Sprzęt  / Artykuł

Komputery tańsze od Windowsa, czy Office’a, możliwość przeniesienia usług Microsoftu do chmury Google - Satya Nadella zmienia Microsoft nie do poznania

Steve Ballmer musiał odejść z Microsoftu nie tylko dlatego, że przespał moment, w którym rynek uciekł mu w kierunku post-pc, ale także dlatego, że nie potrafił dostosować modelu biznesowego swojej firmy do nowych wymagań. Jego następca Satya Nadella nie traci czasu. Zmiany, które wdraża zmieniają biznes Microsoftu wręcz nie do poznania!

Gdy Nadella mówił: chmura to nasz biznes, to wielu traktowało to jako kolejny pusty frazes płynący z Redmond, które od lat wiele opowiadało o tym, co niby robi, a zmieniało się niewiele. Tymczasem wcale nie przy błysku fleszy nowy prezes Microsoftu zmienia biznes technologicznego giganta.

Spójrzmy na dzisiejszy rynek PC.

Są na nim dziś produkty w cenie 600 - 800 zł z pełną wersją najnowszego Windowsa, z roczną subskrypcją na Office’a 365 oraz 1 TB przestrzeni dyskowej w chmurze. Każda z osobna usługa Microsoftu: Windows, Office, czy OneDrive była do niedawna droższa niż cały pakiet zamknięty w jednym tanim komputerze.

Jeszcze rok temu byłoby to nie do pomyślenia - dla ‚księgowego’ Ballmera liczyła się wartość poszczególnych usług Microsoftu. Windows, Office i inne usługi - z ich sprzedaży żył przecież Microsoft dopisując kolejne miliardy dolarów zysku kwartalnie mimo gigantycznej skali piractwa i malejącej sprzedaży komputerów PC.

Jasne, można stwierdzić, że decyzje Nadelli o uwolnieniu usług Microsoftu i oddanie ich w zasadzie za darmo tym, którzy zechcą kupić najtańszy nawet na rynku komputerowy hardware, to odpowiedź na coraz bardziej panoszące się Chromebooki lub próba obrony rynku przy szalejącym post-PC, w którym najwięcej pieniędzy oraz know-howu jest w branży mobilnej.

microsoft-online

Tyle że byłoby to krótkowzroczne myślenie.

Nadella zmienia cały model biznesowy firmy, którą zarządza. Wystarczy posłuchać tego, co COO Microsoftu Kevin Turner mówił podczas konferencji Credit Suisse Technology. Otóż z tych słów wynika, że Microsoft zamierza zarabiać na dodatkowych opcjach, usługach dodanych do podstawowego Windowsa, czy Office’a. W pierwszym półroczu 2015 r. ma to być wszystko ubrane w odpowiedni plan.

To oznacza, że powinniśmy zobaczyć Windowsa 10 o ile nie za darmo - i to nie tylko dla konsumenta końcowego, ale także producentów hardware’u PC - to znacznie tańszego niż Windows 8. Może być tak, że zupełnie podstawowa wersja nowego Windowsa będzie darmowa, a płacić będzie trzeba jedynie za zaawansowane opcje, na przykład związane ze specjalistyczną pracą (profesjonalna obróbka zdjęć i wideo, praca z dźwiękiem, itp.).

Taki model już Microsoft w zasadzie przetestował. Próbując tchnąć nieco życia w platformę Windows Phone rozdawał licencję na mobilny OS za darmo dla tańszych urządzeń. W sektorze biznesowym Microsoft nie nalicza już także opłat za każde urządzenie działające pod kontrolą Windowsa, tylko rozlicza się od użytkownika (który może mieć wiele urządzeń z Windowsem, czy Office’em).

Ale to nie wszystko. Nadella idzie znacznie dalej.

Jeśli uwolnienie cen Windowsa, Ofifce’a i innych słów nie wydaje się jeszcze zbyt rewolucyjne, to możliwość przenoszenia windowsowych aplikacji do chmury Google’a żadnych wątpliwości już nie pozostawia.

To byłoby nie do zaakceptowania za czasów Ballmera! Oto Microsoft wysyła jasny i czytelny sygnał: korzystasz z naszych rozwiązań, ale wolisz chmurę Google? Proszę bardzo, wychodzimy ci na przeciw.

Program nazywa się Microsoft License Mobility i wg jego założeń, usługi tj.: serwer poczty e-mail Exchange, serwer SQL, wideokonferencje i czat Lync, usługa antywirusowa Foreftont, mogą być wyekspediowane poza chmurę Microsoftu. Wprawdzie nie ma tam mowy o pakiecie biurowym Office, no, ale na to chyba jeszcze za wcześnie zważywszy na niesamowitą konkurencję ze strony konkurencyjnych usług Google’a, ale i tak to niesamowita sprawa, szczególnie dla małych i średnich biznesów.

microsoft_love_linux

To wszystko są symboliczne zmiany.

Nadella zmienia oblicze Microsoftu - wciąż jednego z najważniejszych podmiotów na rynku technologii. Otwiera zamknięte platformy, wychodzi na przeciw użytkownikom. I wcale nie ma tu zbytniej filantropii, czy też nieodpowiedzialnego podejścia do biznesu. Satya Nadella rozumie jednak, że dziś model tego, co i jak się sprzedaje na rynku tech jest zupełnie inny niż w latach 80, czy 90 ubiegłego wieku, gdy to hardware rządził rynkiem.

Dziś perspektywy na kolejne dziesiątki miliardów są w platformie i usługach cloudowych, ale zanim zacznie się je dopisywać do finansowych ksiąg trzeba zbudować odpowiedni na nich zasięg oraz wyrobić w kliencie naturalną potrzebę zapłaty. I to nie jednorazowych jak kiedyś, ale najczęściej subskrypcyjnych.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst