SW+

Giełdowe leszcze poharatały rekiny. GameStop to afera, na jaką zasłużyliśmy w 2021 roku

244 interakcji
dołącz do dyskusji

Czy można doprowadzić do bankructwa fundusz inwestycyjny „dla beki”? Czy współczesny system finansowy jest czasem jak wielka sieciowa gra RPG, w której legion dobrze zorganizowanych normików ostatecznie może pokonać wielkiego bossa? I co najważniejsze, czy da się opowiedzieć o najciekawszym skandalu na przecięciu giełdy i technologii bez używania terminów w rodzaju „krótka pozycja” i „naga sprzedaż”? Oczywiście, że się da. 

Idzie to tak: w ostatnim tygodniu stycznia tłumy rozochoconych amatorów giełdy kupując przez internet akcje ledwo co przędącego sklepu z konsolami, prawie ogołociło z gotówki potężny nowojorski fundusz inwestycyjny. Piękne, prawda? I jakby znajome. 

To historia, którą doskonale znamy, bo w różnych wariantach opowiada nam ją dziś cała współczesna popkultura – od „Igrzysk Śmierci” i „Władcy Pierścieni” po „Parasite”. Mamy tu opowieść o słabych i pozbawionych wpływu na rzeczywistość, którzy wspólnie rozpracowują system i rzucają wyzwanie możnym tego świata. By choć na chwilę – za cenę poważnego ryzyka i nie bez nihilistycznych pokus – ten system wykoleić i zwrócić przeciwko silnym i ustawionym. Tym, dla których dotychczas ten system pracował. 

Przy okazji i tej historii – jak to zazwyczaj bywa – rzeczywistość jest trochę bardziej skomplikowana niż heroiczny mit. Ale nie mniej ciekawa. Zacznijmy jednak jak należy. Czyli od początku. 

Wilk z /WallStreetBets

Siedem lat temu Jaime Rogozinski, ówcześnie 32-letni bankier z Waszyngtonu, postanowił poszukać porad inwestycyjnych w niecodziennym miejscu: na Reddicie, serwisie społecznościowym agregującym linki i wiadomości z całego świata, który stał się jednym z epicentrów memowej kontrkultury i kolebką internetowych mikrotrendów. Reddit jako forum znany jest z czasem ekstrawaganckich pomysłów swoich użytkowników, ale Rogozinski nie wyglądał na człowieka szukającego ekstremalnych wrażeń. Ten dziś już niemal 40-latek o fizys menedżera korporacji założył podforum – nitkę – poświęcone „zakładom na Wall Street”. I tak też je nazwał: /WallStreetBets.

W niedawnym tekście na łamach „Wall Street Journal” Jaime tłumaczył dziennikarzom, że chodziło mu wtedy tylko o to, by dyskutować o handlu akcjami i giełdzie poza ustalonym kanonem opinii i poza granicami świata, jakie wyznaczają gadające głowy w śniadaniowym paśmie kanałów biznesowych. Na towarzyszącym artykułowi zdjęciu założyciel /WallStreetBets pozuje w szarym rozpinanym sweterku na tle nijakiej szarej ściany, co ma tylko wzmacniać to wrażenie: normalny facet po drugiej stronie ekranu, przyjazna twarz dziwacznej internetowej subkultury. 

Przez kolejne lata forum /WallStreetBets rozwinęło się w ciekawym kierunku. Stało się hubem alternatywnego grania na giełdzie i inwestycji, gdzie użytkownicy równie chętnie co zwycięstwami chwalili się swoimi porażkami. A ekscentryzm i brawura niektórych pomysłów były celem samym w sobie. Zainwestować w luksusowe linie żeglugi w środku pandemii, by tylko zobaczyć, co się stanie? Dlaczego nie. „Leszcze”, czyli drobni ciułacze z /WallStreetBets w ciągu lat rozwinęli swój własny slang, wypromowali bohaterów, antybohaterów i parę memów.

Na /WallStreetBets musiał narodzić się też niejeden szalony pomysł na giełdowe zagranie. Doszło tam do kilku prawdziwie legendarnych sytuacji: jak wtedy, gdy jeden użytkownik (podobno tak było) zarobił sto tysięcy dolarów przez przypadek. W trakcie sesji giełdy w jego portfelu wylądowały niezwykle wartościowe akcje, które natychmiast w panice sprzedał i uzyskał rekordową prowizję, dalej nie wiedząc, co się dzieje i co właściwie robi. Zazwyczaj jednak internetowa subkultura nie trafia na pierwsze strony amerykańskich dzienników, o ile nie dojdzie do czegoś tragicznego albo naruszone zostaną granice absurdu i limity wyobraźni medialnych komentatorów. Tak, jak stało się właśnie pod koniec stycznia 2021. 

Wtedy jednak Rogozinski od miesięcy nie prowadził już forum. Wiosną 2020 roku postanowił, jak mówił dziennikarzom, zmierzyć się z toksyczną kulturą panującą jego zdaniem na /WallStreetBets i związanych z nim kanałach. W efekcie wyleciał z platformy. Dziś użytkownicy forum twierdzą, że to Rogozinski chciał zarobić na stworzonej przez siebie marce, oszukiwał innych i używał fałszywych aliasów, a teraz opowiada gazetom o rzekomym antysemityzmie, z którym ostatecznie przegrał.

Prawdziwy powód, dla którego Rogozinski już nie prowadzi giełdowego kanału na Reddicie, pozostaje kwestią sporną. Co jednak ważne dla tej historii, idea szalonego i bardziej konfrontacyjnego stylu inwestowania ostatecznie wygrała. 

I to dzięki niej /WallStreetBets stało się sławne. 

Chciwość 

Bo tak, jak jednak Rogozinski miał symbolizować „grzeczną” stronę /WallStreetBets, tak ludzie w rodzaju Keitha Gilla (pseudonim DeepFuckingValue) i jego naśladowców stali na drugim biegunie. Gill w przeciwieństwie do założyciela grupy pozuje na punkowca, nagrywa live’y na YouTube w czerwonej bandanie na głowie i opowiada o belgijskich piwach. Równolegle oczywiście chwaląc się swoimi osiągnięciami na giełdzie. Drugie oblicze /WallStreetBets było wulgarne, przesycone hermetycznym i obcesowym humorem, nihilistyczne. Nie pierwszy i nie ostatni to taki zakątek internetu. 

Oficjalnie regulamin /WallStreetBets zabrania grupowego umawiania się celem manipulowania cenami akcji (co jest oczywiście nieco ironiczne, biorąc pod uwagę, jak działa giełda). A to właśnie swego rodzaju „rajd na akcje” postanowili zrobić użytkownicy w styczniu, gdy poczuli się wystarczająco sprowokowani. Popularny Gill AKA DeepFuckinValue ich jeszcze dodatkowo podkręcił. Gill był prawdziwym fanem biznesu, którego akcje kupował i wierzył (jak mówił jego pseudonim) w „jebaną wartość” zainwestowanych firm.

GameStop, fot. EPIC

Poszło o GameStop: sieć sklepów, których nazwa stała się już synonimem całej afery. GameStop sprzedaje gry i konsole. To stacjonarny, „analogowy” sklep, któremu w pandemii zajrzała śmierć w oczy – trudno o gorszy czas dla podobnego biznesu. Gdy grę można wygodnie ściągnąć z jednej z kilku platform, a dowolny gadżet zamówić z Amazona, stary, dobry sklep z grami traci rację bytu. Jednak z tego samego powodu też – że to niedzisiejszy biznes – ma prawo budzić nostalgię i sympatię rzesz ludzi, którzy wciąż jeszcze pamiętają, gdzie kupili 20 lat temu swoją kopię FIFA albo nowego Xboxa. Sieć działa od 1984 roku, ma ponad 5,5 tys. punktów głównie w Stanach i dla dzisiejszych 30- i 40-latków jest symbolem tego, jak rozwijał się rynek gier. 

W styczniu akcje GameStopu poszły w górę, gdy do firmy dołączył znany menadżer i obiecał reformy. Wtedy jednak znienawidzona (zaraz się stanie jasne, dlaczego) przez forumowiczów z /WallStreetBets firma analityczna CitronResearch ogłosiła, że GameStop i tak pójdzie w dół. Zainicjowała tym falę grania na spadek kursu akcji nieszczęsnej sieci sklepów. W oczach obserwatorów doszło do ostatecznej krzywdy i zniewagi: rekiny z Wall Street celowo doprowadzają do ruiny niegroźny sklep z grami, byleby nabić kieszenie funduszom, które wzbogacą się na cudzej porażce.

W pogoni za Muskiem 

„Leszcze” z Reddita wściekle rzucili się zatem (w pierwszej chyba tak udanej i skoordynowanej akcji), by kupować akcje GameStopu. To zaś przyniosło aż dwa pożądane przez nich skutki. Ceny akcji rzeczywiście poszły do góry, to po pierwsze. Po drugie: ci, którzy grali na ich spadek, stracili. Operacja okazała się sukcesem. Nikt jednak nie spodziewał się, jak wielkim.

Szczególnie, gdy do gry włączył się Elon Musk i zatweetował link do forum /WallStreetBets wraz z popularnym memem wzywającym do inwestowania w GameStop. Kurs sieci dosłownie wystrzelił w kosmos. Tweet zebrał już ponad 47 tys. udostępnień, a ceny akcji GameStopu, które rok temu wyceniane były na zaledwie kilka dolarów, w styczniu skoczyły z 17 USD do 347 USD.

Roczny wykres cen akcji GameStopu naprawdę wygląda jak płaski horyzont, z którego startuje pionowo kosmiczna rakieta. W dzień po wpisie Muska – na który składało się, dodajmy, jedno słowo: „Gamestonk!” – cena akcji się podwoiła. To oznacza, że forumowicze z /WallStreetBets byli przez chwilę milionerami (nawet jeśli teoretycznymi). Zaś fundusze, które grały na spadki akcji sklepu, poniosły całkiem prawdziwe – i to niebagatelne – straty. Według jednego z szacunków w zaledwie kilka dni fundusze grające przeciwko GameStop (w tym CitronResearch i jego szef, który niejako sprowokował całą sytuację) straciły 19 miliardów dolarów.

Leszcze naprawdę odgryzły się rekinom. 

Zbyt wielcy by upaść 

Ta saga o spontanicznym rajdzie na ceny akcji małego sklepu ma jednak dużo poważniejszy epilog. Prędko po pierwszych sukcesach forumowiczów pojawiła się presja, by raz na zawsze ukrócić podobną zabawę i wybić z głowy indywidualnym inwestorom podobne pomysły. Oficjalne instytucje, biznesowe gazety, urzędnicy nadzoru finansowego i przede wszystkim fundusze, których kosztem rozkręcono całą aferę, wybuchli oburzeniem, jak gdyby – to określenie amerykańskiego publicysty Matta Taibbiego – „ktoś urządził imprezę taneczną na grobie samego Adama Smitha”

Aplikacja, za pomocą której indywidualni inwestorzy kupowali akcje GameStop (o nazwie, jak na ironię, RobinHood), nagle pozbawiła ich tej możliwości. Wściekli użytkownicy zaczęli atakować opinie RobinHooda w sklepie Google, ale wtedy Google usunął ich negatywne recenzje. Popularna platforma dyskusyjna Discord usunęła na pewien czas kanał /WallStreetBets. Motywacje platform, na co zwracali uwagę niektórzy komentatorzy, były zaskakująco zbieżne z tym, co mówiono po ataku na Kapitol. Gdy z Twittera usunięto Donalda Trumpa, a platformę dyskusyjną Parler z serwerów Amazona, tłumaczono to koniecznością powstrzymania emocji wśród tłumów. 

Tylko czy naprawdę kanały dyskusji o giełdzie stanowią takie samo zagrożenie, jak fanatycy zdolni wedrzeć się do Kapitolu? – pytali co trzeźwiejsi z nich. 

Kontrowersje dotyczyły tego, że kanały związane z /WallStreetBets miały być przesiąknięte rasizmem i antysemityzmem. Donosił o tym chociażby portal „The Verge”. Moderatorzy odpowiadali, że każdy czat i forum, na który nagle zwali się z dnia na dzień kilka milionów (!) nowych zainteresowanych, może zostać w takim razie zablokowany. Bo to pewne, że w takiej masie znajdą się osoby napastliwe, łamiące regulamin i zwyczajne trolle. Ostatecznie Discord po początkowym skandalu zdecydował się przywrócić kanał i pomóc w jego moderacji.

David Sacks, jeden z założycieli PayPala i komentator technologiczny, nazwał całą tą sytuację „kontratakiem Imperium”. Sacks wprost oskarżył platformy w rodzaju Discorda o działanie pod dyktando funduszy i wielkich giełdowych graczy, którym zależało, żeby jak najszybciej zatrzymać rajd na akcje GameStop i ukarać indywidualnych inwestorów. W podobnym tonie pisał zaś w Polsce – na stronach WEI – Andrzej Krajewski: – Ponad czterem milionom ciułaczy z /WallStreetBets marzyło się wzbogacenie, a przy okazji wymierzenie sprawiedliwości tym, którzy przez dekady bezkarnie żyli ich kosztem. Jak się przekonali na własnej skórze, gdy gra się uczciwie wedle obowiązujących reguł, ale jest się spoza rządzącego establishmentu, błyskawicznie zostaje się banitą. Natomiast banitów należy przykładnie spacyfikować, nim ich sukces wznieci kolejne bunty. Zwłaszcza, że rebelie nie muszą tyczyć się jedynie giełdowego parkietu. 

By powstrzymać tę rebelię, drobnym inwestorom na różne sposoby uniemożliwiono dalsze kupno akcji sieci sklepów. Wtedy uparci forumowicze próbowali (ze stratą dla swoich własnych portfeli) „trzymać się” akcji za wszelką cenę i nie sprzedawać ich nawet z zyskiem. I do tego próbowano ich zmusić, byleby zbić cenę w dół. Giełdowa i cenowa wojna przy użyciu technologii toczyła się naprawdę, nie tylko przy użyciu wyzwisk na czatach i forach. Dziś, po „kontrataku Imperium”, ceny takiego GameStop są już dużo niższe (kurs na piątek rano polskiego czasu to ok. 50 USD).

Bunt miał jednak swoje realne efekty: zyskało na nim kilka firm, choćby operator kin AMC. Straciły fundusze. Inwestowanie memiczne stało się rzeczywistością. 

Barbarzyńcy u bram 

Dlaczego saga /WallStreetBets jest ważna i co ona znaczy dla szerszego świata? 

Po pierwsze, bo przynosi spełnienie obietnicy realnego wpływu na świat ze strony internetu. Od ponad dekady – gdy rozwinął się koncept web 2.0 i powstały media społecznościowe – słyszymy, że sieć zdemokratyzuje świat i odda narzędzia kreowania rzeczywistości w ręce „internautów”, „zwykłych ludzi”. To prawie bez wyjątku jednak kończy się fiaskiem. Gospodarka cyfrowa wciąż promuje wielkich, a nierówności rosną. Czasem uda się siłą kolektywnego działania załatwić jakąś sprawę – uratować drzewa przed wycinką albo nagłośnić śmiertelność trującego nas smogu. Ale co najmniej równie często okazuje się, że w sieciowej rzeczywistości słabi są tak samo słabi, jak byli w offline. A potęgi tego świata nie zawahają się przed użyciem technologii, by zemścić się na dysydentach

Afera GameStop choć na chwilę – jak kiedyś protesty ACTA, sprawa Snowdena czy ataki grupy Anonymous – pokazała, że można czasami wywrócić stolik i postraszyć oligarchów (wirtualnymi póki co) widłami. 

Po drugie, co trafnie odnotowały już biznesowe publikacje, GameStop pokazał, jak wielką gospodarczą (i polityczną) siłą są dziś nie znajdujące ujścia emocje: złość, żal, nostalgia, resentyment. – Dzisiejszych inwestorów indywidualnych motywuje słuszny gniew: na pokoleniową niesprawiedliwość, na to, co widzą jako skorumpowanie banków i niesłuszną pomoc podarowaną im w 2008 roku (podczas kryzysu finansowego), a wreszcie na bijącą po oczach nędzę i niesprawiedliwość dzisiejszego świata. To czyni Gamestop giełdową bańką niepodobną do jakiejkolwiek poprzedniej spekulacji i krachu znanego inwestorom – pisze na łamach Bloomberga John Authers. Zaznaczmy – nie na stronach żadnego lewackiego periodyku związanego z Berniem Sandersem i OccupyWallStreet, ale w inwestorskiej Biblii, jaką jest Bloomberg. 

Zbiorowa wściekłość i chęć zemsty na funduszach w wykonaniu forumowiczów z /WallStreetBets naprawdę miały swoje gospodarcze konsekwencje. Wkrótce zaś przyniosą konsekwencje polityczne, gdy pojawi się jeszcze większa presja na regulacje, a nawet cenzurę podobnych platform i kanałów. 

Po trzecie, udało się obnażyć absurd sztucznych rynków, skomplikowanych instrumentów finansowych i piramid zbudowanych na plecach drobnych ciułaczy – koniec końców okazało się, że aplikacje, pośrednicy, fundusze i inwestorzy nie są zainteresowani losem ani jednej firmy, ani giełdy i jej przejrzystości, ani gospodarki jako takiej. Interesuje ich – cóż za zaskoczenie! – ich własny, krótkoterminowy interes.

RobinHood okazał się sojusznikiem szeryfa z Sherwood, a Discord (po angielsku: „zamęt”) bardzo nie chce zamętu. Rekiny z Wall Street, które na co dzień chwalą agresywne strategie inwestycyjne i wyśmiewają państwową ingerencję w rynek, natychmiast rzuciły się do potępiania agresywnego inwestowania i zaczęły wołać o państwową pomoc. 

Ale – co powiedzieliśmy sobie na samym początku – to nie jest wcale jednostronna historia. W zachwytach nad aferą GameStop trzeba pamiętać o tym, że nie każdy rewolucyjny impuls jest zawsze słuszny, a chaos niekoniecznie jest najlepszą odpowiedzią na skorumpowany ład. 
Jest za to odpowiedzią spektakularną. Taką, jakiej w epidemicznym, zamkniętym w domach świecie chcieliśmy. Do tego stopnia, że kilka dni temu Netflix ogłosił rozpoczęcie pracy nad filmem o aferze GameStop. Niemal równocześnie za sześciocyfrową sumę Jaime Rogozinski odsprzedał prawa do swojej historii wytwórni RatPac Entertainment, znanej choćby z „Wonder Woman”. MGM zaś kupiło prawa do jeszcze nie napisanej, ale już zaplanowanej nowej książki Bena Mezrica (tego od książki, na podstawie której David Fincher nakręcił oscarowy „The Social Network” o początkach Facebooka) – „The Antisocial Network”.

Jedno jest pewne: to afera, na jaką w 2021 r. zasłużyliśmy.

Jakub Dymek – kulturoznawca, dziennikarz, publicysta. Publikował m.in. w „Rzeczpospolitej”, „Dzienniku Gazecie Prawnej”, „Tygodniku Powszechnym”, „Dwutygodniku”, Gazecie.pl i Newsweeku. Za publikacje o tajnych więzieniach CIA w Polsce nominowany do nagrody dziennikarskiej Grand Press. Można go również czytać na portalu Substack.