Gry  / Recenzja

Ta gra przypomina za co uwielbiam konsole. Helldivers - recenzja Spider's Web

Kiedy producenci wypełnionej humorem Magicki biorą się za konsolową produkcję, z tego musi wyjść coś ciekawego. Helldivers czerpie garściami z gier pokroju Alien Breed czy Dead Nation. Do intensywnej akcji producenci dokładają jednak taktykę oraz drużynowe zgranie, które jest kluczem do sukcesu. W tak dobrego co-opa nie grałem od premiery Dying Light.

Starsi gracze na pewno pamiętają serię Alien Breed. Twórcy Wormsów zapoczątkowali w 1991 roku modę na niezwykle dynamiczne, widziane z lotu ptaka strzelaniny oparte na prostym mechanizmie – idziesz i strzelasz. Fale wrogów biegną w kierunku postaci gracza, który pruje do nich z wszystkiego co ma pod ręką. Lufy nie stygną, akcja nie zwalnia, emocje nie opadają. Dokładnie z tego samego modelu czerpie Helldivers od studia Arrowhead.

HELLDIVERS™_20150310192713

Różnica polega na tym, że Helldivers to nie tylko intensywna akcja, ale również taktyczna rozgrywka.

Zamiast samotnego strzelania do hord przeciwników Helldivers koncertuje się na grupowej rozgrywce. Gracz walczy ramię w ramię z trzema innymi towarzyszami broni, co początkowo wcale nie jest łatwe. Zwłaszcza, że producenci ani myślą rezygnować z obrażeń wynikającego z tak zwanego „friendly fire”. Pomimo nieustannej akcji na ekranie cały czas musimy zwracać uwagę na to co robi reszta drużyny.

HELLDIVERS™_20150310192948

Moment nieuwagi i zamiast w kosmiczną kreaturę posyłamy serię w plecy towarzysza. To z kolei negatywnie odbija się na reputacji naszego awatara. Im mniejszy szacunek w futurystycznej społeczności Helldiversów, tym gorszych partnerów dostajemy do gry. System odpowiedzialny za dobór towarzyszy premiuje graczy współpracujących, łącząc ich w grupy weteranów. Psuje i trolle zamykani są z kolei w gettach z sobie podobnymi, co może skutecznie przeszkadzać w rozgrywce.

Będąc przy samej walce, ta jest znacznie bardziej skomplikowana niż może się wydawać na zrzutach ekranu.

Amunicji zawsze będzie za mało. Pojemność magazynków jest niewystarczająca. Gracze muszą stale korzystać z umiejętności specjalnych, zdobywanych wraz z kolejnymi poziomami doświadczenia. Dodatkowe możliwości są naprawdę zróżnicowane. Zaczynając od zrzutów zaopatrzenia i dostaw karabinów, przez stacjonarne wieżyczki, pojazdy czy mechy, na orbitalnych atakach kończąc, Helldivers oferuje bardzo efektowny wachlarz możliwości.

HELLDIVERS™_20150310192351

Te, niczym w rasowej grze RPG, wybieramy z poziomu ekranu postaci. To samo tyczy się broni, którą odblokowujemy wraz z rosnącym poziomem doświadczenia. Większość elementów ekwipunku możemy ulepszać za specjalne punkty rozwoju. Nie zabrakło również czystej kosmetyki, w postaci wyboru uniformu naszego jedynego, niepowtarzalnego Helldivera. Wszystko po to, aby wyróżniać i godnie prezentować się na jednym z tysięcy pól bitew.

Lokacje w Helldivers są generowane losowo. Ma to związek z permanentną, rozgrywaną w czasie rzeczywistym wojną z obcymi gatunkami.

Ludzka rasa prowadzi walki na trzech frontach. Robale, Cyborgi i Oświeceni to obce nam nacje, które musimy wyeliminować w imię… pokoju, wolności i demokracji. Producenci zabawnej Magicki co chwila mrugają do gracza i serwują gag za gagiem, topiąc Helldivers w litrach czarnego humoru. Ten nie jest tak silnie zaakcentowany jak w poprzedniej grze Arrowhead, ale stanowi miłe urozmaicenie pomiędzy kolejnymi misjami.

HELLDIVERS™_20150310191357

Każde wykonane przez nas zadanie wpływa na aktualną sytuację w galaktyce. Bojowa mapa wokół Super Ziemi jest aktualizowana w czasie rzeczywistym. Wpływ na nią mają poczynania wszystkich graczy, którzy wykonują militarne operacje na trzech liniach frontu. Te wraz z sukcesami ludzkiej nacji przesuwają się w kierunku ojczystych planet obcych. Już nie mogę się doczekać, kiedy Helldiversom uda się wylądować na którejkolwiek z nich. Wciąż jednak do tego daleko.

Permanentna wojna jest ciekawym sposobem narracji, ale to mięsista rozgrywka stanowi najmocniejszy punkt Helldivers.

Gra studia Arrowhead została po prostu bardzo dobrze wykonana. Rozgrywka jest niezwykle efektowna, a przy tym wymagająca i zmuszająca do kooperacji. Coś „jest pod triggerem” w tej grze. Po prostu ma się ochotę strzelać i strzelać. Ze względu na dużą powtarzalność Helldivers nie nadaje się na długie, wieczorne maratony, ale jest idealnym tytułem na kilka partii ze znajomymi. Z tymi możemy grać zarówno przed jednym ekranem, jak również za pomocą sieci.

HELLDIVERS™_20150311160355

Środowisko konsol Sony dostało bardzo ciekawy tytuł na wyłączność w przystępnej cenie. W Helldivers można już grać na konsolach PlayStation 4, PlayStation 3 i PlayStation Vita. Zachęcam do tego wszystkich miłośników kooperacyjnej zabawy. Zwłaszcza tych na tyle dojarzałych, aby pamiętać czym jest kultowa seria Alien Breed. Bardzo pozytywne zaskoczenie i solidny tytuł w rozwijającej się rodzinie platform Sony.

Tagi:
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst