REKLAMA

Ustawa cyfrowa wstrzymana. Hejterzy mogą odetchnąć z ulgą

Weto ustawy cyfrowej zatrzymuje mechanizmy blokowania mowy nienawiści, treści pedofilskich i gróźb karalnych. Co dalej z ochroną użytkowników internetu?

Nawrocki mówi nie ustawie cyfrowej
REKLAMA

Prezydent Karol Nawrocki w jednym ruchu zatrzymał prace nad polską ustawą o usługach cyfrowych. Nowelizacja, która miała wzmocnić egzekwowanie unijnego aktu DSA i dać państwu narzędzia do blokowania nielegalnych treści, została zawetowana jako narzędzie administracyjnej cenzury.

REKLAMA

Prezydenckie weto zatrzymuje wdrożenie DSA

Nowelizacja ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną miała przełożyć na polskie realia unijny Akt o usługach cyfrowych, czyli DSA. To europejski pakiet, który porządkuje odpowiedzialność platform za treści publikowane przez użytkowników i nakłada na nie nowe obowiązki związane z bezpieczeństwem, przejrzystością algorytmów oraz ochroną osób małoletnich.

Zawetowana ustawa nie tworzyła DSA od zera, lecz miała zapewnić skuteczne stosowanie europejskich przepisów w Polsce. Przewidywała m.in. procedury blokowania treści sprzecznych z prawem, określała, kto może wnioskować o ich usunięcie i jak użytkownik ma się od takich decyzji odwołać. Po piątkowej decyzji głowy państwa ten krajowy mechanizm został wstrzymany, a spór przeniósł się z parlamentu do przestrzeni politycznej.

Ministerstwo Prawdy kontra realna kontrola sądowa

W swoim wystąpieniu prezydent poświęcił cyfrowej ustawie najwięcej uwagi. Przyznał, że internet niesie ze sobą duże zagrożenia, zwłaszcza dla dzieci, ale uznał, że przyjęte rozwiązania idą za daleko. W jego ocenie ustawa tworzyłaby system, w którym urzędnik podległy rządowi mógłby decydować, co wolno powiedzieć w sieci, a zwykły obywatel musiałby z tym aparatem walczyć.

Karol Nawrocki sięgnął po mocne porównanie do powieści George’a Orwella – Rok 1984, mówiąc o konstrukcji przypominającej Ministerstwo Prawdy, w którym władza uzurpuje sobie prawo do rozstrzygania, co jest prawdą, a co dezinformacją. Podkreślił, że w jego ocenie zamiast prawdziwej kontroli sądowej wprowadzi się obowiązek złożenia sprzeciwu od decyzji urzędnika w ciągu 14 dni, co uznał za rozwiązanie absurdalne. W konkluzji stwierdził wprost, że nie może podpisać ustawy, która jego zdaniem oznacza administracyjną cenzurę.

Co tak naprawdę przewidywała ustawa cyfrowa?

Zawetowana nowelizacja precyzyjnie wskazywała, kiedy państwo może sięgnąć po najsilniejsze narzędzie – nakaz blokady treści w internecie. Chodziło o wpisy, filmy, transmisje czy ogłoszenia powiązane z 27 kategoriami czynów zabronionych.

W katalogu znalazły się m.in. groźby karalne, namawianie do samobójstwa, treści o charakterze pedofilskim, propaganda ideologii totalitarnych, nawoływanie do nienawiści na tle narodowościowym, etnicznym, religijnym, a także publikacje naruszające prawa autorskie czy dotyczące nielegalnego obrotu towarami i usługami.

Mechanizm miał działać dwutorowo. Z jednej strony uprawnione organy – prokuratura, policja, Krajowa Administracja Skarbowa, straż graniczna – mogłyby składać wnioski o blokadę, gdy dostrzegą treści łamiące prawo. Z drugiej, o interwencję mógłby wystąpić także zwykły użytkownik, jeśli uważa, że w sieci naruszane są jego dobra lub bezpieczeństwo innych. Decyzje wydawaliby prezesi UKE i KRRiT, a w niektórych sytuacjach regulator telekomunikacyjny mógłby nakazać także odblokowanie treści usuniętych przez platformę na wyrost.

Autor zakwestionowanej treści miał otrzymywać zawiadomienie od platformy o wszczęciu procedury i mieć dwa dni na przedstawienie własnego stanowiska. Od decyzji UKE lub KRRiT przysługiwał sprzeciw do sądu powszechnego, który trzeba było wnieść w ciągu 14 dni. To właśnie ten element i czas na reakcję obywatela prezydent uznał za zbyt krótki i groźny dla wolności słowa.

Bez ustawy przestępcy będą mieć łatwiej

Zanim prezydent ogłosił swoją decyzję, o podpisanie ustawy apelowali specjaliści od bezpieczeństwa cyfrowego i ochrony dzieci. Organizacje zajmujące się przeciwdziałaniem wykorzystaniu seksualnemu małoletnich oraz fundacje monitorujące prawa użytkowników w sieci podkreślały, że bez jasnych procedur państwo ma ograniczone możliwości reagowania na najbardziej drastyczne treści.

Po wecie na ostrzejszy ton przeszedł także rząd. Wicepremier i minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski ocenił, że głowa państwa zawetowała bezpieczeństwo w internecie i wystawiła polskie dzieci na żer internetowym drapieżcom.

Według niego zawetowana ustawa wzmacniała prawa użytkowników wobec platform, dawała realne narzędzia walki z hejtem, oszustwami, brudnymi kampaniami z zagranicy oraz dezinformacją, w tym rosyjską propagandą. W jego perspektywie więc weto nie jest obroną wolności wypowiedzi, lecz ułatwieniem działania sprawcom przestępstw w sieci.

Nauka i ubezpieczenia też zahamowanme

Ustawa cyfrowa nie była jedyną, która w piątek trafiła do kosza. Karol Nawrocki ogłosił także weto wobec zmian w przepisach dotyczących Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, Sieci Badawczej Łukasiewicz i instytutów badawczych. Jego zdaniem nowelizacja zbyt mocno wzmacniała wpływ rządu na obsadę kluczowych stanowisk w nauce i otwierała drogę do przejmowania politycznego jednostek badawczych. Prezydent przekonywał, że nauka potrzebuje autonomii, a nie strachu przed ministrem, i nie może stać się narzędziem bieżącej kontroli politycznej.

Trzecie weto dotyczyło zmian w prawie ubezpieczeniowym i kodeksie cywilnym, które miały ujednolicić zasady komunikacji między ubezpieczycielami, Ubezpieczeniowym Funduszem Gwarancyjnym a klientami. Ustawa przewidywała szersze wykorzystanie komunikacji elektronicznej (za zgodą klienta) zamiast tradycyjnych listów. Prezydent uznał jednak, że w praktyce wzmocniłoby to duże korporacje kosztem najsłabszych. Ostrzegł, że przeoczony SMS czy e-mail mógłby skutkować utratą prawa do odszkodowania, co szczególnie uderzyłoby w osoby starsze i mniej biegłe cyfrowo.

Co dalej z ochroną w sieci po prezydenckim wecie?

Decyzja Karola Nawrockiego nie zatrzymuje obowiązywania unijnego DSA, ale sprawia, że Polska pozostaje bez krajowej ustawy, która porządkuje kompetencje organów i procedury działania wobec platform internetowych. Oznacza to więc, że część narzędzi przewidzianych w europejskich przepisach nie będzie mogła działać tak, jak zakładali projektodawcy.

Przeczytaj także:

REKLAMA

Rząd będzie musiał zdecydować, czy spróbuje od nowa napisać ustawę, usuwając elementy uznane przez prezydenta za nie do obrony, czy postawi na otwarty konflikt polityczny wokół weta. Już dziś jednak widać, że spór o cyfrową regulację stał się czymś więcej niż dyskusją o roli UKE i KRRiT. To starcie dwóch wizji państwa: jednej, która chce aktywnie ingerować w obieg treści w sieci, i drugiej, która ostrzega przed każdą formą administracyjnej kontroli, nawet jeśli ma służyć ochronie najsłabszych.

Jest tego więcej
Ustaw Spider’s Web jako preferowane medium w Google

REKLAMA
Najnowsze
Aktualizacja: 2026-01-09T19:20:36+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T17:20:28+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T15:05:11+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T14:53:03+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T13:47:09+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T13:08:17+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T12:08:23+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T11:27:56+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T06:23:07+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T06:22:02+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T06:21:26+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T06:21:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-09T06:11:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T20:42:00+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T19:42:06+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T19:00:22+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T18:21:59+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T17:49:10+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T16:52:31+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T16:06:08+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T15:36:12+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T15:00:11+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T13:10:14+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T11:24:39+01:00
Aktualizacja: 2026-01-08T10:50:53+01:00
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA