Social media  / Felieton

Dlaczego uwielbiam Snapchata

Snapchat to tylko sexting i nudne relacje nudnych osób? A może nie umiesz go używać, albo nie chciało ci się włożyć w niego odrobiny wysiłku? Oto dlaczego uwielbiam Snapchata.

O Snapchacie panuje obiegowa opinia, iż jest to niepoważna aplikacja używana do przesyłania sobie rozbieranych zdjęć przez amerykańskie nastolatki (#sexting). To pierwszy błąd zwany ignorancją.

Czy Windowsa krytykujemy, za to, że można z jego pomocą odtworzyć filmy pornograficzne? Czy Facebooka odżegnujemy od czci, kiedy w newsfeedzie widzimy clickbaitowe statusy (+18) znajomych, które po kliknięciu udostępniają się również na naszym profilu?

Snapchat jest tylko platformą, która służy użytkownikom do komunikacji, a jak ją wykorzystają zależy już tylko od nich samych. Jeśli ktoś będzie dodawał „sextingowe profile”, to przecież jego wybór. Czy nagich zdjęć, które urastają do rangi fetyszu snapchatowych pesymistów nie można sobie przesłać mailem?

Rynsztokowe treści

"Ech… koleś znowu wstawia zdjęcie swojego kubka z kawą… no nie… karmi kota."

"No jak coś takiego miałoby być interesujące?"

Co robicie np. na Facebooku, kiedy wasz znajomy zaczyna bombardować zdjęciami swojego zwierzaka? Ja go zwyczajnie przestaję obserwować, bo zarówno na koty, jak i psy mam uczulenie.

Nie rozumiem skąd bierze się argument braku ciekawych treści na Snapie. Przecież to medium, które żyje UGC (user generated content), a jego wygląd zależy od tego, kogo obserwujesz. Jak obserwujesz słabe konta, to masz zdjęcia nóg w windzie. Jak obserwujesz ciekawych ludzi, to widzisz ich pasjonujące życie, którym chcą się dzielić.

Krytykować równie dobrze mógłbym Facebooka, gdyby brakowało mi głębszej refleksji przy przeglądaniu listy złożonej z „selfików i dzióbków”.

Rzekoma efemeryczność

Prywatne wiadomości znikają po pierwszym przejrzeniu (jedną na dzień można odtworzyć powtórnie). Tak.

Snapy dodane do Stories są widoczne dla wszystkich użytkowników przez 24 godziny. Tak.

Każdy może zapisać sobie klatkę z twojego Snapa na smartfonie o czym zostaniesz poinformowany. Tak.

To jednak social media, więc bądź przygotowany, że cokolwiek wrzucasz zostanie w Sieci na zawsze.

Świetne kanały Discover

Kilku partnerów Snapchata - takich jak CNN, Discovery czy Buzzfeed – codziennie przygotowuje relację skrojoną idealnie pod wymagania mobilnego konsumenta „contentu”. Są to najważniejsze newsy ze świata, ciekawostki i listy – generalnie wszystko czym żyje internet, ale przemielone przez twórców, aby pasowało do kilku calowych ekranów trzymanych w pionie.

Discover stawiam na zupełnie innym poziomie niż kanały dodane do Feedly, raczej jako ciekawą zapchajdziurę, kiedy muszę zresetować umysł. Potrafię sobie natomiast wyobrazić sytuację, kiedy dla kogoś mogłoby to być jedyne źródło informacji.

Byłoby to wówczas oddanie się w opiekuńcze ręce jednego w kuratorów treści, który wybierałby nam najważniejsze wydarzenia i podawał w bardzo strawnej formie. Już teraz informacje w internecie konsumuje się jakby pijąc wodę z węża strażackiego, więc ograniczenie ich pozyskiwania tylko do Discover byłby ciekawym eksperymentem. Choć ryzykownym.

Najłatwiejsza możliwość dzielenia się chwilą

Wciskasz przycisk – robisz zdjęcie. Przytrzymujesz – kręcisz filmik. Wybierasz z kim się dzielisz swoim „unikalnym doświadczeniem”. Nie ma w tym momencie, prostszej i szybszej możliwości podzielenia się zróżnicowanym przekazem niż Snapchat.

Jeśli chcesz dodajesz też filtry, ikonki, lub rysujesz – ogranicza Cię tylko kreatywność. Bawisz się formą.

Ogromne możliwości dla marketingowców

Weźmy na warsztat nieszczęsne banery, które wciąż rządzą w polskim Internecie. Na przeciętnym desktopie, na monitorze wyświetla się multum różnych rzeczy, a baner (nie mam tu na myśli „riczmediowej”, irytującej kreacji) stanowi mały jej ułamek.

W aplikacjach mediów społecznościowych, takich jak Facebook czy Twitter jest już inaczej. Co jakiś czas pojawiają nam się posty sponsorowane, więc immersja w przekaz reklamowy jest o wiele większa niż kiedy na monitorze mruga wiele różnych rzeczy, a ludzie wysysają ślepotę banerową z mlekiem matki.

Rozważmy Snapchata. Tu na ekranie wyświetla się tylko jedna, przeważnie angażująca, multimedialna wiadomość. Użytkownik wciągnięty jest w jej przekaz i stawiam diamenty przeciwko kasztanom(?), że zdecydowanie mocniej oddziaływać może z marką.

No i Snapchat to po prostu fajna zabawa!

PS Obecnie jestem w Bratysławie na konferencji zrzeszającej młodych dziennikarzy. Jeśli się pośpieszysz, to po dodaniu mojego konta do obserwowanych zdążysz jeszcze na relację ze zwiedzania tego pięknego miasta, a jeśli nie, to… i tak zawsze staram się dostarczać ciekawe treści. Na Snapie omawiam też szerzej swoje wpisy, zwłaszcza podróżnicze. Do zobaczenia.

12168140_1075888852451624_2046202008_n

PPS Zachęcam też do wpisywania ciekawych profili w komentarzach, aby ktoś, kto pierwszy raz zajrzy do Snapa miał pewien zestaw startowy ciekawych treści.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst