicy formalnie odróżniającej rakiety strategiczne od systemów średniego zasięgu. W praktyce mówimy jednak o broni, która może dosięgnąć celów oddalonych nawet o 5,5 tys. km.

Najbardziej porażająca jest jego prędkość. Oriesznik po wejściu na trajektorię balistyczną może rozpędzać się do 8-10 machów, co oznacza ponad 10-12 tys. km/h. Rakieta leci częściowo w przestrzeni kosmicznej, gdzie następuje oddzielenie bloku bojowego od członu napędowego. Głowica może być jedna lub kilka, a konstrukcja systemu przewiduje teoretyczną możliwość przenoszenia ładunków jądrowych.

W praktyce jednak w dotychczasowych atakach na terytorium Ukrainy Oriesznik wykorzystywano z głowicami kinetycznymi, czyli takimi, które nie wybuchają klasycznym ładunkiem, lecz niszczą cele czystą energią uderzenia masy przy ogromnej prędkości.

Od Piwdenmaszu do Lwowa

Najnowszy atak to nie pierwsza sytuacja, gdy Rosja sięga po ten system w wojnie przeciwko Ukrainie. Po raz pierwszy Oriesznik miał zostać użyty bojowo w listopadzie 2024 r., również z poligonu Kapustin Jar. Wtedy pocisk przeleciał około 800 km i uderzył w zakłady Piwdenmasz w Dnieprze. Jest to jeden z symboli ukraińskiego przemysłu rakietowo-kosmicznego.

Kijów od tamtej pory traktuje każdy sygnał o aktywności Oriesznika jako szczególny sygnał ostrzegawczy. To broń, która nawet bez głowicy jądrowej jest w stanie zniszczyć duże zakłady, węzły infrastruktury czy ważne obiekty dowodzenia jednym uderzeniem, a do tego trudno ją przechwycić ze względu na prędkość i tor lotu.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Szczególnie niepokojący jest fakt, że pocisk hipersoniczny spadł w obwodzie lwowskim, czyli w regionie leżącym najbliżej naszej granicy. Dystans dzielący Kapustin Jar od zachodniej Ukrainy został pokonany w kilka minut. Tyle samo czasu miałaby obrona powietrzna państw NATO, gdyby podobny pocisk obrał kurs choćby na cele położone bliżej polskiego terytorium.

Jest tego więcej
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-09T13:47:09+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T13:08:17+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T12:08:23+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T11:27:56+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T06:23:07+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T06:22:02+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T06:21:26+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T06:21:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T06:11:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T20:42:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T19:42:06+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T19:00:22+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T18:21:59+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T17:49:10+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T16:52:31+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T16:06:08+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T15:36:12+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T15:00:11+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T13:10:14+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T11:24:39+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T10:50:53+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T08:49:17+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T06:15:00+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA