SW+

Polskie tango kontra polskie pogo. Pandemia i PiS wywołały potężny wysyp protest songów

Czyżby trzeba było globalnej pandemii, by muzycy spojrzeli trochę szerzej i zauważyli, że nie da się żyć i tworzyć w oderwaniu od tego, co dzieje się w polityce? - Nie ma co owijać w bawełnę, jesteśmy wkurwieni - ostro mówi Fisz.

„Zawsze pamiętaj, raper to Fifiego drugi zawód. Pierwszy to pisarz, który kiedyś tu obudzi naród” – nawijał Taco Hemingway w numerze „Pokédex” z EP-ki „Flagey” w 2018 roku. Jak zapowiedział, tak zrobił, a przynajmniej spróbował. Dzień przed ciszą wyborczą przy II turze tegorocznych wyborów prezydenckich niespodziewanie opublikował singiel „Polskie Tango”. I rozpętał większy ferment niż kandydaci na urząd prezydenta. Nic dziwnego, skoro gorzko wyśpiewał, że „przestał wierzyć w Polskę dawno”, a zresztą mieszka w kraju „tym popierdolonym”. 

Taco ze swoim kawałkiem, który stał się momentalnie symbolem oburzenia na polityczny klimat nie jest jednak wcale ewenementem na polskiej scenie muzycznej. Ostatnie miesiące to istny wysyp kolejnych mniej lub bardziej zaangażowanych politycznie i społecznie kawałków. 

O kawałek Kazika wybuchł polityczny skandal. Za komentowanie sytuacji w kraju wzięli się bracia Fisz i Emade („Mój kraj znika” z maja tego roku), tuż po wyborach dołączył do grona zaangażowanych politycznie muzyków także Tomasz Organek. Czyżby pandemia i wielotygodniowe odcięcie od normalnego życia obudziło w muzykach pęd, by tak jak potrafią najlepiej skomentować to, co dzieje się wokół nas? 

Jak co dzień rano, bułkę maślaną
Popijam kawą, nad gazety plamą

Gdy w 2018 roku fani brytyjskiego zespołu Massive Attack słuchali ich występu na scenie gdyńskiego festiwalu Open'er, za plecami muzyków zaczęły wyświetlać się nagłówki z polskich mediów. „Unio Europejska, ratuj polskie sądy” – grzmiał jeden z nich, odnosząc się do sytuacji w polskim sądownictwie. Część fanów była zachwycona tym zaangażowaniem. Inna zdawała sobie sprawę z tego, że to może i zaangażowany, ale po części także niezły komercyjnie element występów zespołu. Wizualizacje z komentarzem odnoszącym się do aktualnej sytuacji w kraju, w którym koncertują to już stały chwyt Massive Attack. 

Kilka dni wcześniej lider zespołu Pearl Jam na koncercie w Polsce wyraził wsparcie wobec kobiet walczących o prawo do aborcji, później był jeszcze komentarz ze strony także występującego w Polsce Micka Jaggera. 

Skumulowane wsparcie ze strony zagranicznych muzyków, które miało miejsce w tamtych letnich miesiącach sprowokowało w kraju dyskusję – dlaczego rodzimi artyści nie komentują polityki, a zagraniczni goście mają do tego odwagę? 

„Taco i reszta woli śpiewać o DM-ach niż o TK, SN czy prawach kobiet” zatweetował gorzko Tytus Hołdys, syn słynnego muzyka Zbigniewa. I nie było to wcale pierwsze takie nawoływanie. Na tyle ich dużo było w ostatnich latach, że w 2016 roku Taco wprost rapował: „Jestem głosem pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia. Ktoś wywołał mnie bym pisał teksty polityczne? Nie, dziękuję. Wolę pisać o sobie."

Tyle, że wtedy miał 26 lat. Dziś stuknie mu właśnie 30 i może wraz z wiekiem zmieniła mu się na tyle perspektywa, że jednak nagle popełnił polityczny tekst. Co więcej, tak zaangażowany, że słynne już 8 gwiazdek z teledysku do „Polskiego tanga” stało się symbolem dla najbardziej oburzonej rządami PiS części społeczeństwa. Tej, która uważa jak i ten muzyk, że „Moim krajem może rządzić byle miernota / W moim kraju ta oświata to jest ciemnota / Z jednej strony jarmark, a z drugiej Europa”. 

Zaś w dzień swoich urodzin nie tylko zapowiedział, że w tym roku wypuści dwie płyty: Jarmark i Europę, ale także wrzucił nowy singiel. Teoretycznie to czysto urodzinowy kawałek ale i tak Taco śpiewa: „Idę i piszę i piję i myśle o Polsce/ Czy by było u nas spokojniej gdyby było słońce".

Taco w zasadzie nie tyle zabrał głos, co naostrzył pióro, czego zresztą można było się po nim spodziewać. Raper nie od dziś lubi komentować polską rzeczywistość, choćby na EP-ce „Umowa o dzieło” utyskiwał na trudy pracy w sektorze kreatywnym. Komentowanie społecznych problemów to dla niego nie pierwszyzna, jednak coś sprawiło, że akurat teraz nie wytrzymał. Skomentował dosadniej niż do tej pory i choć może sam się na to żachnie, ale zapewne stał się już pełnoprawnym głosem pokolenia.

Tak niewiele myślę, tak niewiele znaczę,
Tak niewiele słyszałem, tak niewiele potrafię 

Ale nie jedynym. Nie wytrzymał także Tomasz Organek. Singiel „Pogo”, opublikowany ledwie kilka dni po tym, gdy jasne już było, że Andrzej Duda zostaje na kolejne pięć lat w Pałacu Prezydenckim, promuje jego nowy album (premiera zaplanowana jest na jesień). W poście na Facebooku Organek tak wyjaśnia, co mu w duszy zagrało podczas pisania tego kawałka (pisownia oryginalna): „Pogo to zbiorowy taniec, w którym wszyscy się o siebie obijają, uderzają z siłą po to, żeby samemu nie dać się zepchnąć, przewrócić, stratować. To metafora dzisiejszych czasów, polskiej rzeczywistości pełnej podejrzliwości, agresji, nienawiści i braku tolerancji. Zróbmy coś z tym. Zatrzymajmy to. Dogadajmy się zanim dojdzie do czegoś złego.” 

Jak opowiadał kilka dni temu na antenie TVN24, numer zaczął powstawać już w lutym. Atmosfera podziału, o której śpiewa, doskwierała mu już wtedy. Ale eskalowała właśnie w okolicach wyborów prezydenckich. – Bywam wkurzony, bywam zdenerwowany również tym, że mamy taką, a nie inną atmosferę w kraju. (...) W czasie wyborów, w czasie tego napięcia przedwyborczego, widzieliśmy, jak się ludzie potrafią zachowywać – gorzko opowiadał.

Ale to kawałek Kazika Staszewskiego, który od kilku dekad słynie z mocno zaangażowanych, krytycznych i nie uciekających od polityki utworów był najmocniejszym muzyczno-politycznym wydarzeniem ostatnich lat w Polsce. Staszewski nie wytrzymał z kolei przy okazji słynnej już nielegalnej wizyty posła Jarosława Kaczyńskiego na cmentarzu Powązkowskim. Kazik w piosence „Twój ból jest lepszy niż mój” niemal wykrzyczał: „Ból ukoić możesz Ty jeden / Wszyscy inni wpadli w biedę / Limuzyny dwie, jedna, cały cmentarz twój / Lepszy niż mój”.

I choć miał już w swojej muzycznej karierze znacznie mocniejsze kawałki, choć to raczej „Arahja”, „Mieszkam w Polsce” czy „100 milionów” stały się pokoleniowymi hymnami, to niespodziewanie ten utwór wywołał awanturę, która przebiła się poza nasze polskie podwórko. Nic dziwnego, skoro to właśnie o „Twój ból jest lepszy niż mój” wybuchł skandal ze zmianą wyników głosowania na Liście Przebojów Programu Trzeciego prowadzonej przez Marka Niedźwieckiego. 

Gdy okazało się, że właśnie ten kawałek wygrał, wydanie anulowano, zarzucając prowadzącemu mataczenie przy wynikach. Dziennikarz odszedł z radia, za nim zaś kolejni radiowcy, media rozpisały się o cenzurze i to takiej nie dotyczącej już tylko kwestii publicystyki, tylko wolności wyrazu artystycznego. Afera eskalowała, zaś sam Kazik po kilku dniach wydał krótkie oświadczenie: W związku z zaistniałą sytuacją żądamy wycofania piosenki Kazika „Twój ból jest lepszy niż mój” z notowania Listy Przebojów Programu Trzeciego. 

Jego przykładem poszli inni polscy artyści, m.in. Dawid Podsiadło, którzy zabronili emitowania ich utworów na antenie Trójki. Nawet nie musieli nic zaśpiewać, by dać jasny sygnał: dziś już nie da się być apolitycznym. 

Moja ulica murem podzielona, świeci neonami prawa strona
Lewa strona cała wygaszona, zza zasłony obserwuję obie strony

Dlaczego temat polityki wdziera się do tekstów rodzimych artystów akurat teraz? Czy są jakieś powody, poza tym oczywistym, czyli napiętym czasem okołowyborczym i nastrojach społecznych?

Bartka Chacińskiego, dziennikarza tygodnika „Polityka”, autora bloga „Polifonia”, w nowym numerze Organka bardziej zaskakuje jednak strona muzyczna, aniżeli tekstowa. Jak mówi, tekstów o podzielonej Polsce pojawiało się już sporo, choćby we wspomnianej piosence Kazika. Komunikat Taco Hemingwaya ocenia za to raczej z perspektywy wyborczej:

– Owszem, jest to mocny gest przedwyborczy, ale bardziej w klipie niż samym utworze. Ten wpisuje się z kolei w równie długi jak ten „podziałowy” nurt piosenek odreagowujących Polskę, kraj wiecznie między Wschodem a Zachodem, kraj, który się nie uczy na własnych błędach - mówi Chaciński.

Nowa historia polskiej piosenki politycznej czy społecznej nie zaczęła się oczywiście w 2020 roku. Inny przykład niż Taco i Organek? Piotr Madej. Krakowski muzyk, występujący pod pseudonimem Patrick the Pan, w 2017 roku wypuścił nagraną razem z Ralphem Kaminskim piosenkę „Imiona tajfunów”. O czym opowiada? Najkrócej mówiąc: o podziałach i nienawiści: „Nie wiedziałem że / Można tego tyle mieć / W sobie”.

Piosenkę obrazuje klip sklejony z nagrań z różnych marszów i protestów, które przetoczyły się przez kraj w tamtym czasie. Do wysłania nagrań Patrick The Pan nakłonił swoich fanów. Jak pisał w poście na Facebooku w dniu premiery klipu, to nie miała być do końca piosenka polityczna. Jego intencją było zasygnalizowanie, że w kraju dzieje się coraz gorzej, a podziały są coraz bardziej dostrzegalne.

– Tak naprawdę ta piosenka nie jest o polityce - jest inspirowana polityką a bardziej opowiada o ludziach i energii –  złej i dobrej – jaka w nich potrafi się obudzić – wyjaśniał muzyk.

Kilka lat starszy kolega Madeja, Krzysztof Zalewski, również napisał piosenkę o podziałach w Polsce. „Nikogo nie namawiam do zmiany poglądów, po prostu wyśpiewuję swoje” - napisał wtedy na Facebooku. W „Polsko” padają mocne, sugestywne słowa i nawiązania do sytuacji politycznej w kraju. Zalewski śpiewa między innymi: „Mija rok, pięć lat / I nagle mi mówisz / Co mogę i z kim / Wciskasz mi miłość / Bo w Twojej sypialni / Od dawna nie był nikt”.

Do politycznych tekstów wrócił też Muniek Staszczyk. W zeszłym roku zaprezentował solowy singiel „Pola”. Nie trzeba specjalnie się wysilać, by zrozumieć o kim śpiewa legendarny wokalista T.Love: „Pola błagam obudź się / Sen o potędze skończył się”. Muzyk odnosi się także do podziałów w kraju - „W pociągach czujesz swąd domowej wojny” - śpiewa. 

Nietolerancji i znieczulenia raj
To jest ten kraj

Ale to wciąż były wyjątki. Takie rodzynki w słodkim cieście składającym się z utworów o miłości, młodości, starości, egzystencjalnych i artystycznych rozterkach.

To, że idzie zmiana i to nie tylko ze strony artystów, ale przede wszystkim też nas, słuchaczy, gotowych na nowe treści, można było poczuć, gdy internety opanowała istna pandemia akcji #hot16challenge2. Sprawa była prosta: zarapować 16 linijek i nominować 3 kolejnych raperów. Pierwotna inicjatywa sprzed kilku lat była zastępczym rozwiązaniem dla popularnego wówczas Ice Bucket Challenge. W tegorocznej nowej, covidowej edycji dołączyła fundacja Siępomaga, bo przy okazji nominacji uczestnicy wpłacali pieniądze na zbiórkę na rzecz służby zdrowia. 

Powiedzieć, że zabawa wymknęła się spod kontroli, to nie powiedzieć nic. Z pierwotnie zadania dla raperów, przeistoczyło się w wyzwanie, którego mógł podjąć się każdy, bez względu na możliwości i muzyczne umiejętności. Do historii przejdzie oczywiście absurdalny rap Andrzeja Dudy. Ale ciekawsze jest to, jak wielu muzyków i to nie tylko z zasady antysystemowych raperów, użyło swoich zasięgów do skomentowania sytuacji w kraju.

- Niektóre wypowiedzi w ramach akcji #hot16challenge2 były jednoznacznie polityczne – i być może to ona trochę mocniej otworzyła artystów w sferze polityki i dużych problemów kraju – przytakuje Chaciński.

Forma szybkiej nagrywki ułatwiła pewnie zadanie wielu muzykom, którzy chcieli się wypowiedzieć tu i teraz, bez zbędnego czekania, doszlifowywania produkcji. Może to ich ośmieliło, dlatego w swoich szesnastkach chętnie komentowali sytuację polityczną. 

Ten miks tematyczny znalazł się na przykład w zwrotkach Pezeta i Sokoła. Ten pierwszy rymował: „Jak chcesz komuś pomóc to zostań w domu albo, ziom, zrób przelew / Byle nie dla rządu, ja nie zrobię tego tak żeby to było do wglądu”. Ten drugi zaś: „Rząd się błaźni i miota, wciąż robiąc propagandę / Uważaj mały, popatrz, mamy w maskach całą bandę”. Raczej nie trzeba tłumaczyć, kogo podmiot liryczny nazywa „małym”. Na koniec Sokół odgrażał się: „Wygrałbym te wybory nawet w masce”. 

Inny warszawski raper, Ten Typ Mes, poszedł jeszcze dalej: na koniec swojej szesnastki dorzucił, oczywiście odpowiednio wypikane, ośmioliterowe hasło, które potem ewoluowało do formy wspomnianych ośmiu gwiazdek. 

Mocne nawiązanie do polityki partii rządzącej znalazło się także w Hot16 innego topowego rapera, Quebonafide. Ten najpierw zahacza o wspomniane “rapy” prezydenta Dudy, potem zaś odnosi się do sprawy głośnego dofinansowania TVP: „Nie pytają cię o imię, walczą z ostrym cieniem mgły / Pytają o dwa miliardy co poszły na TVPiS, brrr”.

Odchodząc na chwilę od rapu - w wyzwaniu brali udział także artyści i artystki niezwiązani ze sceną hiphopową. Na przykład Katarzyna Nosowska. Ta swoją szesnastkę zaczęła od słów: „Mówię do Ciebie z pobocza, marginesu zdarzeń, zajezdni”. A skończyła na słodko-gorzkiej konstatacji: „I jeszcze tylko na koniec - w zajezdni nie jest najgorzej / Bo nikt mi nie może niczego kazać, a tym bardziej zabronić”.

Nie myślę tak jak wy, jestem inny niż wy
Szara rzeczywistość, wasza rzeczywistość

Co tak nagle nakręciło te nastroje? Raczej nie jest zaskoczeniem odpowiedź, że pandemia. Według Chacińskiego jej wpływ na nastroje społeczne mógł mieć swoje odbicie w zaangażowaniu politycznym muzyków. – Środowisko muzyczne pandemia także finansowo ugodziła wyjątkowo boleśnie, więc nawet jeśli dla kogoś z artystów do tej pory polityka nie była tematem, zorientował się, że sam jest tematem dla polityków – zauważa publicysta „Polityki”. 

Pandemia rzeczywiście dała branży muzycznej w kość jak mało której. W lipcu powołano Izbę Gospodarczą Menedżerów Artystów Polskich, na której czele stanął Tomasz Grewiński, współzałożyciel Kayaxu. Członkowie Izby nadal przekonują rząd do tego, jak ważną gałęzią gospodarki jest branża muzyczna i eventowa.

To jak covidowy lock-down zabolał muzyków, wyśpiewał we wspomnianej Hot16 stroniący raczej od politycznych tematów Mrozu: „A z Wiejskiej łajza chce, by głodowała branża". 

„Branża to około 300 tys. osób. Nie ma narodu bez kultury" – przekonywał Grewiński na konferencji prasowej z posłem Grzegorzem Napieralskim, która odbyła się na początku lipca. Od tamtego momentu sytuacja branży muzycznej niewiele się zmieniła. Pracownicy sektora koncertowego z frustracją patrzyli na to, jak rząd odmrażał kolejne obostrzenia dotyczące choćby wydarzeń sportowych, a o muzyce i koncertach, które dla ogromnej części artystów i całego ich zaplecza stanowią podstawowe źródło dochodów nie wspominał. 

Kilka dni temu postanowiono, że obiekty takie jak stadiony mogą być zapełnione w 50 proc., nie ma za to nadal mowy o znoszeniu obostrzeń w klubach muzycznych. Coraz bardziej sfrustrowana branża muzyczna próbuje wpłynąć na rząd. Póki co raczej bezskutecznie.

Gdy zechcę, będę szczurem
Dotrę do ciebie przez najmniejszą dziurę

„Ciekawi mnie to, że wszystkim się nagle porozwiązywały języki. Artyści, którzy stronili od politycznych komentarzy zauważyli, że to chwyta. Mają poparcie innych muzyków, w grupie czują się mocniej, więc wszyscy nagle stali się buntownikami. Jestem w stanie uwierzyć Tymonowi Tymańskiemu czy Marii Peszek, konsekwentnym od lat, ale gwiazdy wcześniej niespecjalnie zaangażowane zaczęły śpiewać tak głośno dopiero w chórze. I skąd ja mam wiedzieć, czy to nie aby wyłącznie nabijanie sobie popularności na chwytliwym temacie?” - stwierdziła na początku czerwca w wywiadzie dla Gazety Wyborczej Kasia Lins. 

Artystka sama też opublikowała niedawno album zatytułowany „Moja wina”. Lins śpiewa między innymi: „Grożą nam wojną / Wystawią nas na widok, widok / Grożą nam wojną / To dla nas wyrok”.

Niestety nie chciała dalej komentować sprawy. W wiadomości od jej wytwórni czytamy: „Dziękuję za propozycję, ale Kasia nie jest zainteresowana rozmową na tematy polityczne”. Lins, choć nie chce komentować polityki, pewnie nie jest sama w swoim podejrzliwym podejściu do kwestii artystów angażujących się w politykę. 

Polityczne aktywności artystów, w tym muzyków, bywają odbierane jako działania na pokaz, pójście za falą, wpasowanie się w obecnie będący na topie trend. Oczywiste jest, że nie każdy muzyk musi czuć potrzebę komentowania czy to w swoich dziełach, czy w wypowiedziach kwestii społeczno-politycznych. 

Nie jest też specjalną tajemnicą, że spora część muzyków nie może sobie pozwolić na komentowanie polityki ze względów ekonomicznych, takich choćby jak kontrakty z Telewizją Polską. W najbliższych miesiącach a nawet latach nie ma co oczekiwać politycznego przekazu ze strony choćby Michała Szpaka czy Barona – panowie od kilku lat są jurorami w emitowanym przez TVP2 talent show „The Voice Of Poland”. I wygląda na to, że powrócą na antenę jesienią, podczas 11. emisji programu. 

Politycznych komentarzy możemy prędzej spodziewać się na przykład po Krzysztofie Zalewskim, którego kandydatura na jurora „The Voice” była podobno rozważana. Mówi się, że nadawca zrezygnował z tego pomysłu po tym, jak Zalewski poparł bojkot radiowej Trójki. Ale samo branie go pod uwagę to i tak była spora odwaga producentów programu, bo poglądy polityczne Zalewskiego nie są zresztą już chyba dla nikogo tajemnicą. Zwłaszcza po tym, jak przed II turą wyborów prezydenckich napisał na swoim Facebooku słowa dotyczące Andrzeja Dudy i poparł jego kontrkandydata, Rafała Trzaskowskiego: „Mam dość prezydenta, który odmawia człowieczeństwa ludziom LGBT, choć sam nazywa siebie chrześcijaninem. Czyli w końcu wszyscy jesteśmy Dziećmi Bożymi czy tylko niektórzy?”

Bądź jak kamień, stój wytrzymaj
Kiedyś te kamienie drgną

To norma, że muzycy są wywoływani do tablicy, gdy dzieje się coś niepokojącego. - Polityka zawsze przeplatała się z muzyką. Wszystko jedno czy to blues, folk amerykański lat 50. czy muzyka punkowa, hardcorowa i hip - hop końca lat 80. Najwięksi muzycy, tekściarze począwszy od Boba Dylana kończąc na Kate Tempest to poeci wrażliwi na wszelką niesprawiedliwość społeczną. Muzyka rozrywkowa lat 60. to niekończący się anty-wojenny protest song. Rozwijający się rap lat 80., coraz bardziej świadomy ogromnej mocy słowa, buntuje się wobec polityki Ronalda Reagana. W Polsce takie zespoły jak Dezerter, słynna płyta „Świnie“ MWNH, świetnie radziły sobie z komentowaniem rzeczywistości PRLu, zastawiając pułapki lingwistyczne komunistycznej cenzurze - wspomina w rozmowie z SW+ Bartosz Waglewski, czyli Fisz.  

Tyle, że teraz podobnie jak we wspomnianych latach 80., nadal raczej tylko garstka muzyków, przynajmniej jeśli chodzi o mainstream, decyduje się na komentowanie polityki w swoich utworach. – Zdaję sobie sprawę, że dożyliśmy czasów, kiedy rząd najchętniej karałby za krytyczne spojrzenie na Polskę, więc każdy taki gest jest odbierany jako polityczny, ale sądząc po temperaturze tekstów z lat 80. tak polskich ale także choćby brytyjskich to jeszcze nie jest szczyt zaangażowania. Choć na pewno ważny punkt dla Taco – podsumowuje Bartek Chaciński.

Fisz też ma do takiej muzycznej aktywności dystans i tak opowiada:

- Nie lubię czystej publicystyki w tekstach bo ona często szybciutko się dezaktualizuje, ale od początku swojej działalności jestem bardzo wyczulony na wszelaką hipokryzje. Nasza płyta „Mamut“ dawała wyraz także w formie czysto estetycznej, rozczarowaniu neoliberalną polityką. Zwracała uwagę na ludzi pominiętych, odrzuconych i zagubionych. Dzisiaj stajemy po stronie tych, których krzywdzi się słowem, ale i coraz częściej czynem. Po stronie lekarzy, pielęgniarek, artystów, wyrzucanych dziennikarzy, uchodźców, środowisk LGBT - opowiada i dodaje, że on osobiście zwraca uwagę na okropny język stosowany w debacie publicznej.

 - Język coraz bardziej prymitywny, agresywny i wykluczający, często też infantylny i oderwany od rzeczywistości. Na naszej nowej płycie „Ballady i Protesty“ będę zwracał uwagę na prawdziwe problemy dzisiejszego świata, które w tej jałowej naszej polityce giną, są zrzucane na margines - zapowiada Waglewski, ale równolegle podkreśla wagę nie tylko kwestii czysto bieżącej polityki. 

Wymienia kolejne bardziej globalne zagadnienia, które inspirują go do głębszej refleksji: - Zagrożenia klimatyczne, wysypiska śmieci, problem emigracji, rasizm, wykluczenia, słabą, zacofaną edukację, nierówności społeczne. Pytam też o zbliżający się świat sztucznej inteligencji, świat algorytmów, które już zastępują człowieka. To są prawdziwe problemy dzisiejszego świata. Polityka partyjna mnie nie interesuje, aczkolwiek z obecną ekipa rządzącą mam poczucie, że mentalnie, kulturowo cofamy się w jakieś dawno minione czasy. 

I każdemu z nich, co tak pilnie oka strzeże mówię,
Patrz trochę szerzej, patrz trochę szerzej

Może i pandemia dała muzykom impuls do zwrócenia oczu na świat polityczno-społeczny. Ale nie ma co ukrywać, że katalizatorem tej zmiany są rządy PiS. Nawet Kazik, który nie ukrywa, że politycznie mu po drodze z PiS i po aferze z Radiową Trójką przewrotnie bronił rządzących u Roberta Mazurka mówiąc tak: „W PiS urocze jest to, że największych tumanów bronią do końca" i tak gorzko dodawał: - Teksty są aktualne i nie mogło się na niej [płycie] nie znaleźć wydarzenie, które mnie osobiście bardzo zbulwersowało, czyli wizyta prezesa Kaczyńskiego na cmentarzu. (...) W tym momencie odniosłem wrażenie, że niezależnie od opcji politycznych, każdy odczuł gruby nietakt w tego rodzaju zachowaniu. 

To, że obecna klasa polityczna stała się artystycznym impulsem, słychać wyraźnie w „Polskim Tangu”, które ma jeszcze jednego ważnego bohatera. Jest nim Adam Łona Zieliński, szczeciński raper, który w jednym z wersów piosenki przewrotnie nawiązuje do swojego kawałka „Patrz szerzej” z albumu „Cztery i pół” (nagranego oczywiście w duecie z Webberem). Niemal dekadę temu Łona przekonywał, by starać się zrozumieć więcej, teraz ironicznie stwierdza: „patrz trochę węziej, patrz trochę węziej”, bo przecież rządzący przekonują, że „Tylko ty masz rację/ Reszta świata żyje w błędzie”. 

Sam Łona mówi, że bardzo cieszy się z ostatniej fali zainteresowania życiem publicznym:

 – To słychać nie tylko w omawianych singlach, ale też w zwrotkach nawiniętych przy okazji #hot16challenge2 czy – po prostu – w publicznych wypowiedziach artystów. Cieszę się, bo to ostatni dzwonek. PiS zdołał już zdemolować wymiar sprawiedliwości i solidnie skręcić w stronę państwa autorytarnego, a teraz bierze się za nieposłuszne media i – pewnie w dalszej perspektywie – wolność słowa w ogóle – ocenia Zieliński.

Raper, a także prawnik i specjalista od prawa własności intelektualnej, nie szczędzi słów krytyki w stosunku do partii rządzącej. I właśnie w tym upatruje przyczyn pojawiania się coraz to nowszych komentarzy politycznych w piosenkach rodzimych artystów – czara goryczy się przelała, a ludzie po prostu mają dość. Mają też poczucie, że coś bardzo ważnego jest im odbierane, kawałek po kawałku. Artyści być może potrzebują właśnie takich mocnych impulsów, by włączyć się w zaangażowaną politycznie narrację.

-  Rządzą nami starsi panowie z brzuszkiem, którzy tęsknią za Telerankiem, Dziennikiem Telewizyjnym i wypasionymi galami Disco Polo z lat 90. Wychowankowie słabych katolickich rozgłośni radiowych i tego kiczowatego tzw. sacro-polo. Językowo to pokolenie pamiętające i kształcące się w PRL-u, chociaż na sztandarach ma antykomunizm. To ta ich nowomowa ma bardzo wiele wspólnego z tamtym na szczęście minionym okresem. No i ta naprawdę wkurzająca hipokryzja. Nie ma co owijać w bawełnę, jesteśmy wkurwieni - ostro podkreśla Fisz.

– Kaczyński ma w pompie tych, którzy się z nim nie zgadzają, czemu ostatnio dał wyraz mówiąc że jeśli ktoś uważa, że warto być Polakiem, to musi stać po stronie, która broni tradycyjnych wartości. To już jest poza wszelkimi granicami; nikt mnie nie będzie pouczał, jak być Polakiem – kwituje Łona.

Tyle, że może się okazać, że jak śpiewał kilka lat temu sam Łona: „A wycie? Cóż wycie? W gruncie rzeczy nic. W końcu ucichnie, tutaj jest długa tradycja przeczekiwania wyć”. 

Tagi:
przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst


przeczytaj następny tekst