Tech

Piotr Chyliński: Prywatność owiec.

Mamy przyjemność gościć dziś Piotra Chylińskiego z wpisem gościnnym na Spider’s Web. Tekst Piotra jest odpowiedzią na wcześniejszy tekst Michała Młynarczyka pt. „Przyszłość prywatności, prywatność przyszłości„. Myślę, że nie trzeba zbytnio przedstawiać Piotra, znanego w sieci bardziej jako Heidi, który od lat stanowi o sile polskiego światka skupionego wokół Maka. W związku z tym, bez większych ceregieli zapraszamy do przeczytania jego polemicznego do naszego tekstu o prywatności w internecie.

Tym, czym w XIX wieku był węgiel, a w kolejnym stuleciu ropa naftowa, tym teraz jest informacja. Wiele firm, takich jak Google lub Facebook, żyje ze zbierania oraz katalogowania danych o wszystkim i o każdym. Oczywistym jest, że dla tego rodzaju biznesu jakiekolwiek ograniczenia w postaci ochrony prywatności lub anonimowości są jedynie przeszkodą, lecz o ile państwo, jako instytucja, jest w stanie narzucić swoim obywatelom pewien zakres rezygnacji z prywatności i anonimowości, o tyle firmy prywatne muszą swoich klientów do owej rezygnacji przekonać. Najlepiej wmawiając im to samo, co twierdzą rządy, że tak być musi lub jest to dla ich, klientów, dobra i wygody, a poza tym, właściwie nic nie tracą. Genialnym w taktyce tych firm jest jednak fakt, że ich przekaz rozprzestrzenia się jak wirus. Wystarczy jeden czy drugi wywiad, aby zaraz pojawiły się dziesiątki artykułów, wieszczących rychły i nieuchronny koniec prywatności. Tak jak tu, na Spider’s Web.

Czytając tekst Michała Młynarczyka pod tytułem ?Przyszłość prywatności, prywatność przyszłości?, nie mogę oprzeć się wrażeniu, iż bije z niego, przede wszystkim, ogromne poczucie beznadziejności i bezsilności. My, produkty Google?a i Facebooka, jesteśmy jako te owce, podążające biernie za stadem bez większego wpływu na kierunek podróży przez cyfrowy świat. Nie wydaje mi się, żeby tak było w rzeczywistości, a jedynie, co najwyżej, daliśmy sobie wmówić, że barany na przedzie wiedzą, dokąd idą. Cały problem w tym, że Zuckerberg i Schmidt nie orientują się, dokąd idą, za to doskonale wiedzą, dokąd chcą dojść.

Przede wszystkim nie jest prawdą, iż anonimowość i prywatność to stosunkowo nowe wynalazki. Ba! To nawet nie są żadne wynalazki, lecz potrzeby wynikająca z samej istoty samoświadomości, z poczucia istnienia jako niezależna jednostka.

Prywatność to potrzeba posiadania azylu, w którym można się schronić ze swoimi uczuciami, myślami, wstydem i kłopotami, ze swoją odmiennością i wyjątkowością, z tym wszystkim, czym nie chcemy się dzielić z innymi. A chociaż małe społeczności, jak słusznie wskazuje Michał Młynarczyk, cechował i nadal cechuje wysoki poziom wzajemnej wiedzy o jej członkach, nigdy nie była ani nie jest to wiedza absolutna. Każdy z członków społeczności miał, ma i będzie miał swoje tajemnice, mniejsze lub większe. Sekretne spotkania z córką sąsiada albo efekt owych spotkań i wizyta u zielarki. Kilka monet zakopanych pod progiem na czarną godzinę lub tajemny, przekazywany z ojca na syna sposób pędzenia księżycówki. Wreszcie upodobanie do koronkowej bielizny, która nie zawsze dobrze współgra z owłosioną klatką piersiową. Mogą się czasem wydawać błahymi lub nawet śmiesznymi, ale dla każdego z tych ludzi były i są najważniejsze, bo osobiste, składające się na istotę bytu.

Z kolei anonimowość to odwieczna potrzeba zerwania więzów norm społecznych, stania się kimś innym niż się jest lub być może. Każdy człowiek marzy, aby przez chwilę być kimś innym. Każdy człowiek zastanawia się, co by było, gdyby był tym kimś innym. Anonimowość to potrzeba przepięknie opiewana we wszystkich legendach o tajemniczych rycerzach, którzy nigdy nie uchylali przyłbicy. Potrzeba ujawniająca się cudownie w balach maskowych, które wzbierały falami zakazanych uczuć. Wystarczyło pojechać do innego miasta lub wioski, aby z chłopa stać się, chociaż na chwilę, dopóki złoto brzęczało w sakiewce, szlachcicem.

Nieprawdą jest również to, że industrializacja i urbanizacja cokolwiek zmieniły w tej materii. Tak naprawdę nie zmieniło się nic. Miasta, tak dawniej jak i dzisiaj, to jedynie skupiska mniejszych wiosek, których granice wzajemnie się przenikają. Poczynając od wiosek rodzin, przez wioski sąsiadów z tej samej klatki, aż po wioski współpracowników, tworzymy kolejne minispołeczności, których członkowie wiedzą o sobie dużo, ale wciąż nie wszystko. Zamiast, jak w średniowieczu, iść piechotą do sąsiedniej wioski lub, jak w latach 60. XX stulecia, jechać gdzieś daleko samochodem, wystarczy dziś wejść do Internetu, gdzie można stworzyć zupełnie nową tożsamość, założyć wirtualną maskę, która pozwoli być mędrcem lub głupcem. Chociaż świat się zmienił, chociaż udoskonalono narzędzia, ludzie pozostali tacy sami, z tymi samymi potrzebami i marzeniami.

Rację ma natomiast Michał Młynarczyk pisząc, że zmianie uległy możliwości śledzenia, bo ta zmiana wydaje się w przypadku dyskusji nad prywatnością najważniejsza, głównie w kontekście zabezpieczania danych przed niepowołanym dostępem. Współczesna technika pozwala zbierać dużo więcej informacji niż dawniej, a komputery umożliwiają wyciągnięcie z nich znacznie obszerniejszej wiedzy. Analizując i zestawiając pozornie niepowiązane dane, można wyciągać wnioski wykraczające poza horyzont tego, co widoczne na pierwszy rzut oka. Jednakże nigdy nie powinniśmy dać sobie wmówić, iż każda tego rodzaju analiza wymaga złożenia na ołtarzu naszej prywatności i anonimowości. Wręcz przeciwnie. Im bardziej będą doskonalone metody analizy danych i idący za tym pęd ku zbieraniu jak najbardziej obszernych danych, tym większą rolę widzę dla wszelkiego rodzaju systemów anonimowego dostępu. Chociaż nie zapewniają one pełnej ochrony tożsamości, w połączeniu z odpowiednimi regulacjami prawnymi stanowić mogą barierę dla zbyt ciekawskich firm.

Szczególnie, kiedy włączymy również rozsądek. Chociaż autor, uzasadniając potrzebę zanikania anonimowości, pisze o zwiększaniu bezpieczeństwa i optymalizacji działania systemów, podaje takie ich przykłady, z których spora część nie wymaga wcale danych osobowych. Czy system drogowy naprawdę musi znać tożsamość kierowcy, aby sterować światłami ulicznymi? Nie, nie musi nawet identyfikować konkretnego pojazdu. Wystarczą mu anonimowe dane statystyczne o natężeniu ruchu w różnych porach dnia. A w przypadku nadzorowania czasu prowadzenia pojazdu bez przerwy? Również nie, bo przecież Kowalski nie może kierować dłużej od Wiśniewskiego. Obaj mają podobną wytrzymałość. Ten ktoś, kimkolwiek by był, po ustalonej liczbie godzin musi zrobić przerwę. Może więc sieci komórkowe? Również nie, ponieważ, wbrew słowom autora, muszą one znać położenie urządzenia, a nie użytkownika. I chociaż może się to wydawać jednym i tym samym, telefon wcale nie musi być przypisany do konkretnej osoby, szczególnie działający w systemach przedpłatowych. Analogicznie, konta bankowe również nie muszą być przypisane do konkretnej osoby, a mogą być obsługiwane przez każdego, kto potrafi się odpowiednio uwierzytelnić. I tak dalej, i tak dalej. W bardzo wielu przypadkach zbieranie danych osobowych nie jest rzeczywistą potrzebą systemu, a raczej swoistą nadgorliwością jego twórców, jak miało to miejsce w przypadku warszawskich kart miejskich.

Jednakże tym, co najdobitniej trzeba sobie uświadomić, jest fakt, iż normy społeczne, chociaż nie są zrobione z granitu, nie zmieniają się same. Nie są samoistnym bytem, do którego musimy się dostosować. To my je zmieniamy, a więc wieszczona przez Zuckerberga stopniowa likwidacja sfery prywatności nie dokona się, jeżeli my sami na to nie pozwolimy. Potrzeba prywatności i anonimowości tkwi w nas, moim zdaniem, zbyt głęboko, abyśmy łatwo z niej zrezygnowali. Nawet uwodzeni filozofią ?wystarczy być?, nawet olśnieni dużą liczbą programów do samośledzenia, nie będziemy skłonni dzielić się z bliźnimi całym naszym życiem, a szczególnie tymi jego fragmentami, których moglibyśmy się wstydzić. A że takie wciąż będą, tego jestem pewny. W końcu jesteśmy ludźmi.

Piotr Chyliński, znany również jako Heidi. Lat czterdzieści, z czego połowa spędzona z Makami. Wyznawca weredyzmu. Mimo wszystko wciąż wierzy w ludzi i to, że technologia powinna służyć człowiekowi.

przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst