Tech

Microsoft, spersonalizowane reklamy i kuriozalna awantura o ochronę prywatności

Windows 8 domyślnie ma włączony mechanizm DNT. Oznacza to, że przeglądarka systemowa, jeżeli nie zdecydujemy inaczej, wysyła witrynom internetowym komunikat, że te mają nie śledzić użytkownika w jakikolwiek sposób, bo ten sobie tego nie życzy. Microsoft jest za ten ruch… krytykowany. Nawet przez twórcę DNT.

Po instalacji systemu Windows 8 bądź po pierwszym uruchomieniu świeżo zakupionego urządzenia w tym systemem, powita nas kreator konfiguracji, w którym mamy odpowiedzieć na kilka pytań dotyczących podstawowej konfiguracji systemu. Wśród nich są ustawienia prywatności. Windows pyta się, czy aplikacje mogą śledzić naszą geolokalizację, czy wyszukiwarka może przechowywać historię zapytań, i tak dalej. Jedno z pytań dotyczy mechanizmu DNT (Do Not Track). System pyta, czy przeglądarka internetowa ma pozwolić witrynom internetowym na śledzenie użytkownika (by móc, na przykład, serwować mu spersonalizowane reklamy). Domyślnie opcja jest ustawiona tak, by nie zezwalać tym witrynom na tego typu działanie. I, o dziwo, właśnie to ustawienie wzbudza gigantyczne kontrowersje.

Nagłówek DNT jeszcze nie jest standardem webowym. Jego wielkim promotorem jest firma Microsoft. Co więcej, nie działa on w sposób aktywny. Przy włączonym mechanizmie, przeglądarka informuje witrynę, że ta ma nie śledzić w żaden sposób użytkownika. To od twórcy witryny zależy, czy ta będzie szanowała preferencje użytkownika. Większość witryn wciąż nie obsługuje DNT i dopóki ów mechanizm nie zostanie zatwierdzony przez konsorcjum W3C, to się nie zmieni. Przeglądarki, które obecnie obsługują DNT, to Internet Explorer, Firefox, Safari i Opera. Chrome dopiero po instalacji odpowiedniego rozszerzenia.

Historia DNT sięga 2007 roku, kiedy to Federalna Komisja Handlu rozpoczęła nad nim koncepcyjne prace. W 2009 roku wydany został dodatek do przeglądarki Firefox w wersji rozwojowej. Wkrótce po tym za implementację wziął się Microsoft. Internet Explorer od dziewiątej wersji obsługuje DNT.

Skąd taka zagorzała walka o prywatność użytkownika? Odpowiedź jest jedna: Google. Internetowy gigant żyje ze skutecznej, targetowanej reklamy. Google oferuje nam genialne swoje produkty za darmo, w zamian pozwalając sobie na „permanentną inwigilację”. Google jest też wielkim konkurentem Microsoftu, przy czym słowo „konkurent” jest dość umowne: w Internecie rządzi Google prawie w każdej materii. W interesie Microsoftu jest więc popularyzacja DNT: skoro mu w sieci nie idzie dobrze, to niech chociaż konkurent mniej zarabia.

Mnie to nie przeszkadza. Skoro walka z konkurentem, tak przy okazji, chroni moją prywatność, to czemu mam protestować? Buntują się jednak inni. Reklamodawcy, przedstawiciele różnych e-biznesów krytykują „wymuszanie” DNT przez Microsoft jak tylko się da. Im się jednak nie dziwię: tak po prostu oznacza to dla nich mniejsze zarobki i konieczność wymyślenia nowych rozwiązań marketingowych. Zaciekawiła mnie jednak postawa wynalazcy DNT

Roy Fielding umieścił w sieci wtyczkę do serwera Apache, która sprawdza przeglądarkę internauty. Jeżeli jest to Firefox, Opera, Safari czy inna, wtedy serwer respektuje ustawienie DNT. Jeżeli jest to Internet Explorer 10, jest ono ignorowane. Fielding chce tym zwrócić uwagę mediów na to, co ma do powiedzenia. Otóż jego zdaniem, większość użytkowników nie zmienia domyślnych ustawień przeglądarki lub czegokolwiek innego. Tu się zgadzamy, ale na tym zbieżność naszych poglądów się kończy. Otóż Fielding uważa, że przez domyślne włączenie DNT przez najpopularniejszą przeglądarkę internetową na rynku, twórcy witryn internetowych zdecydują się ignorować ów standard. Jego zdaniem, użytkownik świadomie powinien włączać DNT tylko wtedy, kiedy go potrzebuje.

Przepraszam, ale nie mogę się zgodzić. Zastanówmy się, dlaczego użytkownik nie zmienia domyślnych ustawień. Z trzech powodów: albo mu one odpowiadają, albo ich nie rozumie, albo mu się nie chce. Oznacza to, że w większości przypadków, jakkolwiek tego nie ująć, albo nie chce być śledzony przez witryny, albo nie zdaje sobie sprawy z całego procederu. Dopiero świadomy użytkownik wie jak działają śledzące ciasteczka i czym jest spersonalizowana reklama. Świadomy użytkownik będzie wiedział, że chce wyłączyć DNT. Nieświadomy użytkownik nie będzie wiedział, że chce je włączyć.

Decyzję Microsoftu uważam za słuszną, a jedyne, co mnie zdumiewa, to całe zamieszanie wokół sprawy. Jeżeli reklamodawcy się obawiają, że DNT nigdy nie zostanie włączone, to zawsze mogą do tego zachęcić. „Chcesz, by w tym miejscu wyświetlały się oferty specjalnie dla ciebie? Kliknij tutaj i dowiedz się więcej”.

Proste, prawda?

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst