Tech

Gra The Dig: jedna z najjaśniejszych perełek z lamusa

Dziś opowiem wam o grze, w którą zagrywałem się jak byłem jeszcze młody berbeć. Niedawno ją uruchomiłem na nowo i wciąż byłem nią zafascynowany. Mowa o The Dig firmy LucasArts. Moim zdaniem jednej z najbardziej niedocenionych gier w historii.

The Dig to gra przygodowa firmy LucasArts z 1995 roku. Mimo sporej kampanii promocyjnej i wyjątkowo ambitnego podejścia do tematu, gra okazała się klapą. No dobra, przesadziłem. Okazała się umiarkowanym sukcesem. Zupełnie nie rozumiem dlaczego. To wspaniała, genialnie zrealizowana gra przygodowa, z fenomenalną oprawą graficzną i muzyczną (jak na tamte czasy, ale gdyby nie niska rozdzielczość , wyglądałoby to świetnie do dziś). Przypomnę wam dziś ją. Jakoś tak wzięło mnie na sentymenty.

Wszystko zaczęło się od pomysłu Stevena Spielberga na serial science-fiction. Pomysł wyewoluował do pełnometrażowego filmu, po czym… szybko umarł. Ówczesna technika tworzenia filmów nie pozwalała na zrealizowanie większości pomysłów. Scenografia i efekty specjalne okazały się tak drogie, że film nie miał szans na realizację. Spielberg jednak się nie poddawał. Udał się do George’a Lucasa, do którego należy największe, najbardziej innowacyjne studio zajmujące się efektami specjalnymi, czyli Industrial Light & Magic. Lucas nie widział również szans na komercyjną realizację, ale zasugerował Spielbergowi zrobienie z tego animowanej gry wideo. Realizacją miałoby zająć się należące do Lucasa studio LucasArts. Mistrzowie przygodówek, obok Sierry.

Projekt został potraktowany bardzo poważnie. Reżyserią gry zajął się Sean Clark, realizacją oprawy graficznej wewnętrzne studio rysownicze oraz Industrial Light & Magic. Dźwiękiem zajęło się studio Skywalker Sound (hollywoodzka elita jeśli chodzi o inżynierię dźwięku), a opowiadanie Spielberga w scenariusz zamienił Orson Scott Card, legendarny pisarz science-fiction (któremu pomógł Brian Moriarty). Prace nad grą ruszyły w 1989 roku i trwały przez kolejnych sześć lat. Niestety, w wyniku przedłużających się prac, część aktorskiej obsady podkładającej głosy zrezygnowała z udziału. Na szczęście „nowi” spisali się świetnie, a ze starej pozostał do końca Robert Patrick, podkładający głos głównemu bohaterowi. Czapka z głowy, jedna z najlepszych dubbingowych kreacji jakie słyszałme. W tych czasach, na rynku gier wideo, jeżeli istniał precedens jeśli chodzi o ilość „Ekspertów” i czas powstawania gry, to ja go nie pamiętam. A długo szukałem.

Gra była kilka razy przeprojektowana. Popularyzacja napędów CD-ROM i rozwój techniczny komputerów pozwalał twórcom na realizację wszystkich pomysłów Spielberga. Gra w oryginale była dość mroczna i krwawa. Spielberg jednak, po protestach rodziców dotyczących filmu Jurrasic Park, postanowił nie ryzykować i grę ugrzeczniono. Moim zdaniem, wyszło jej to na dobre. The Dig to piękna, nieco infantylna ale w ten fajny sposób, baśń science-fiction.

The Dig w końcu się ukazał. Działał na silniku graficznym SCUMM, był jedną z nielicznych gier na rynku, która pojawiła się wyłącznie na płycie CD, bez wersji dyskietkowej. Gra dostępna była na komputery z MS-DOS (ukazała się później edycja na Windows) i na Macintoshe. Oprawa graficzna to błyskotliwe połęczenie renderów IL&M z ręczną, nieco disney’owską animacją. Ścieżkę dźwiękową, jak na epopeję sci-fi przystało, nagrała orkiestra symfoniczna (aczkolwiek niektóre motywy zostały zmienione i dograne elektronicznie).

The Dig opowiada o misji wahadłowca kosmicznego na asteroidę Atylla, który ma się rozbić o Ziemię (powtórka z Armagedonu czy Dnia Zagłady, tyle że te filmy powstały… później). Plan jest prosty: umieścić dwa ładunki jądrowe na powierzchni, detonując je w odpowiednim momencie tak, by ta stała się kolejnym naszym księżycem. W tym momencie zaczynamy grać. Jednak nie to jest osią fabuły. Udaje się już na samym początku. Ciekawe jest to, co dzieje się potem. Wyprawa badawcza odkrywa, że „asteroida” to obrośnięty skałą na skutek starości starożytny statek kosmiczny. Co więcej, wciąż w pełni sprawny. Co jeszcze więcej, statek po wykryciu „załogi” na pokładzie postanowił skoczyć w nadprzestrzeń by udać się na rodzinną planetę, oddaloną miliony lat świetlnych od Ziemi. W tym momencie zaczyna się właściwa akcja gry. Ty, dowódca wojskowy zespołu, oraz rosyjski archeolog i amerykańska dziennikarka lądujecie na zupełnie obcej planecie. I wszystko wskazuje na to, że zaawansowana cywilizacja, która wysłała ów statek, dawno… wyginęła. Wasza trójka jest więc sama, na zupełnie obcym świecie. Graczu: dowiedz się co się wydarzyło, czemu jesteście tu całkiem sami, a przede wszystkim… znajdź drogę do domu.

Gra była recenzowana bardzo pozytywnie. Niestety, niska powszechność napędów CD-ROM a także rozczarowanie graczy spowodowało, że okazała się finansowym fiasco. Gracze spodziewali się kolejnej, prześmiewczej, wesołej gry LucasArts, a tymczasem dostali grę Bardzo Poważną, rozbudowaną, z trudnymi zagadkami.

Dziś o The Dig mało kto pamięta. Niestety, ciężko mi z czystym sumieniem ją wam polecić. Niska rozdzielczość, kompresja animacji i niestabilność gry na obecnych wersjach Windows, które z MS-DOS i Windows 95 mają niewiele wspólnego, skutecznie psują zabawę. Nawet próbowałem uruchomić ją na wirtualnej maszynie. Tam, dla odmiany, dostawała niezrozumiałej czkawki, przycinając się i gubiąc klatki animacji. Zastanówcie się jednak, co musiałem czuć, jak włożyłem płytę CD do mojego 486 DX z 8 MB RAM-u, mając lat dwanaście, i zobaczyłem to (wybaczcie hiszpańskie czy tam portugalskie podpisy, to najlepsza kopia, jaką znalazłem na YouTube):

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst