Gry  / Artykuł

"Oprócz mnie nie ma nikogo" - Emil Wieczorek opowiada o wyjątkowej profesji komentatora StarCrafta

Gdy trwały finały IEM 2016, nie tylko obserwowaliśmy rozgrywki najlepszych graczy, ale liznęliśmy nieco turniejowej kuchni. O e-sporcie, polskich graczach, StarCrafcie i innych grach rozmawialiśmy z Emilem Wieczorkiem – profesjonalnym komentatotem rozgrywek w StarCraft II.

Tomasz Alicki, Spider's Web: Profesjonalny komentator e-sportowy. Czyli kto?

Nazywam się Emil Wieczorek. Mam 30 lat, a od lat pięciu zajmuje się Starcraftem II. Na początku zacząłem nagrywać hobbystycznie na YouTube'a komentowanie meczów, a potem zaczął się live stream. Komentuję spotkania na najwyższym poziomie. Najpierw były turnieje z pulą nagród po 100 czy 200 euro, aby z czasem dostać się do większych imprez, chociażby Dreamhacka. Jedynie imprez ESL-a nie komentuję, bo oni mają swoich komentatorów.

Komentujesz tylko Starcrafta?

Tak, tylko Starcraft. Próbowałem komentować Heroes of the Storm, ale tam był ten problem, że w lobby przewidziano miejsca tylko dla dwóch komentatorów i zawsze były one zajęte przez zagranicznych. Reszta mogła jedynie stać w kolejce albo robić tzw. "re-stream", czyli streamować transmisję komentatorów z lobby z wyłączonym dźwiękiem. Po prostu sobie darowałem. Teraz wprowadzili więcej miejsc, ale jeszcze nie wiem, czy będę chciał do tego wrócić.

Kto o StarCrafcie wie więcej – ty czy e-sportowiec?

Chciałbym mieć taką wiedzę jak gracze, ale to jest raczej niewykonalne. Najlepszymi komentatorami są zawsze byli gracze. Oni wychwycą rzeczy, których ja bym nie wyłapał. Jednak trzeba pamiętać, że komentarz to zbudowanie emocji, zbudowanie historii. Mam opowiedzieć coś o turnieju, o graczach, czy robić dokładną analizę każdej ich zagrywki? Dobrze jest coś wiedzieć, ale wchodzenie w głębokie analizy podczas turnieju nie jest aż tak ważne.

Wiedzę mam nienajgorszą, ale często ta wiedza zaczyna uciekać, gdy zaczyna się gra. Emocje robią swoje. Mecz któregoś Polaka, wynik 2:2, gramy do trzech wygranych… Nawet komentator nie jest w stanie utrzymać emocji na wodzy.

A jak wygląda twoja konkurencja?

Oprócz mnie nie ma nikogo, kto komentowałby mecze niezwiązane z ligą ESL. Oni mają swoich komentatorów albo zatrudniają kogoś na jedną imprezę, jak w przypadku IEM-a. Nie ma nikogo, kto regularnie transmitowałby jakieś turnieje. Ja robię to już od bardzo dawna. Żeby mieć oglądalność, trzeba traktować to jak normalną pracę. Nie można komentować raz na tydzień czy dwa, bo widzowie po prostu uciekną.

Zrzut ekranu 2016-03-30 o 13.30.57

Polska scena StarCrafta – jest źle, dobrze, tragicznie?

Trzeba na początku pamiętać, że Polska była bardzo mocna w Starcraft: Brood War. Byliśmy wtedy nazywany „Proland”. Byliśmy my i Korea. Do nich jednak nawet nie mamy się co porównywać. Tam jest inna mentalność, inna infrastruktura. Mają małe ministerstwa odpowiedzialne za sam e-sport.

Polska jest silna na tle Europy. Europę reprezentują takie kraje jak Francja, Szwecja, Norwegia czy Niemcy. Dzięki wspomnianej trójce trzymamy się wśród najlepszych. Świadczy o tym chociażby turniej Nation Worlds, gdzie zawsze plasujemy się na wysokich pozycjach.

A czego nam brakuje?

Potrzeba przede wszystkim inicjatywy od dołu. Teraz jestem dosyć szczęśliwy, bo Fantasy Expo Challenge zaczęło inwestować w Starcrafta. Ostatnim takim przedsięwzięciem był EPS zorganizowany przez ligę ESL. Takie turnieje są potrzebne zwłaszcza dla tych słabszych graczy. Oni potrzebują pewności, że co dwa tygodnie będzie organizowany turniej z pulą kilkuset złotych. Grają, bo widzą, że warto. Brakuje oczywiście sponsorów, jak zwykle. Są sponsorzy, są pieniądze, które zapewniają rozwój zawodników.

iem

Skąd to się bierze, że chcesz komentować, a nie grać?

To jest dziecko pasji. Najpierw trzeba się pasjonować, trzeba chcieć również samemu grać. Nie potrafiłbym komentować League of Legends czy Doty, bo nie znam tych gier. Nawet jeżeli mógłbym je poznać, nawet na podstawowym poziomie, to one musiałyby mnie interesować. Mówiłem wcześniej, że komentowałem Heroes of the Storm. Byłem z tą grą związany od pierwszej alfy technicznej. Próbowałem grać, komentowałem, nie był to najwyższy poziom, ale mnie to interesowało. Później obraziłem się na Blizzard za liczbę miejsc w lobby dla komentatorów, co stało się krążącym po moich transmisjach dowcipem – „Emil marudzący o sloty”.

Pewne umiejętności się zdobywa, komentując grę. Sposób w jaki się mówi, jak robi się hype, opanowanie nerwów. Nie stresuję się samym komentowaniem, tylko mogę przeżywać to, co się dzieje. Jak teraz o tym myślę, to na początku musisz to kochać. Dopiero potem możesz wyciągnąć coś więcej.

A trzeba grać, żeby oglądać?

Nie, absolutnie.

Mam multum widzów, napotkanych nawet na IEM-ie, którzy mówią, że przeszli kampanię Starcrafta i po prostu sobie nie radzą. Za dużo rzeczy jednocześnie. To nie jest gra dla mnie, ale uwielbiam ją oglądać. Znam ludzi, którzy nie kupili nawet żadnej kopii Starcrafta, a śledzą moje transmisje, bo im się to podoba. To jest tak samo jak z piłką nożną, siatkówką czy każdym innym sportem. Połamałbym się, gdybym chciał próbować swoich sił w skokach narciarskich.

Intel na IEM 2016

Rozmawialiśmy ostatnio z Kim Phan i zadaliśmy jej dokładnie to samo pytanie. Dlaczego Starcraft jest tak popularny w Korei?

Również miałem przyjemność ją poznać jakiś czas temu. Blizzard zapraszał graczy z całego świata, żeby usiąść i porozmawiać o przyszłości gry. Pamiętam, jak wtedy wspominali o swoim niedowierzaniu, gdy zobaczyli, co ze Starcraftem są w stanie zrobić Koreańczycy. Powód jest dosyć prosty. Ten sam powód, dla którego u nas tak dobrze przyjął się Brood War. Kafejki internetowe. Oni tam siadali, grali razem, rozmawiali na temat rozgrywek i jak teraz tak pomyślę, to był jeden z pierwszych esportowych tytułów.

Może nie będę wchodził w szczegóły, bo zaraz zacznie się jakaś wojna, ale im po prostu ten Brood War się spodobał. Były organizowane ligi na plaży, gdzie pojawiało się nawet 100 tysięcy ludzi, twarze graczy na samolotach… Rozwój Internetu, który w Korei był o wiele lepszy niż w reszcie świata, też miał spore znaczenie. W Polsce z kolei ten trudniejszy dostęp do Sieci przyczynił się w podobnym stopniu. Trzeba było wyjść do kafejki, rozmawiało się z ludźmi, grało, omawiało dany tytuł.

Co powiesz na przyszłość z Overwatchem?

Tu będzie zależało wiele od tego, czy powstanie scena e-sportowa. Na razie jest o tyle fajnie, że Blizzard robi Overwatcha praktycznie od zera z myślą o e-sporcie. Podoba mi się silnik. Jest możliwość podejrzenia I wejścia do każdej gry twoich znajomych, więc myślę, że spróbuję czegoś z Overwatchem. Mam do niego dostęp, grywam, podoba mi się. Pytanie tylko, co zrobi z tym Blizzard, jakie będzie ich wsparcie pod względem e-sportowym.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst